Ten artykuł chciałabym skierować do tych z Was, których dzieci zmagają się z lękiem przed rozstaniem z rodzicem.

Wiedza, którą się z Wami podzielę nie jest tajemna, ale widzę, jak bardzo jej brakuje i jak często tym, co rzekomo ma wspierać rozstania, są działania, które tak naprawdę je utrudniają.

O czym mowa?

Jeśli jesteś rodzicem dziecka, które doświadcza silnych emocji podczas rozstania, prawdopodobnie wiele razy słyszałaś/eś, że to Twoja wina. Że to Ty je tak trzymasz, Ty go nie puszczasz, Ty je ograniczasz itd itd. Przyglądanie się swoim emocjom wokół rozstania jest szalenie ważne, opiekowanie się nimi jeszcze bardziej, faktem jest jednak to, że obwinianie kogoś ani siebie nikogo nie wspiera.

Jedną z najczęstszych wskazówek, jakie dostają rodzice od otoczenia (rodziny, przyjaciół, ale też specjalistów), jest zalecenie trenowania większej ilości rozstań i separacji dziecka od tego rodzica, z którym jest ono mocniej związane. Zalecenie to ma swój sens, natomiast sposoby realizacji bardzo często opierają się na błędnym przekonaniu w myśl którego owo dziecko należy od tego rodzica separować, oddzielać, robić różne rzeczy przeciwko tej bliskości.

Tu właśnie utykamy i im silniejszy niepokój i lęk dziecka przed rozstaniem, tym większe ryzyko porażki albo (co gorsze) ryzyko sięgnięcia po metody, które nie uwzględniają granic i potrzeb dziecka, rodzica i ich relacji.

Tym, co nie pomaga jest oddzielanie siłą, nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim emocjonalną, czyli wyrywanie dziecka z rąk rodzica, z którym czuje się bezpiecznie, organizowanie na siłę czasu bez tego rodzica, zachęcanie go do wyjścia szybko, po angielsku, zachęcanie do niereagowania – słowem wiele metod, które mają służyć redukcji lęku przed rozstaniem, a tak naprawdę bardzo często go potęgują.

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

To proste. Jeśli dziecko czuje się z kimś związane, to ta osoba jest gwarantem poczucia bezpieczeństwa. Możemy oczywiście przyglądać się, na ile jest ono faktyczne, a na ile pojawił się miks rodzicielskich i dziecięcych emocji i trudów, które nie pozwalają ruszyć do przodu. Nie możemy jednak zakładać, że dziecko wesprze zerwanie kontaktu, że pozwoli mu ono poczuć się dobrze bez tej bazy w osobie rodzica. To po prostu nie może się udać.

 

żródło zdjęcia: unsplash, Gabe Pierce

 

Jak zatem wspierać dziecko i rodzica w sytuacjach rozstania, szczególnie jeśli towarzyszy im lęk?

 

Na potrzeby tych rozważań, rodzica z którym dziecku trudno się rozstać będę nazywać TYM rodzicem. Nie jest to jednak żadna stygmatyzacja ani obwinianie, a skrót, który pomoże mi pokazać Wam, co wspiera a co niekoniecznie i jakie zadania są po czyjej stronie.

Najważniejsze założenie, takie do wytatuowania w głowie, jest takie, żeby relację z TYM rodzicem uznać za zasób do budowania innych relacji i poszerzania doświadczeń bezpieczeństwa w innych relacjach. Pomocne będzie więc na początek wszystko, co wychodzić będzie z punktu NA RZECZ RELACJI Z TYM RODZICEM, a nie PRZECIWKO.

Czujecie tę różnicę? Ona jest szalenie ważna!

Jeśli np. dziecko ufa mamie na 15836 procent, to do niej lgnie, u niej szuka wsparcia, pocieszenia, z nią nie chce się rozstawać, to mamy sytuację, w której pokazuje nam: Z TĄ OSOBĄ CZUJĘ SIĘ BEZPIECZNIE. Możemy wykorzystać to właśnie w taką stronę, żeby poszerzać to poczucie bezpieczeństwa na bazie tej relacji, “roznosić” to na kolejne, nowe, nie robiąc jednocześnie nic, co separuje, uderza w poczucie bezpieczeństwa, oddziela i odrywa. Jak?

 

żródło zdjęcia: unsplash, Juliane Liebermann

 

1.Przyjrzyjmy się całemu systemowi

 

Tak, zaczynam od niego a nie od TEGO rodzica, bo on już się nasłuchał, ile w tym jego winy, udziału, sprawstwa i odpowiedzialności. Ani ten rodzic, ani dziecko nie są jednak w próżni, są elementami systemu rodzinnego, w którym każdy jest ważny, każdy ma znaczenie i każdy uruchamia jakieś trybiki.

Rodzicom bardzo łatwo jest zarzucić, że to oni nie dopuszczają nikogo do opieki nad dzieckiem. Że to oni nie pozwalają na te rozstania, że oni jakoś blokują dziecko, a ono wręcz się wyrywa do świata. Poza przypadkami, kiedy rodzicowi trudno jest dziecko dostrzec i zauważyć jego potrzeby, bardzo często mamy do czynienia z taką sytuacją, w której to on daje dziecku coś, czego ono potrzebuje i to u niego szuka ono wsparcia, pocieszenia, bezpieczeńśtwa.

Żeby uczciwie odrobić fragment tej pracy domowej, warto, żeby każdy dorosły w rodzinie odpowiedział sobie na kilka pytań:

  • co ja na co dzień robię, żeby dziecko czuło się ze mną bezpiecznie?
  • co robię, żeby czuło się widziane i przyjęte takie, jakie jest? z całą paletą emocji, szczególnie tych trudnych?
  • co ja robię, żeby budować i rozwijać w nim poczucie bezpieczeństwa?
  • czy i na ile biorę na siebie trudne kawałki – sytuacje i emocje do zaopiekowania? czy i na ile próbuję, a na ile wycofuję się już na starcie i oddaję dziecko TEMU rodzicowi, kiedy tylko zaczyna być trudno?
  • czy i na ile ja, będąc TYM rodzicem, szukam wsparcia i daje sobie do niego prawo? czy i na ile mam w sobie zgodę na to, że nawet jak ktoś nie zaopiekuje emocji dziecka po mojemu, to zrobi to najlepiej jak w danym momencie umie?
  • czy i jak rozmawiamy o tym wszystkim na zimno, my dorośli? Czy rozmawiamy o tym, czego kto potrzebuje, co komu pomaga, czy szukamy rozwiązań, wsparcia, pomocy specjalistów, zwykłych strategii, które nas wspierają?
  • czy i na ile mamy dla siebie łagodności na co dzień? czy i na ile dopuszczamy ten głos, który mówi, że może dzisiaj odwrócimy uwagę, nie będzie książkowo, ale wiemy jaki jest nasz cel?
  • czy i na ile my mamy ten wspólny cel, jaki on jest?
  • jakie jest miejsce każdego z nas w tym systemie? jakie jest miejsce dziecka? czy jest częścią naszej rodziny, czy jest ważne tak, jak my wszyscy? czy bierzemy pod uwagę jego dziecięce potrzeby, ale też czy bierzemy swoje?
  • jak w ogóle mamy się my jako rodzina? czy jest w nas zgoda na etapy, straty, kryzysy, emocje, trud, który trzeba włożyć? czy raczej pracuje w nas złość, lęk, bezradność i takie przekonanie, że to wszystko powinno działać przyciskami on/off?

Pytania można mnożyć, ale warto zadać chociaż połowę z nich. Być może dla części z Was będzie to trudne bez wsparcia specjalisty, być może będziecie chcieli zadać je sobie w ciszy. Bez względu jednak na to, jaką formę wybierzecie, pomocna jest perspektywa grania do wspólnej bramki. To trudne, kiedy mamy różne podejście, motywacje i zasoby do bycia rodzicem. Bardzo często okazuje się jednak, że pod różnymi startegiami, stoją te same potrzeby. Jeden rodzic wychodzi z miejsca troski i chce jak najczęściej zostawiać dziecko samo, żeby “sobie poradziło”. Inny z troski będzie przedłużał rozstania, albo ich unikał a jeszcze inny z troski poszuka wsparcia i wiedzy, jak to robić. Punkty startu mamy często podobne, różnimy się tym, że jedni idą w góry rodzicielstwa w japonkach, drudzy w adidasach, ale zatrzymać się i zmienić buty możemy w każdym momencie.

 

żródło zdjęcia: unsplash, Viktor Forgacs

 

2. Przyjrzyj się temu, co w Tobie

 

To nie jest wygodne miejsce, ale ważne. Kiedy jesteś TYM rodzicem, możesz doświadczać wielu emocji związanych z rozstaniem i rozłąką z dzieckiem. Część z nich będzie Twoja od a do z, część zarażona od otoczenia, część od dziecka, a część z poplątania, zmęczenia, braku pomysłów i ogromu doświadczeń, w których się nie udało.

Każdą z emocji warto rozłożyć w sobie, przyjrzeć się przekonaniom, czyli myślom, które są wokół nich.

Co stoi za moim lękiem? Jakie przekonania? Co stoi za moimi obawami? Co stoi za bezradnością?

Jakie myśli mam w głowie, kiedy pojawia się temat i wizja rozłąki, przedszkola? Ile jest z mojej przeszłości, z mojego dzieciństwa, z moich braków? Ile jest z moich doświadczeń? Ile z doświadczeń w relacji z tym dzieckiem, z rozstań, z płaczu, krzyków? A może jest tam jakieś konkretne doświadczenie mojej nieobecności, które tworzy mi martwy punkt i sprawia, że nic nie widzę, żadnych rozwiązań? 

Jakie mam myśli, kiedy widzę to rozstanie i to, jak zajmą się nim inni dorośli? Co myślę o tym, w jaki sposób zaopiekują emocje dziecka? Co myślę o nim, o dziecku, o jego kompetencjach, potrzebach, granicach?

Czy i czego się boję? Czego potrzebuję? Czy mam kogo poprosić o pomoc? Na co mam zgodę, a na co na pewno nie?

Wiecie jaki przycisk najłatwiej wcisnąć? “Lękowy rodzic”. I serio, to powinno być karalne. Można ten przycisk widzieć, pokazać rodzicowi jego znaczenie, zwrócić uwagę, że to jest coś do zaopiekowania, zapytać czy możemy mu w tym pomóc, ale nigdy, przenigdy nie naciskać go mocno i nieustannie niczym w teleturnieju. 

Po pierwsze – rodzic, który się boi ma do tego prawo i strach nie jest czymś do wytykania i piętnowania. Jest do zaopiekowania, czasem przy pomocy specjalisty, ale nie do akcentowania.

Po drugie – rodzic, który się boi i tak miliony razy analizował to, co jest jego winą, co schrzanił, a przede wszystkim, co jeszcze schrzani. On naprawdę nie musi słyszeć, że to jego wina, bo prawdopodobnie każdego dnia sam tak o sobie myśli.

Po trzecie – rodzic, który się boi potrzebuje empatii i wsparcia w tym lęku, a nie naruszania go. Bardzo często za lękiem rodzica stoi jakaś historia, coś trudnego, strata, ból, własne opuszczenie. Rodzice nie boją się, bo tak. 

Po czwarte – rodzic, który się boi jest w przetrwaniu i nijak nie ma w sobie miejsca na rozwój. Potrzeba bezpieczeństwa i empatii, żeby ze strachu iść w stronę rozwoju, szukania strategii, wsparcia.

Rodzic, który się boi nie musi w tym lęku utykać, ale też nie można go z niego wyrywać naruszając jego granice. 

Jeśli jesteś rodzicem, który się boi, wiedz, że nie tylko Ty tak masz. Jeśli czujesz, że ten lęk utrudnia Ci funkcjonowanie, że nie pomaga w codzienności, ale też w sytuacjach rozstania, sięgnij po wsparcie. Taka profesjonalna pomoc bywa pewnego rodzaju czyszczeniem okularów i pomaga nam widzieć dziecko, dostrzegać to, co dotyczy właśnie jego, a nie smug, które są nasze i o nas.

 

żródło zdjęcia: unsplash, Danielle MacInnes

 

3. Działaj na rzecz relacji, nigdy przeciw

 

To trudne i proste jednocześnie. Jeśli relacja z TYM rodzicem jest zasobem, wykorzystujcie ją rodzinnie na rzecz rozstań i budowania poczucia bezpieczeństwa z kimś innym niż TEN rodzic. Czasami trzeba zacząć od “Chodź, zamkniemy drzwi do kuchni i zrobimy mamie kanapki. Co ona lubi?” albo od powieszenia kartki “Tacie wstęp wzbroniony” i zrobienia w tym czasie jego portretu. Cokolwiek wymyślicie dobrze jest wyjść z punktu na rzecz. Razem, dziecko i ja na rzecz TEGO rodzica, a nie przeciwko niemu.

Ta zasada jest też szalenie ważna w placówkach, gdzie ani wyrywanie ani uciekanie od rodzica, nie budują poczucia bezpieczeństwa, o czym więcej przeczytacie tutaj, tutaj, a najwięcej usłyszycie na kursie online “Adaptacja do przedszkola” – szczegóły tutaj.

 

4. Rozwijaj przekonanie “z innymi też może być bezpiecznie”

 

To kawałek pracy dla TEGO rodzica, który czasami wymaga odrobienia lekcji z punktu 1 i 2. Przekazując dziecko albo rozstając się z nim, dobrze jest nie przyspieszać, ale też nie wydłużać tego procesu. Ja lubię o rozstaniu myśleć jak o tunelu, do którego dziecko wchodzi i w którym różne rzeczy potrzebują się wydarzyć. Gdzieś w tym tunelu jest miejsce na rozpacz, lęk, czasem złość, słowem trudne emocje, które dobrze jest usłyszeć, przyjąć, pomieścić. Więcej o tym tutajtutaj.

Nie chodzi jednak o to, żeby je zagłuszyć albo powiedzieć jakieś magiczne słowa, które sprawią, że tych emocji nie będzie. Usłyszeć i zrobić na nie miejsce, nie przyspieszać tego momentu, ale też nie utykać z nim jak w smole. Mamy przecież jeszcze kawałek drogi do zrobienia w tym tunelu i to naszą dorosłą rolą jest “pójście w stronę światła”.

Czasami pomagają w tym konkretne strategie na rozstanie, np. serce narysowane długopisem albo nawiązania do książek, np. “Kuku i historia pępka”.

Niekiedy potrzebne jest wyjście z emocji, które długo trwają i przejście w konkret, np. odprowadzenie do stolika, przy którym czeka babcia/nauczycielka.

Innym razem jednak będziecie potrzebowali zadziałać z miejsca mocy, w którym wiecie, że dziecko jest zaopiekowane (i dajecie sobie zgodę na to, że nie musi być książkowo, ale też nie macie zgody na przemocowo). W tym miejscu jest szalenie ważne, żeby czuć i ufać, że ono rzeczywiście to wsparcie dostanie, dlatego dobrze pierwsze próby robić z zaufanymi ludźmi, np drugim rodzicem, babcią itd. Wasz komunikat “wiem, że chcesz być ze mną, tata/mama Cię teraz przytuli” będzie własnie tym, co będzie poszerzać doświadczenie tego, że bez TEGO rodzica też może być bezpiecznie, szczególnie jeśli to TEN rodzic to mówi. Oczywiście nie sprawi to, że dziecko powie “ok, jasne, leć i baw się dobrze”, ale że zacznie budować sobie doświadczenia zaufania do rozstania z Waszej strony, przy jednoczesnym byciu zaopiekowanym przez drugiego rodzica/innego dorosłego.

W tym aspekcie warto też zwrócić uwagę na to, jak zachowujemy się kiedy wracamy po rozłące z dzieckiem. Czy wchodzimy na spokojnie, z zaufaniem, że to był czas z drugą osobą, czy wpadamy w rolę ratownika, który natychmiast biegnie uratować dziecko. To drobne, ale ważne sygnały, które mogą mocować albo osłabiać to przekonanie, że bez TEGO rodzica też jest bezpiecznie.

 

żródło zdjęcia: unsplash, Annie Spratt

 

5. Pamiętaj o dziecku

 

Nie można w tym wszystkim stracić z oczu młodego człowieka, który z racji swojego temperamentu, wieku, potrzeb i doświadczeń, też może mieć różne potrzeby. Jeśli lęk u dziecka jest duży, a Wam brakuje pomysłów jak zaplanować wsparcie, odsyłam Was do tego artykułu o małych krokach.

Mogłabym tak pisać i pisać godzinami, jeśli temat rozstań jest dla Was ważny i żywy, zapraszam Was na kurs, jeszcze przez 7 dni można dołączyć do grona uczestników. Więcej info tutaj

Cokolwiek będziecie robili pamiętajcie, że relacja jest zasobem i punktem, z którego warto startować. Dojdziecie w nim do miejsca, w którym dobrze będzie się wycofać, czasem opłakać to, że już nie tylko Wy, ale to za chwilę. 

 

zdjęcie tytułowe: Unsplash, Bermix Studio