Bycblizej.pl – od teraz, w miejsce 3pluspies, które nadal wypełnia moje życie, choć blogowo zostanie tylko wspomnieniem. Dlaczego?
Od jakiegoś czasu czułam, że nazwa, którą wybrałam 1,5 roku temu, nie pasuje do kierunku, w jakim zmierzał blog, a przede wszystkim, w jakim zmierzałam ja. Zakładając go zaraz po narodzinach Zosi, nie miałam pomysłu i przekonania, co do drogi, którą chcę iść. Pisałam wtedy „Listy do Z”, a w nich to, co zachwycało mnie w codzienności z naszym Małym, Wielkim Cudem. Blog był dla mnie odskocznią od obowiązków, ale też zapisem ulotnych chwil, które chciałam mieć na zawsze w pamięci. Po jakimś czasie pisanie listów przestało mi wystarczać. Miałam w głowie tysiące refleksji na temat macierzyństwa i wielką potrzebę, aby podzielić się nimi ze światem (czytaj: kilkoma osobami, które czytały wówczas bloga). Wybierając nazwę, myślałam, że będzie to blog rodzinny. Nasz, swojski, przedstawiający codzienność i niezwykłość chwil. Szybko jednak doszłam do wniosku, że niekoniecznie chcę tą „naszością” epatować. Momentami napotykałam ścianę. Kto będzie mnie odwiedzał, jeśli nie będę pokazywać zdjęć dziecka? Kto ma ochotę na wywody kolejnej matki? Wreszcie kto zechce czytać o psychologii, więzi, bliskości?
Mijały miesiące. Raz czy dwa wykupiłam reklamę na facebooku. Wejścia były, komentarze były, a ja szłam dalej. Nie do lepszych statystyk, nie do kariery i rozpoznawalności. Szłam w kierunku zmiany. Wzrost, jakiego doświadczam od narodzin Zosi, powoli przybliżał mnie tu, gdzie jestem dzisiaj. Wiem już czego chcę, wiem też, czego nie chcę na pewno. Dzisiaj chcę tworzyć miejsce bliskie, o bliskości, bliższe, z bliska. Chcę być bliżej. Bliżej siebie, mojego męża, dziecka, rodziny i potrzeb każdego z nas. Chcę być bliżej dzieci, z którymi spotykam się jako psycholog, bliżej ich rodziców i rodzin. Rozumieć więcej, doświadczać więcej, rozwijać się w uważności i empatii.
3pluspies jako blog rodzinny tak naprawdę nie miał racji bytu. Pamiętam dzień, w którym pisałam post o ojcach. Miałam do niego idealne zdjęcie, perełkę. Mój mąż i maleńka Zosia, mieszcząca się dosłownie w jego dłoni. Parzyłam na nie kilkanaście minut i nie mogłam, po prostu nie mogłam go opublikować. Widząc moją córkę, wtedy taką kruchą i delikatną, czułam, że moją rolą jest ochrona. W wielu aspektach. Nigdy nie negowałam decyzji rodziców, którzy publikują zdjęcia dzieci. Sama odwiedzam kilka takich blogów i myślę z czułością, zarówno o bohaterach, jak i autorach. Moja, a właściwie nasza decyzja, była taka, a nie inna. Podjęta z myślą o naszym dziecku i tylko o nim.
Same zdjęcia to jedno, ale zawsze najważniejsze były dla mnie treści. Chciałam pisać dobrze, z serca, dla siebie i innych mam. Zwykle przelewałam swoje refleksje, czasem dodawałam wpisy wyłącznie psychologiczne. Walczyłam z pomysłami „zarabiać łatwo i szybko” na rzecz „być w zgodzie z sobą”. Pewnie dlatego nie skusiłam się na żadną z ofert reklamowych, w których miałam wciskać produkty, którym sama nie ufam. To, czemu zaufałam to mądrość i wiedza, a dzięki temu rozpoczęłam współpracę z Wydawnictwem Naukowym PWN i kwartalnikiem Twój Junior, wydawanym przez PZWL.
Pewnie już dawno przestałabym pisać, gdyby nie Wy, Drodzy Czytelnicy. Dziękuję Wam za każdą chwilę na 3pluspies, za każdy komentarz i maila. Za każde „Mam tak samo” i „To, co piszesz jest mi bardzo bliskie”. Zapraszam Was, zostańcie ze mną, choć pod nową nazwą, to wciąż w tej samej formie.
Wiem, w jakim kierunku chcę zmierzać. Wiem, że chcę być bliżej, ale chcę też tą bliskością zarażać. Bez nadęcia, jedynej słusznej racji i listy wskazówek. Chcę spotykać się w dialogu z ludźmi, którzy tak, jak ja stawiają na jakość relacji w rodzinie. Chcę rozmawiać z matkami, które czasem nie mają na nic siły, a podczas kolejnego ataku kolki znajdują w sobie moc większą niż bohaterowie komiksów. Chcę wspierać świadome wybory rodzicielskie, mówić „widzę i słyszę”, kiedy nadchodzą kryzysy i doceniać każdą decyzję „ku dziecku”. Zawodowo marzę o rozszerzaniu idei bliskości i empatii. O propagowaniu wiedzy o rozwoju dzieci, ich potrzebach i niepowtarzalności. Chcę, chcę, chcę – moja głowa jest pełna pomysłów.
Chcę być bliżej. Żyć bliżej. Stworzyć swoją przestrzeń, ale nie tylko dla siebie. W zasadzie niewiele się zmieni. Mam nadzieję, że blog nie straci na jakości, a rosnąca liczba Czytelników, zechce towarzyszyć mi w dalszej drodze. Moje 3pluspies wraca do domu, tu gdzie nasze miejsce. Dzisiaj, 18 miesięcy od narodzin Cudu. Dzisiaj, w dniu, w którym zaplotłam córce pierwszy warkocz. To nic, że maleńki. Mieć komu robić warkocze to moje największe szczęście.
P.S. W najbliższych dniach na blogu pojawią się drobne, kosmetyczne zmiany. Będę Wam wdzięczna za każdą sugestię, opinię, propozycje tematów, o których chcielibyście przeczytać.