Nie lubię być wrzucana do worka. Żadnego. Mogę założyć bluzę jak worek, kurtkę jak worek i wyglądać w sukience jak w worku, ale kiedy ktoś lub coś próbuje mnie do niego wepchać, reaguję alergią. Psychiczną. W moim życiu nastał teraz taki czas, w którym jak ulał pasuję do określenia „siedzi w domu” albo jego odmiany „siedzi w domu i nic nie robi”. Świadomie i z pełną premedytacją nie wróciłam do pracy. Kwitnę więc na wychowawczym, zbijam bąki z dzieckiem i jestem społecznym pasożytem, który nie ma ambicji. O nie, zaraz. To nie tak.

Nie chcę rozwodzić się nad wyborami innych matek, rodzin. Ten jest mój, nasz. Przemyślany, przeliczony, przegadany. Znając SWOJE dziecko, sytuację SWOJEJ rodziny i specyfikę SWOJEJ pracy, podjęłam taką, a nie inną decyzję. Podjęliśmy ją we dwoje, ja i mój mąż, kładąc na szali nasze wartości i możliwości przetrwania. Narysowaliśmy wykrój, przycięliśmy tu i tam, postawiliśmy na coś, kosztem czegoś innego. Czy to dobra miara? Dla nas tak. Nie uwiera, nie gryzie, nie poszerza. Ale za żadne skarby nie pokusilibyśmy się o stwierdzenie, że to jedyna słuszna droga. Ja wiem, że jest dobra dla nas i tylko na swoim podwórku mogę podejmować decyzje. Ten wpis nie będzie więcej wywodem o lepszych/gorszych matkach, plusach/minusach powrotu do pracy, żłobkach, więzi itp. Będzie natomiast o tym, co siedzi w mojej głowie, za sprawą takiej, a nie innej decyzji zawodowej.

Matek takich, jak ja są tysiące. Mniej lub bardziej świadomie, zdecydowały się poświęcić kilka lat aktywności zawodowej. W moim przypadku nazywanie tego poświęceniem jest kłamstwem, bo kto jak kto, ale psycholog dziecięcy tylko zyskuje na takim układzie. Po 1,5 roku bycia mamą, mogę głośno mówić, że macierzyństwo to moja najlepsza podyplomówka, kurs i szkolenie. A i bez tego zawodu nie miałabym na co narzekać, mam już przecież (przynajmniej) cztery kolejne. Magister farmacji, pediatra ze specjalizacją z neonatologii, rehabilitant dziecięcy, kucharz i dietetyk itd itd. Siedzę w domu, to prawda. Choć jakby przyjrzeć się temu bliżej, to nie siedzę prawie wcale. Ba! Czasem marzę, żeby usiąść, ale są dni, kiedy udaje się to dopiero wieczorem. Gotowanie, pranie, sprzątanie, czas z dzieckiem, spacery, kąpiel bla bla bla. Codzienność taka codzienna. Nic nadzwyczajnego. A jednak kuszę krytykantów i myślę sobie „To jest coś wielkiego!”. Być zawsze w gotowości, zawsze na maksa, zawsze ze świadomością, że nie odpowiadam tylko za siebie. Nie ma więc we mnie zgody, kiedy w matkach, które świadomie „siedzą w domu” z dzieckiem, widzi się zło, lenistwo i umysłowe ograniczenie. Wiem, że są i takie, które wybrały taką drogę, bo „im się należy”. Jednak ten wpis nie jest o nich. Jest on o tych matkach, które każdego dnia szukają dla siebie miejsca na kontinuum trudnych decyzji. Praca – dom.

Znam cudowne kobiety, które wróciły do pracy, a nadal są najlepsze w byciu matkami. Dają z siebie maksa, cenią każdą chwilę, nie tracą czasu na bzdury. Wróciły, bo chciały. Wróciły, bo musiały. Bez względu na motywację, część z nich, przynajmniej raz usłyszała, że nie myśli o dziecku. Że skupia się na sobie, a ten cały rozwój to jakaś przykrywka. Egoistki, karierowiczki, co z nich za matki. Dziecko z nianią? W żłobku? No nie mają serca!

Kilka moich koleżanek zostało na urlopie wychowawczym. Zrezygnowały nie tylko z pracy, ale i z wakacji, droższych ubrań i wypadów do kina. Mają mniej, ale twierdzą, że teraz mają więcej. W oczach społeczeństwa są jednak leniwe, zapuszczone, bez ambicji. I to nic, że one są szczęśliwe, a przecież „powinny się wyrwać do miasta, do ludzi!”. Ja mówię nie! Nie chcę być odbierana jak pasożyt, leń i nieudacznik. Nie chcę, by uczono mnie, jak zarządzać czasem, a kolejny kurs z EFSu podpowiadał mi, jak być dobrym coachem, trenerem, treserem i czym tylko się da. Teraz chcę być matką. Tylko tyle? Dla mnie aż.

Praca – dom. Trudne decyzje, rzadko bez kosztów. Przemieszczam się po kontinuum matczynych wyborów, przeliczam zyski i straty. Ja wybrałam tak, ktoś obok inaczej. Nic nie jest czarno-białe. Nie przekonujmy matek, że muszą wyrwać się z domu, albo na siłę w nim siedzieć. One i tak, bez względu na decyzję, znajdą dla siebie przestrzeń, jeśli tylko będą tego chciały.

źródło zdjęcia: uscjas, flickr