Oprócz wielu wrażeń z Konferencji Bliskości, wrócił ze mną do domu pewien gość. Wyczekiwany, przemyślany już jakiś czas temu i upragniony. „Kołysanka o piersiach mamy”, czyli krótka opowieść którą napisała Monica Calaf, a zilustrował Mikel Fuenstes. Zbierałam się do tego zakupu już jakiś czas, ale teraz zadecydował impuls, a w zasadzie dostępność stoiska wydawcy, czyli Mamania. O „Kołysance…” słyszałam wiele dobrego, czytałam kilka recenzji (również tych negatywnych), przeglądałam ilustracje dostępne w sieci. Teraz mogę już podzielić się swoją opinią i wrażeniami ze wspólnego czytania z Zosią.

Początkowo myślałam, że dzięki tej książce łatwiej mi będzie przeprowadzić nas przez nocne odstawianie. O ile nasze karmienia w ciągu dnia nadal są przyjemne i pełne czułości, o tyle nocne stały się w ostatnim czasie dość męczące. Zmasowany atak zębów i lęku separacyjnego skutkował nieustannym wybudzaniem, a u mnie frustracją i zmęczeniem. Przeczytałam więc wskazówki Searsów dotyczące nocnego odstawiania i już byłam bardzo bliska do wykonania tego kroku. „Kołysanka o piersiach mamy” miała być wsparciem, jednak dwa dni po zakupie, nocne karmienia przestały być uciążliwe. Ktoś tu wyczuł pismo nosem 😉

Książkę czytamy kilka razy w tygodniu, zwykle wtedy, kiedy Zosia mi ją przynosi i zaczyna przeglądać ilustracje. A to właśnie one są bardzo mocną stroną tej pozycji. Mogę śmiało napisać, że w mojej ocenie, dodają one książce pewnej magii. To już nie jest zwykła opowieść, historia, ale prawdziwa uczta dla oka. Oprócz samej formy graficznej ujmuje też treść ilustracji. Zachwycam się czułym spojrzeniem matki, bliskością dziecka i swoistą zmysłowością każdej ze stron. Sama opowieść jest przyjemna, choć ja musiałam ją zmodyfikować (nie mam za sobą doświadczenia „skóra do skóry” po porodzie, jak również szybkiego, bezproblemowego ssania, a od tego zaczyna się historia). Każda kolejna strona to przystanek w podróży przez bliskość, jaką daje karmienie. Jest więc codzienność (karmienie podczas czytania, korzystania z telefonu czy też jedzenia), ale też obrazy pełne ciepła, jak wspólne odpoczywanie i relaks.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W książce tej opisana jest droga dziecka – od karmienia wyłącznie piersią, przez pierwsze stałe posiłki, aż po pożegnanie z mlekiem mamy. Czytając ją niejednokrotnie czułam spełnienie. Że mimo kryzysów, zastojów, chęci poddania się, tak naprawdę w myślach zostaje tylko magia i to, co najpiękniejsze. W „Kołysance…” ukazana jest podróż przez karmienie, w której matka i dziecko towarzyszą sobie wzajemnie, chłoną bliskość, ale i stopniowo, bezpiecznie rozstają się z tym jej aspektem. W książce obecny jest też ojciec, który jest uczestnikiem tego tańca w bliskości, a nie tylko obserwatorem.

W internecie trafiłam na sporo negatywnych komentarzy na temat tej książki. Daleka jestem od oceny autorów i ich intencji, ale przyznam, że czytanie o „obrzydliwych obrazkach” i porównywanie ich do Kamasutry, jest krzywdzące. To trochę tak, jak komentowanie publicznego karmienia piersią. Zarzuty pojawiają się także wobec treści, że podana jest w sposób zbyt oczywisty. Wydaje mi się jednak, że to tym bardziej pokazuje, jak dużym problemem i „dziwactwem” może być to, co tak naprawdę jest zupełnie naturalne i po prostu piękne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mimo tych negatywnych opinii, ja nieustannie zachwycam się „Kołysanką o piersiach mamy”. Książka ta spotkała się również z pozytywnym odbiorem Zosi. Widzę, że ją lubi i sama często po nią sięga. Myślę, że jest to pozycja idealna dla bliskościowych rodziców i ich dzieci. Wierzę również, że doczekamy się polskiego wydania innych książek z tej serii.