Wrzesień 2014. Odwiedzam zawodowo jedną z warszawskich podstawówek. Na korytarzu grupa sześciolatków bierze udział w zajęciach. Nauczycielka zaprasza dzieci do koła i wyznacza im zadanie – złożyć język w rurkę. Po chwili zaczyna chodzić między uczniami i bez wahania wypowiada oceny. „Super, super, beznadziejnie! Beznadzieja, może być, super”. Przyglądam się sytuacji z boku i wyobrażam sobie moją córkę za kilka lat. Beznadziejnie zwinięty język – koniec nadziei na Harvard! Za to taki „super język” to chyba gwarant sukcesu i wielkiej kariery? I co to w ogóle znaczy super? Czyli, że jak – rurka idealna czy taka całkiem przyzwoita?

Obserwacja ta uruchamia we mnie lawinę myśli. Od wspomnień ze szkolnych lat, przez wydarzenia rodzinne, zawodowe, teraz rodzicielskie. Refleksja nad słowami – znaczeniem i kontekstem. Nad schematami i narzucaniem jedynej słusznej wizji. Nad dorosłymi, którzy już dawno zapomnieli, że kiedyś byli dziećmi.

***

Rok 1991, zaczynam pierwszą klasę. Po rocznej zerówce doskonale znam już szkołę, nauczycielkę i towarzyszy niedoli. Uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego, wszyscy w białych koszulach i granatowych spódnicach/spodniach. I ja – dwa kucyki z czerwonymi kokardami i marynarska, granatowo-biała sukienka w paski, z wielkim kołnierzem i guzikami w kotwice. Wśród nauczycieli konsternacja, miałam czytać jakiś wiersz, a ja „tak ubrana!”. Zapada decyzja – nie czytam. Ustawiają mnie w ostatnim rzędzie, żebym nie wyróżniała się na zdjęciu. W ogóle mnie to nie wzrusza, bo gdzieś w tłumie stoi Ona. Widzę jej dumę i podziw, zachwyt i zadowolenie. Wybrałyśmy tę sukienkę razem, ja i moja mama. I mogli mnie spychać do ostatniego rzędu, mogli odbierać „zaszczyt” czytania wierszyka. Miałam to w nosie, moim małym, siedmioletnim nosie. Byłam ubrana schludnie, czysto, w najpiękniejszą sukienkę, jaką wybrała mi mama.

Na rozpoczęcie roku trzeba „ubrać się ładnie”. Czy ja tego nie zrobiłam? Ba! W mojej dziecięcej ocenie wyglądałam bardzo ładnie, ale w szkolnej już nie. Bo nie było pod linijkę, bo nie było z tłumem, bo było inaczej. Usiądź ładnie, baw się ładnie, ładnie zjedz. Oczywiście ładnie, czyli wyłącznie tak, jak przewidziała to osoba wydając polecenie. A tylko spróbuj zrobić coś po swojemu. To już nie jest ładnie. Powiem gorzej, jest nieładnie! Oj nieładnie! Nieładnie!

***

Rok 1997, jestem przewodniczącą szkoły. Wymyślam wielką akcję na Walentynki i w jej efekcie zdzieram (przypadkowo) kawałek farby na ścianie. Zanim rozkręci się afera, mój pomysł spotyka się z entuzjazmem całej szkoły. Na wielkich, kartonowych sercach kolejne osoby wypisują „anonimowe” życzenia. Pech chciał, że przykleiłam serca zbyt mocną taśmą. Ląduję na dywaniku. Słucham ocen, mam wykład moralizatorski, dostaję naganę i wylatuję z funkcji przewodniczącej. „Trzeba było zrobić normalne skrzynki na życzenia, a nie jakieś wymysły”.

W szkole stawiamy na twórczość. Pardon, odtwórczość. Kopiuj – wklej. I koniecznie wpasuj się w klucz, punkcik po punkcie. Uznanie zyskasz jeszcze donoszeniem na kolegów i podnoszeniem ręki najwyżej ze wszystkich dzieci. Jeśli to nie działa, przynieś swój prezent na imieniny wychowawcy. Co tam, że zrzucałeś się z całą klasą, weź drugi, lepszy! Biała podeszwa i zdobywasz świat! Twórczość? Pewnie! Masz tyle okazji. Jedne, drugie, trzecie zajęcia stymulujące Twój intelekt. O emocje się nie martw, kto by się nimi przejmował. Nawet jak coś się wydarzy, to i tak dostaniesz plan naprawczy. W Wordzie, ładną czcionką i też kopiuj-wklej.

***

Rok 2009. Przez krótką chwilę pracuję w Puławach. Prowadzę obserwację w pierwszej klasie. „Mów do mnie w sposób komunikatywny!” – grzmi nauczycielka nad siedmioletnim Jasiem. Nie inaczej Jasiu, komunikatywnie, efektywnie, najlepiej pragmatycznie i bez pejoratywnych zwrotów. Da się zrobić Jasiu?

Mów do mnie w sposób komunikatywny. Ty rodzicu, Ty nauczycielu, Ty dorosły. Kiedy chcesz, żebym była grzeczna, powiedz mi co masz na myśli. Grzeczny, czyli jaki? Kiedy zachęcasz mnie do twórczości, nie wyrywaj mi klocków i nie pokazuj, „jak powinno się budować wieżę”. Kiedy mówisz, że mam się ubrać ładnie, siedzieć ładnie, jeść ładnie, to nie zapominaj, że „nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba”.

Za każdym razem, kiedy chcesz mnie wepchnąć w schemat, przypomnij sobie, jak bardzo sam tego nie lubisz. Ufaj, wspieraj, towarzysz, podążaj. Mów do mnie po ludzku.

źródło zdjęcia: Evan Leeson, flickr