Moja facebookowa tablica tonie od ilości reklam z okazji Dnia Dziecka. Jakieś 150 propozycji prezentów, które powinno mieć moje dziecko, bo to taki „top” i „must have”. Ta spódniczka z tiulu, ten namiot w pokoju i miętowa poduszka chmurka, idealnie pasująca do białego pokoju dziecięcego. Omijam, ukrywam, wyrzucam z aktualności. Kup, jeśli potrzebujesz. Zamów, jeśli chcesz. Bo jeśli to jest Twoje i z Twoim w zgodzie, to nic mi do tego. Nie odbierając nikomu prawa do własnych wyborów, daję je sobie, do swoich. Tych niemodnych, umorusanych, z piaskiem w butach i kamykiem w kieszeni.

Jednym z największych banałów rodzicielstwa jest stwierdzenie, że dzieci potrzebują od nas czasu. Tak, czasu (co oczywiste), ale też…lasu! Lasu niespiesznego, lasu w spokoju, lasu bez setek zdjęć na instagram. Bo w lesie jest wszystko. Struktura i wolność jednocześnie. Być może macie w swoich wspomnieniach taki obrazek – po całym dniu/tygodniu pracy wchodzicie do lasu. Widzicie zieleń, ogrom zieleni. Słyszycie śpiew ptaków, szum drzew, szelest liści pod nogami. Gdzieś w powietrzu unosi się zapach mokrego mchu albo dzika, który przechadzał się tędy kilka minut wcześniej (tak, tak, kto mieszka obok lasu, ten doskonale zna ten „dzikowy aromat”). Wzrok, węch, słuch, dotyk – niemal każdy ze zmysłów aktywnie zapisuje obraz lasu. To jeden z takich widoków, do którego lubię wracać, który przynosi mi ukojenie i odprężenie. Wracam do niego, bo go znam, bo gdzieś w mojej głowie jest szufladka „las”, w której przechowuję wszystkie skojarzenia z nim związane. Te zebrane podczas dzisiejszego spaceru, te z każdej rodzinnej wyprawy na grzyby, kilkanaście lat temu, a także wiele, wiele innych. A co z szufladką mojego dziecka?

Daleka jestem od przyjmowania postaw „a kiedyś to…”. Co tu dużo mówić, było inaczej, w jednej kwestii lepiej, w drugiej gorzej. Inaczej będzie też za pięć lat, a inaczej za sto. Są jednak takie obszary, w których to inaczej stanowi raczej ostrzeżenie, a nie uznanie. Myślę tu o przyrodzie i dziecięcym, nieograniczonym z nią obcowaniu. Nie o spacerze po gumowej podłodze placu zabaw i nie o wycieczce do miejskiego, uporządkowanego parku. Myślę o lesie, tak zwyczajnym, a w rozwoju każdego człowieka tak istotnym.

Dla dzieci przyroda ma wiele twarzy (…) niezależnie od tego, jaką przyjmuje formę, otwiera przed dzieckiem starodawny, bezkresny świat, poza kontrolą rodziców.

Richard Louv „Ostatnie dziecko lasu”

Niezmiennie zachwyca mnie świadomość „pierwszeństwa” wielu dziecięcych doświadczeń. To, co dla nas jest już oczywistością, dla niemowląt i małych dzieci bywa czymś zupełnie nowym, nieznanym, fascynującym bądź niepokojącym. My dorośli rzadko zastanawiamy się nad tym, jaki jest np. piasek. Wiemy, że jest, że bywa gorący i niesamowicie drażni swym nadmiarem w butach. Spróbujmy jednak wyobrazić sobie, że dotykamy go po raz pierwszy. Może być przyjemny albo wręcz przeciwnie. Możemy biegać po nim odważnie albo uciekać na „pewny ląd”. A woda? Jaka jest? A liść, trawa, kamień? Wszystkie te informacje skrupulatnie chowamy w owych „szufladkach”. Mamy ich już sporo, więc bez trudu potrafimy je przywołać i słysząc słowo „piasek”, wyobrazić sobie przynajmniej pięć z jego właściwości. Tymczasem nasze dzieci dopiero zapełniają te swoje szufladki, a sporą ich część jeszcze muszą założyć.

Richard Louv, autor fenomenalnej książki „Ostatnie dziecko lasu”, zwrócił uwagę na ogromne znaczenie przyrody dla zrównoważonego rozwoju dzieci. W swojej książce przytoczył on szereg badań nad rolą natury w życiu człowieka, a szczególnie nad konsekwencjami stale zmniejszającego się kontaktu z przyrodą. Louv podkreślił korzyści wynikające z nieskrępowanej, wolnej aktywności m.in. w lesie, a nie tylko sam fakt przebywania na dworze. „Prace z Norwegii i Szwecji skupiające się na dzieciach w wieku przedszkolnym wykazują wymierne korzyści z zabawy w otoczeniu przyrody. Te badania porównały dzieci bawiące się codziennie na typowym placu zabaw z tymi, które bawiły się przez taki sam czas pośród drzew, skał i nierównego terenu w bardziej dzikim otoczeniu. Po upływie roku te dzieci, które bawiły się w dzikich miejscach, miały lepsze rezultaty w testach na sprawność ruchową, zwłaszcza równowagę i zręczność” (Louv, 2014). Autor powołał się również na liczne badania nad związkiem przyrody z dobrostanem emocjonalnym dzieci, wskazując przy tym na ochronne działanie przyrody w doświadczeniu silnego stresu, wzrost samooceny wraz z podwyższeniem „wskaźnika przyrody” w otoczeniu dziecka, korzyści dla poszerzenia kontaktów społecznych a także dla umiejętności odnajdywania równowagi i ukojenia w samotności na łonie przyrody. Osobną kwestią, której autor poświęcił dużo uwagi, jest deficyt tego kontaktu z przyrodą i rezygnacja z niej na rzecz mediów i ustrukturyzowanej, często schematycznej zabawy z wykorzystaniem gadżetów i nowoczesnych zabawek.

Tymczasem większość z nas wie, że największe skarby to te, które chowamy w kieszeniach podczas spaceru po lesie. Pierwsza znaleziona szyszka, trzy krzywe patyki i pół kilograma kamieni. Drugie tyle to dziecięce wrażenia i nawet najmniejszy element doświadczeń, które tworzą w głowie obraz drzewa, liścia, mchu. Ta równowaga łapana na ściętym pniu, ta gałąź do przeskoczenia, ten żuk do ominięcia i pomachania mu na do widzenia.

Idź do lasu, idź z dzieckiem. W Dzień Dziecka i w każdy dzień dla dziecka. Idźcie do lasu.

źródło zdjęcia: flickr, Ruth Hartnup