5:20 odzywa się budzik, ten Zosiowy, wewnętrzny. Litości – myślę – przecież jest jeszcze noc! No ja wiem, masz potrzebę snu przeliczoną na godziny, adekwatnie do wieku, tak mówią naukowcy. Ale litości, powtarzam. Ja też mam swoje godziny do „wyspania” i zdecydowanie brakuje mi przynajmniej trzech. Mama am – krzyczysz i głaszczesz się po brzuchu. Nie ma odwrotu, z zamkniętymi oczami wędruję do kuchni i robię Ci kanapkę. Bez talerza, trudno, kto nie lubi spać z okruchami. Zjadasz kanapkę i sięgasz po książkę. To? – pytasz. Litości, myślę po raz kolejny. 5:40.

Wdrapujesz się na mnie, jak komandos pokonujesz przeszkodę w postaci mojego ciała i łapiesz mnie za rękę. Czy ja już prosiłam o litość? I nie, wcale nie chcę zamordować Twojego taty, który smacznie śpi i nie słyszy. Wiem, wiem. Ponoć badania dowodzą, że ojcowie nie słyszą porannego płaczu dziecka. I z badań wiem też, że dzieci nie powinny oglądać bajek. Wiem, że to szkodzi, wiem, że młody układ nerwowy, wiem, że płaskie widzenie, wiem to wszystko. No i ten Steve Jobs. Nawet on nie pozwalał dzieciom na bajki, tablety i inne gadżety. Tylko, że Steve Jobs nie obcinał paznokci mojej uciekającej córce. Nic jej nie zatrzyma. No prawie nic. „Świat małego Ludwika” ma tę moc. Magia dla dziecka na co dzień bez tv, a raczej magia samego tv. Manicure mistrzowski, odcinek 9 minut, raz w tygodniu to chyba nie grzech? Jest 5:45. A drugi raz w tygodniu? To chyba nadal nie grzech? Nadrobię to. Przecież wiem, że przez godzinę przed tv tracisz 6 słów, więc jak posiedzisz 10 minut, to stracisz tylko jedno. Nauczę Cię. No ja Cię nie nauczę? Dobra, chodź. Tylko wtul się, bo zimno, no i przynajmniej wyciszę wyrzuty sumienia. Jesteśmy blisko, tulimy się, umacniamy więź, a Ty masz stymulację dotykową. Przecież to najważniejsza myśl o 5 rano. Co z niej za matka, że puszcza dziecku bajki?

Otwieram lodówkę. Po szybkiej analizie składników i ocenie moich sił, zapada decyzja: obiad według Searsów. Jutro nadrobimy, przecież wiem, jaka ważna jest zbilansowana dieta. Dzisiaj nie wchodzę na grupę z przepisami, nie nie. Co prawda nie ma lepszej inspiracji niż przepisy BLW, ale dzisiaj sobie daruję. Wyrzutów sumienia rzecz jasna sobie daruję. Jutro będą placki z kaszy jaglanej. Doskonale wiem, jaka jest ważna, szczególnie o tej porze roku. Co za matka, leń skończony.

Jest 11 a ja jeszcze w szlafroku. Wstawiłabym to pranie, ale potem ta wilgoć, będzie ciężko spać. Jutro, jutro na pewno. Chodź się pobawić. Rozsypię Ci kredki, dobra? Wiem, że ważna jest Twoja samodzielność i sprawczość. No przecież to nie jest moje lenistwo. Nieźle! Tyle kolorów! Ale zdolniacha! Wiadomo, że po mnie, ale nie pochwalę przecież zbyt głośno, bo nie powinnam. Spojrzę tak, żebyś wiedziała, że jesteś mistrzem świata. Bo przecież jesteś. Ty to wiesz, ja to wiem, obie wiemy, jak ważna jest motywacja wewnętrzna. No i to poczucie własnej skuteczności, wewnętrzna lokalizacja kontroli i jeszcze kilka innych terminów. Rysuj, rysuj, a ja poleżę obok, w okno się pogapię. Ale szaro! Jeszcze ten śnieg, niby jest, ale go nie ma. Wiem, że spacer jest ważny, wiem. Pójdziemy, wiem. Zgrywam muzykę na telefon. Dzisiaj będzie samodzielne odkrywanie świata i łapanie bodźców, ok? Bo mama dzisiaj nie opowiada, tylko słucha Mikromusic. I nie, nie zapominam jak ważna jest Twoja przestrzeń i swoboda. Więc ja już Cię nie będę zagadywać, oglądaj sobie świat, a ja już posłucham tej muzyki. I idzie taka matka, słuchawki w uszach, a dziecko samotne w wózku. No co za matka.

Wracamy do domu. Proza życia, trzeba zrobić zakupy. Dobrze, jest okazja do nabywania nowych doświadczeń społecznych. To już nie są zakupy, to uspołecznianie przecież. O patrz, mandarynki, cytryna, papryka. Ile kolorów, zapachów, faktur. Integracja sensoryczna zaliczona. W domu powtórka. Czas na chiński plastik, bo ileż można się bawić tym eko drewnem? No przecież musisz poczuć różne powierzchnie. I nudzić się też warto umieć, więc poleżę z Tobą na tym dywanie. Jak mus, to mus. No ja z Tobą nie poleżę?

Kołysanki. Dzisiaj z płyty. Nie dam rady, chociaż wiem, jak ważne jest śpiewanie dziecku. No wiem, przecież chodzimy na Gordonki. Dzisiaj zaśpiewają Turnau i Umer. Wypijasz kilka łyków mojego mleka, robisz papa i wtulasz się we mnie najmocniej, jak zwykle układając brodę na moim ramieniu. Oddychasz spokojnie, jeszcze przez chwilę głaszczesz mnie po ręce. Jestem najlepszą matką świata, Twojego świata.

***

Kiedyś przeczytałam słowa Searsów, którzy dużą uwagę przykładają do równowagi. Tej naszej, rodzicielskiej, rodzinnej. Nie pamiętam dokładnie cytatu, ale wiem, że utkwił mi w głowie ich pomysł na obiad w „takie dni”. Dni bez energii, pomysłu, dni, w których można się poczuć „najgorszą matką świata”. Jajecznica i warzywa na parze. Raz na jakiś czas, na szczęście niezbyt często, ale zdarza mi się taki dzień. Wstaję rano i już wiem, że to będzie dzisiaj. Obiad według Searsów. Że nie stworzę pomocy Montessori i nie przyłożę się do stymulacji, wspomagania i innych (zbędnych) wariacji z podręczników dla rodziców. Co ze mnie za matka – przemknie mi tego dnia kilkakrotnie, by wieczorem wyśmiać samą siebie i wtulić się w pachnące włosy Zosi.

źródło zdjęcia: flickr, Heidi