Najpierw mleko. Rzeka albo cienki strumień. Miarowe ssanie albo laktator. Walka albo natura. Dziecko – matka. Matka – dziecko. Jakiś krem, bo trzeba o nie dbać. Dobry stanik, bo swoje ważą. No i ten test ołówka, o którym trąbi internet, a potem wynik: „Ooo (radość) mam to!” albo „Oooo (smutek) już tego nie mam”. Mijają dni, tygodnie, miesiące. Dziecko rośnie, świat bije brawo, bo przecież karmisz albo wyśmiewa, bo przecież zniewalasz. I nagle przychodzi on, jeden z dwóch. Jeden ma początek w dotyku, drugi w bólu. Wsłuchujesz się, dotykasz, sprawdzasz. Tysiąc myśli, prawie żadna o sobie. Bo przecież to dziecko takie małe, a ja tak się boję. Szybkie rozeznanie, nie ma na co czekać. Lekarz – nie może się pomylić w żadną ze stron, a to nie takie trudne. Szukasz fachowca od „takich” piersi. Piersi mlecznych, karmiących, akceptowanych a nie ocenianych. Jest. Przychodzi ten dzień. Strach, strach, strach. „Wszystko jest w porządku, proszę przyjść za rok”. Kamień z serca, kamień z głowy. I buziak w małe czoło smakuje jeszcze lepiej niż zwykle.

Historia na faktach. Dwa dni temu. Ja i Ona. Ja i On. Sprawa nie była oczywista, bo nie czułam nic. Pierś miękka, a obolała. Co wieczór szczypanie, uczucie wbijanej igły, nic więcej. Mogłam mówić, że to początek cyklu, ale nie przez trzy tygodnie. Co ciekawe była to pierś, której Zosia dwa miesiące temu zrobiła „papa”. Naturalnie, sama z siebie, pewnego dnia zdecydowała, że jej misja dobiegła końca. Sąsiadka powoli zmierza w podobną stronę, kilka łyków przed snem, „papa” i dużo przytulania. Decyzja małego człowieka, pełna mądrości i zaufania.

Znalezienie dobrego specjalisty nie jest łatwe. Chciałam mieć pewność, że mnie nie nastraszy, nie oceni, nie wyśmieje. Z drugiej strony, że jeśli cokolwiek znajdzie, to odróżni to od „bańki pełnej mleka”. Z pomocą przyszły inne mamy i szczęśliwie zwolniony termin u fachowca. Przemiła lekarka przeprowadziła ze mną wywiad. Obciążenia mam spore, rodzinne, nie ma co się oszukiwać. Byłam cała mokra, zestresowana i niepewna. Akceptacja i poczucie bezpieczeństwa pozwoliły mi wejść w to na całego, byle poznać werdykt. Przy okazji dowiedziałam się, że piersi mleczne trzeba badać, nie można zwlekać. Trzeba badać, ale warto szukać dobrego specjalisty. Warszawa ma takich kilku, nie wiem jak inne miasta. Niewiele ponad 100 zł, kilkanaście minut, tylko tyle. Aż tyle. Lubię swoje piersi. Lubię wiedzieć, że już teraz mogę spać spokojnie.

Kilka miesięcy temu w podobnej sytuacji była Agata z Hafija.pl To dzięki niej przekonałam się, że nie warto czekać do końca laktacji. Mogę odwlekać nocne szaleństwa, zjedzenie twarogu (alergik na pokładzie) i zakup „normalnego” stanika. Ale nie mogę odwlekać życia. Mam ich, mam siebie. I nawet, jeśli brzmi to ckliwie, mam do Was prośbę – badajcie się – ręcznie i u specjalistów. Lubicie przecież swoje piersi, prawda?

Przydatne linki:

Samobadanie piersi

Hafija o usg i karmieniu piersią

Koralowa mama o badaniu piersi

Akcja Dotknij piersi

źródło zdjęcia: flickr, Dr. Wendy Longo