baner(3)
JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

O dziecku w napięciu

Miałam taką myśl, żeby zacząć ten wpis od metafory, ale nie znalazłam takiej, którą uznałabym za dobrą.

Najpierw przyszła mi do głowy sytuacja z oklejaniem mebli, gdy pod okleinę dostanie się powietrze i nawet, jak ugnieciemy je w jednym miejscu, to wyskoczy w drugim.

Potem skojarzył mi się nadmuchany balon, który ściskany w jednym miejscu, wybrzusza się w drugim.

Na końcu był wąż ogrodowy, na który ktoś nadepnie, a on, jak oszalały, tańczy pod ciśnieniem wody.

I choć nie znalazłam metafory, która pomogłaby mi zobrazować to, o czym myślę, to w każdej z powyższych odkryłam części wspólne.

Ciśnienie, ucisk, nadmiar, powietrze, ujście.

Wszystko to (i jeszcze więcej) znajdziemy też w sytuacjach, w których dzieci doświadczają napięcia i jakoś próbują sobie z nim poradzić.

Napięcie, ale skąd?

Rodzicielstwo to czasem taka zabawa w detektywa. Dlaczego teraz i dlaczego akurat tak? Czy to jeszcze „normalne”, czy już mamy problem? Czy damy radę, czy szukać wsparcia? Czy nasze dziecko sobie z czymś nie radzi, czy to po prostu złośliwość, terror, brak pokory i inne interpretacje?

Nie ma odpowiedzi o charakterze zero-jeden. Przyczyn może być wiele, od rozwoju, przez kontekst, potrzeby, stresory, temperament. Pisałam o tym sporo w tym tekście, więc po prostu Was do niego odsyłam.

Napięcie, ale jak i gdzie?

Napięcie wiele ma twarzy, a część z nich w ogóle nie kojarzy nam się akurat z nim.

W ciele

Gryzienie rękawa, wkładanie palców do buzi, wyrywanie włosów, zagryzanie warg itd itd. „Fizyczne”, łatwe do zaobserwowania, powtarzalne, dotyczące ciała – to tylko część słów, jakimi próbujemy czasem opisać tego typu strategie. Strategie, a nie objawy. Strategie na różne potrzeby, a nie niepożądane zachowania. Coś, co pomaga, a nie trzeba tępić. Coś, co jest najlepszym dostępnym, a nie powodem do wstydu. Mam takie doświadczenie, że nam dorosłym trudno jest patrzeć na takie zachowania dzieci, a już na pewno patrzeć przez kamerę „to jest jakaś strategia”. Zwykle widzimy coś złego, coś, co trzeba szybko usunąć, np. niesmacznym lakierem. Widzimy w tym przyszłość, krzywe zęby, brzydkie paznokcie itd itd. Dokładamy niekiedy swoje napięcie do tego, które i tak w dziecku już jest. Mamy więc napięcie plus napięcie i jeszcze zdarza nam się dziwić, że to w ogóle nie rozwiązuje sprawy, a dziecko nadal robi to, co robiło.

Co zatem może być pomocne? Czasem znalezienie przyczyny. Czasem nic, przeczekanie, akceptacja. Czasem dostrzeżenie w tym sposobu, który, choć dla nas trudny, pozwala to napięcie rozładować, a nie chować w sobie. Zwykle pomaga też czas, w którym pokazujemy dziecku inne strategie, wspieramy je w poszerzaniu tego repertuaru. Wymaga to jednak pewnej delikatności i łagodności, żeby faktycznie w bilansie tych napięć być bliżej odejmowania, niż dodawać swoje.

Chcę jeszcze napisać, że to nie jest taki prosty kawałek rzeczywistości, bo „łatwo się mówi”, a tak naprawdę z tym odpuszczaniem i akceptacją bywa nam ciężko. Ciężej, jak dołożymy sobie myśli z otoczenia, że takie duże dziecko, a gryzie, takie ładne, a ssie palec, takie mądre, a wkłada palce do buzi. Widzę jednak, że kiedy rodzice wyłączają te „nagrania” i nastawią się na wspieranie dziecka, ta kurcząca się góra napięć odsłania nam często to, czego do tej pory nie widzieliśmy. Że dziecko próbuje w ten sposób o siebie zadbać. Że potrafi tak, a nie inaczej. Że robi to w trosce o siebie, nawet jeśli my widzimy to zupełnie inaczej. I że, wracając do metafor, to powietrze, to ciśnienie potrzebuje ujścia.

W słowach i czynach

Wiem, jak trudno dostrzec za nimi dziecko w napięciu. Zdjąć interpretacje, że dzieciak nie będzie się tak do mnie odzywał, że w takiej chwili, takie słowa i jak ono w ogóle tak może. A ono może, pewnie doświadczyliście tego wiele razy.

Ja też doświadczam. Kiedy mój mąż wraca po całym dniu pracy, a nasza córka mówi, że chciałaby, że on nigdy nie wracał i sobie poszedł na zawsze. Kiedy odbieram ją po przedszkolu, a ona jest zdenerwowana i rozczarowana, bo chce się bawić. Kiedy nie zgadzam się na coś i w odpowiedzi dostaję nominację do tytułu najgorszej matki świata i tej, której się nie lubi, nie kocha i wcale się nie chce takiej mieć.

Doświadczam też w pracy, kiedy rozmawiam z rodzicami albo obserwuję dzieci. Kiedy kłócą się w przedszkolu, a ich ręce są szybsze od myśli. Kiedy biją rodzeństwo i z uśmiechem przyznają, że lubią to robić i chcą bić już zawsze. Kiedy czegoś nam odmawiają i mówią, że nie będą nas słuchać, jesteśmy głupi itd itd.

Znam trud niebrania tego do siebie, potężny, przeprzeprze…potężny. Trud to słowo, które pewnie w ogóle tego nie oddaje. Orka, mordęga, nadludzki wysiłek. Widzieć w tych słowach i czynach dziecko, któremu jest trudno. Dziecko, które nie dźwiga, coś je przerasta. Dziecko, które (tak, paradoks) chce o siebie zadbać, a umie akurat tak. Dziecko, które mówi do mnie, ale nie o mnie. Bo to o jego złości, smutku, osamotnieniu są zwykle te wszystkie trudne komunikaty. To o jego potrzebach są wszystkie te zwroty, w których ja jestem beznadziejna, a jemu trafiło się kiepskie rozdanie rodzicielskie. To o jego potrzebach jest też śmiech, niby taki beztroski i luźne stwierdzenia, że ono właśnie tak chce i tak będzie robić.

W tym, czego się nie spodziewamy

Z pewnością łatwiej jest dostrzec napięcie tam, gdzie ono po prostu podane jest nam na talerzu. W krzyku, płaczu, słowach, ciele. Nieco trudniej robi się wtedy, kiedy nie widać nic. A przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Kiedy jest milczenie, względny spokój, brak łez. Kiedy dziecko bawi się cicho w kącie, nikogo nie zaczepia, do nikogo się nie odzywa. No cichutkie, bez problemów, ideał – czyż nie?

Są dzieci i są sytuacje, w których reakcją na napięcie jest walka albo ucieczka. Są też i takie, które idą w zamrożenie. Pozornie nic się nie dzieje, ale w środku bardzo dużo. Czasem jest to smutek, czasem osamotnienie, czasem wycofanie. Zapadanie się w sobie i blokada energii, a na zewnątrz cisza, a niekiedy pozory spokoju. Doświadczenie pokazuje nam, że dzieci, które to tam „wpadają” w napięciu, mogą mieć trudniej niż te, które dają sobie upust. I tu znowu kawałek dla nas dorosłych – zajrzeć głębiej, widzieć coś więcej.

Jak wspierać dziecko w napięciu?

Wiem, że o to zapytacie. I wiem, że nie pomoże Wam odpowiedź – to zależy. Pierwszym krokiem dobrze jest uczynić poszukiwanie przyczyn. Często to właśnie tu znajduje się odpowiedź.

O co chodzi?

O co próbujesz zadbać, kiedy robisz to, co robisz?

Co stoi za Twoim zachowaniem, emocjami, słowami?

Z czym Ci trudno, z czym próbujesz sobie poradzić?

Jak ja mogę Cię w tym wesprzeć?

Co mogę zrobić, żeby Ci z tego napięcia odjąć a nie dodać?

Stajemy więc w tym razem, my, już na etapie tej detektywistycznej roboty, ale też potem. Że to nie Ty masz problem, ale my go mamy i możemy być w tym razem. Że chcę widzieć Ciebie i Twój trud, Ciebie i Twoje strategie i pamiętać w tym o sobie. Czasem przyczyny znajdziemy sami, a czasem pomoże nam w tym specjalista. A to na tym etapie często znajdują się „gotowe rozwiązania”, których my rodzice tak bardzo potrzebujemy.

Empatia

O rany, znowu ona, czyli co? W napięciach i rozmowach wokół nich lubię patrzeć na nią jako na ciekawość. Taką, jak wyżej, z tymi wszystkimi pytaniami. Ale też taką, która zastanawia się, jak mogę uwzględnić Ciebie i siebie w tym napięciu. Nie z pozycji władzy i strachu, a z pozycji troski, miłości i zaufania.

Bo Ty masz napięcie, masz to ciśnienie, jak ta folia, balon itd itd. Mogę oczekiwać, że się ogarniesz, uspokoisz, weźmiesz w garść, ale to ciśnienie wtedy nie zniknie. Pójdzie gdzieś sobie, w innym miejscu wyskoczy małym „bąbelkiem z powietrzem” albo wyrzuci z siebie wszystko z potężna mocą, bez ostrzeżenia. Mogę też z ciekawością wejść w to, w czym Ty jesteś. Dostrzec Twoje strategie i to, że pomagają Ci jakoś sobie z tym wszystkim poradzić. Być może wspólnie poszukać innych, być pomoże poćwiczyć nowe i pomóc im wejść do Twojego „automatu”, w którym teraz masz bicie, plucie, ssanie kciuka i inne. Być może być z Tobą, kiedy w ten automat wpadasz i nie wpadać w swój, ale pomóc Ci się „wygrzebać”. A może pamiętać o trosce o siebie, kiedy czuję, że i ja w ten automat wpadam i zaraz z tej sumy naszych ciśnień zrobi się potężny wulkan, którego nic nie wyciszy.

Łagodność, dostrzeżenie, granice. Jest Ci trudno. Chcę Ci pomóc. Wiem, że to nie jest o mnie.

Miłość i zaufanie zamiast strachu. „Tu i teraz” zamiast dalekiej przyszłości.

Ty w napięciu, a nie Ty przeciwko mnie.

Staram się pamiętać o tym w codzienności i w pracy z dziećmi. I sobie i Wam życzę tego, byśmy o tym pamiętali, nie tylko w ramach noworocznych postanowień.

Poleć ten tekst znajomym