Ten wpis powstał na potrzeby promocji kursu online o wysoko wrażliwych dzieciach, który prowadziłam w styczniu 2019 roku. Teraz przygotowuję się do warsztatów na ten temat – 25 maja w Warszawie, serdecznie Was zapraszam (szczegóły tutaj).

Chciałabym podzielić się moją wiedzą i doświadczeniem, wesprzeć rodziców wysoko wrażliwych dzieci, a jednocześnie nie nadepnąć na minę. Tą miną jest dla mnie ryzyko wypaczenia tego zjawiska, sprowadzenia go do kilku „objawów” i stereotypów. Wysoka wrażliwość nie jest niczym nowym, choć zdecydowanie w ostatnich latach coraz więcej o niej się mówi i coraz więcej mamy wiedzy, która pomaga nam zrozumieć nie tylko wrażliwe dzieci, ale też wrażliwych dorosłych. W swojej pracy bardzo często spotykam się z rodzicami, którym wiedza ta pomogła lepiej zrozumieć ich dzieci, towarzyszyć im na co dzień i w trudach, wspierać w regulacji emocji.

Gdzieś przy okazji tych rozmów i wymian myśli ze specjalistami, pojawiają się czasem u mnie refleksje dotyczące ryzyka, że owa wrażliwość stanie się łatką, etykietką, naklejką „na dziecko”.

Ona jest wrażliwa. To taki typ. Wrażliwce tak mają. I kropka.

Ta kropka oznacza czasem „widzę i daję Ci przestrzeń”. Innym razem przynosi ulgę, wyjaśnienie. Zdarza się jednak i tak, że zamyka nas w terminie i nagle mamy przed sobą wrażliwe dziecko i… i tyle. Zostajemy w nazywaniu, a nie ruszamy w stronę wspierania. Sęk w tym, że dzieci nie da zamknąć się w terminach, a już na pewno im samym w niczym to nie pomaga. Bo co mi po tym, że wiem, że jestem wrażliwa? Co po tym, że wiedzą to inni wokół mnie? Jedni zechcą wesprzeć, inni machną ręką. Bo oni już wiedzą, już  TO i MNIE nazwali.

Lubię myśleć o wrażliwych dzieciach jak o muzykach, którzy komponują swoje melodie. To komponowanie jest ich częścią, sposobem wyrażania się, czasem wyładowania, a czasem naładowania. To jest ich bardzo ważny kawałek, który jest po coś. Ich muzyka idzie w świat, a my też tym światem jesteśmy. Możemy więc słyszeć, że grają jak Norah Jones, a jednocześnie tańczyć jakby była to impreza z radiem Eska. Możemy też przyjąć, że ten rytm jest po coś i wspólnie z dzieckiem uczyć się kroków. Takie patrzenie na wysoką wrażliwość i mówienie o niej ma dla mnie sens, ponieważ wzbogaca, rozwija, wspiera (nie tylko dziecko), a nie zamyka się w terminie.

Nie tylko Norah Jones

Z wrażliwością mocno wiąże się też różnorodność. I tu znowu mam poczucie, że łatwo wpaść w pułapkę. Że jak wrażliwe dziecko to zapewne ciche, ostrożne, tańczące boso na rosie i spoglądające za okno rozmarzonym wzrokiem. Że „w jego żyłach” płynie wspomniana Norah Jones albo inny łagodny repertuar.

A co jeśli tam gra The Prodigy?

Wspomniałam już o różnorodności wśród wysoko wrażliwych dzieci. Różnorodność ta może mieć związek z wieloma różnymi czynnikami, nie da się wykazać prostej, liniowej zależności, że ktoś ma tak, bo działa coś. A ktoś ma inaczej, bo coś innego. Pewnie dla nas rodziców byłoby to bardzo pomocne, wiedzieć, że nasze dziecko ma tak a nie inaczej, z jednego, konkretnego powodu. Łatwość nie wpisuje się jednak w rodzicielstwo i nie da się go rozpracować algorytmami.

W detektywistycznej układance, którą bardzo często wykorzystuję w swojej pracy (możecie o niej przeczytać tutaj), jest bardzo dużo elementów, o których już wiemy, że warto je uwzględnić i wciąż na pewno wiele, o których jeszcze nie mamy pojęcia. Ja sama mam tak, że codziennie uczę się czegoś nowego i pracując od lat tym modelem ABC widzę, jak bardzo go rozbudowuję i ile nowych rzeczy chcę brać pod uwagę, żeby lepiej zrozumieć dzieci. Mam nadzieję szerzej opisać ten model już wkrótce, tymczasem wróćmy do wysokiej wrażliwości.

Jednym z elementów układanki, która może mieć znaczenie dla funkcjonowania naszych dzieci i naszej rodziny, jest wrażliwość ich układów nerwowych. Chcę poświęcić temu uwagę i czas na kursie i warsztatach, tutaj skupię się na pewnej metaforze i przykładach z codzienności.

Wiemy już, że znacząca część wysoko wrażliwych dzieci łatwo ulega przeciążeniu. Czasem już na starcie dnia, danej sytuacji, danego doświadczenia ich poziom pobudzenia jest wyższy, np. z uwagi na ich temperament. Dochodzą do niego kolejne bodźce, stresory, czynniki do wzięcia pod uwagę. Są już coraz wyżej i wyżej na drabince przeciążenia i coraz trudniej jest im z niej zejść bez wsparcia i pomocnej dłoni.

Kiedy już „wzlecą” w górę, uruchamia się cały repertuar ich reakcji. Tych, które są im znane, automatyczne, dostępne tam na górze, w kosmosie pobudzenia, przeciążenia, przetrwania. To wtedy zaczyna się koncert, to wtedy dzieci grają według swoich nut, według tego, co już znają.

U jednych będzie to koncert pełen trwogi, obaw, napięcia, drżenia. Pojawić się może strach, chęć schronienia, ucieczki, wycofania, zamrożenia, zapadnięcia pod ziemię. To wtedy jedynym partnerem do tańca w tej muzyce może być rodzic i jego bezpieczne ramiona. Twarz wtulona w koszulę taty, oczy schowane za ciałem mamy, gryziony rękaw bluzki, napięte ciało i wiele, wiele innych.

U innych również będzie to koncert pełen trwogi i trudu, z napięciem wyrażonym z przytupem. Z krzykiem, wrzaskiem, biciem, pluciem. Bo było za dużo i wszystko się przegrzało. Bo niewiele trzeba do tego „za dużo” i jest bum. I jest Prodigy, ostra jazda, zero hamulców. Wspieranie, towarzyszenie, regulowanie tego napięcia bywa ogromnym wyzwaniem.

Co ciekawe (i pewnie nie dodaje to punktów do łatwości w rodzicielstwie) może zdarzyć się tak, że jedno dziecko będzie doświadczało różnych reakcji w przeciążeniu. Że nie jest tak, że już tylko Norah Jones albo tylko Prodigy. Wiek rozwojowy, doświadczenia, przeciążenia, kontekst i wiele, wiele innych czynników mogą mieć związek z takimi, a nie innymi reakcjami. Owszem, pewien ich wzorzec i typ może być bardziej dostępny dla danego dziecka, ale wciąż jeszcze nie możemy zakładać, że dzieci, którym bliżej do pierwszej reakcji, nie wyrażą się nigdy poprzez drugą i odwrotnie.

Norah Jones, Prodigy i wiele, wiele, wiele innych. Każde dziecko, nie tylko wrażliwe, gra swoją muzykę. Nie wystarczy więc powiedzieć „ono jest muzykiem”. Każdego dnia możemy próbować tę muzykę zrozumieć, usłyszeć, uczyć się do niej kroków.

Jeśli chcecie wesprzeć w tym siebie, a swoje wysoko wrażliwe dzieci w codzienności i w budowaniu zasobów na przyszłość, zapraszam Was na warsztaty, które poprowadzę 25 maja w Bliskim Miejscu w Warszawie. Szczegóły tutaj

źródło zdjęć: unplash

tytułowe: Alexandra Seinet