baner(3)
PSYCHOLOGIA DZIECKA

Kupa, siku i kibelek oraz inne wyznania miłosne starszych przedszkolaków

Zacznijmy od tego, kim jest starszy przedszkolak. W moim wpisie to dziecko od czwartego roku życia do szóstego (u części dzieci te żarty pojawiają się nieco wcześniej). Fakt, że żarty łazienkowe zaczynają się zwykle w tym wieku to jedno, ale ten, że u różnych dzieci mijają w różnym wieku, to drugie 😉 Tak, tak, współdzielę z Wami radość bycia rodzicem dziecka w tym wieku. Współdzielę też zamiłowanie dziecka do używania fekalnych zaimków, przyimków, czasowników, rzeczowników, przekształcania, rymowania, śpiewania, używania jako przecinek, kropka i wykrzyknik. Współdzielę z Wami w domu, współdzielę w pracy, gdzie spotykam przedszkolaki. Kupa, siku, kibelek, pierdy, gluty, smarki…znacie?

Gwara łazienkowa, slang fekalny, żargon siuśkowy. Skąd się wziął? Skąd przyszedł i czemu „wzbogaca” mowę naszych dzieci? Jak reagować i czy w ogóle to robić? No i najważniejsze pewnie – czy to kiedyś się skończy?

Zacznijmy od ciała

Fascynacja ciałem, jego budową i funkcjami przychodzi u większości dzieci około 3-4 roku życia. To wtedy pytają się, ciekawią, oglądają, porównują, dociekają. To wtedy są na fali poznawania, często dosłownie. O ile wielu z nas cieszy fascynacja mózgiem, płucami albo sercem, o tyle trudniej niekiedy zrozumieć nam zainteresowanie pozostałymi częściami ciała. Często zdarza się więc, że z dumą słuchamy o aorcie i białych krwinkach, a z innych cielesnych tematów usiłujemy robić tabu. Warto w takich sytuacjach zastanowić się, co jest nasze, a co naszych dzieci. Jakie nasze myśli, przekonania, obawy, emocje uruchamiają się, kiedy słyszymy o „tyłku, cipce, siurku, kupsku, szczoszkach”*. Jakie myśli, przekonania, obawy pojawiają się, kiedy dzieci mówią o nich w takich, a nie innych słowach. Co z tego jest MOJE rodzicielskie, a co dziecięce, bez naszych dorosłych znaczeń. Etap odkrywania własnego ciała, poznawania go „na żywo”, ale też w książkach, układankach, bajkach, rozmowach, zabawach, jest niezwykle ważny w rozwoju seksualności u dzieci. Możemy więc wejść w to z pozycji zaufania i przyjrzeć się, co dla dziecka jest ważne, a niekoniecznie z lęku, z myślą „co z tego będzie dalej”.

* Na pewno części z  Was nasuwa się teraz pytanie o to, jakie słowa są ok, a jakie nie, w kwestii dziecięcej seksualności. Poniewąz nie jest to wpis o tym, wspomnę tylko krótko. Odpowiedź brzmi: naturalne dla Was i Waszego dziecka. Naturalne, czyli takie, których używacie i chcecie używać. Jedni z nas nie chcą siurka, ale penisa i ok. Inni wolą siusiaka i też ok. Repertuar jest szeroki i mocno bazuje na wolności w nazywaniu. To przecież nasze, my, ciało. Coś bardzo naturalnego.

Wróćmy do żargonu fekalnego. Jego pojawienie się ma po części związek ze zwiększającą się świadomością własnego ciała, z ciekawością tego ciała, wszystkich jego zakamarków i wytworów. To naturalny, rozwojowy etap.

No dobrze – powiecie – ale czemu tego jest tyyyyle? I czemu tyyyle o kupach, a nie o sercu, skoro i to i to jest z tym etapem związane?

Kupa, siku i kibelek – boki zrywać!

Zauważyliście, ile radości daje dzieciom mówienie „o tym wszystkim”? Bawienie się słowami, układanie wierszyków, piosenek? Zwykle dzieci śmieją się przy tym, cieszą, a speszona reakcja innych tylko je nakręca. Biegną więc za nami śpiewając o kupie, zachwycają się tym, co widzą w sedesie, z pasją rozmawiają o „puszczonym bąku” i beknięciu przy obiedzie. Dlaczego tak się dzieje? Te wyrafinowane żarty są częścią rozwoju…żartowania właśnie, a w zasadzie poczucia humoru.

Tak, poczucie humoru też się rozwija i też są w tym jakieś etapy, które mają związek z rozwojem funkcji intelektualnych i emocjonalno-społecznych u dzieci. Żeby zaserwować dowcip potrzebna jest grupa, która przyjmie go jako śmieszny, pewne umiejętności intelektualne, językowe, zasób słów itd. Ponieważ funkcje te rozwijają się u dzieci w różnym tempie, trudno jest wyznaczyć konkretne, sztywne granice, w których poczucie humoru rozwija się tak, a w których inaczej. Badacze wskazują jednak na pewne etapy, które są wspólne dla większości dzieci w danym wieku.

Rod Martin w książce „The Psychology of Humor” opisuje rozwój poczucia humoru, m.in. u przedszkolaków i wskazuje na funkcje, jakie pełni w naszym życiu humor. Pośród różnych funkcji wymienia np. motywacyjne – humor stosowany w celu umocnienia siebie oraz humor w celu nawiązania bliskości z innymi ludźmi. Nie trzeba wielkich zabiegów, żeby dostrzec jak bardzo ważne w codzienności przedszkolaków są te dwa aspekty – umocnić siebie i być blisko innych. Oprócz tego humor może wspierać zdrowie fizyczne i psychiczne, rozwijać twórczość i możliwości poznawcze oraz uczyć. Samo dobro! Widzicie to? Skłonność do żartów i wygłupów jest zatem mądrością naszych dzieci i sposobem na zadbanie o swoje potrzeby 🙂

Wróćmy do etapów rozwoju poczucia humoru. Dzieci 4 i 5 letnie badają zasady, o czym pisałam tutaj i badają je też w kontekście dowcipów i żartów. Sprawdzają więc, co nas śmieszy, rozbawia, wprawia w poruszenie. Co jest śmieszne, a co nie. Na co inni reagują, a na co nie. Karmią się więc swoją wzajemną uwagą i informacjami zwrotnymi i możemy być pewni, że jeśli jedno dziecko w grupie rzuci żart o kupie, cała reszta wejdzie w to na całego. Śmieszne? Śmieszne, bo inni się śmiali. Sprawdzona zasada – jeśli żartujesz o kupie, inni się śmieją, a więc…żartuj o kupie jak najwięcej.

Wniosek 1: Dzieci w tym wieku zaczynają tworzyć humor i sprawdzać zasady, jakie są w tym temacie.

No właśnie grupa społeczna. Czterolatki i starsze przedszkolaki coraz bardziej potrzebują kontaktu z grupami społecznymi, z rówieśnikami, ale nie tylko z nimi. Na poziomie intelektu rozumieją już, że ludzie mogą myśleć inaczej i mieć coś innego „w głowie”, stąd też sprawdzają, co i jak przyjęte jest w jakiej grupie. Żarcik, który „wchodzi” jest więc żarcikiem, który pozwala zaspokoić część z tych społecznych potrzeb. Im częściej „wejdzie”, tym bardziej te potrzeby nakarmi. Żartowanie w tym wieku spełnia funkcje społeczne i jest jednym z rozwojowych motorów napędowych (Scarlett, 2004).

Wniosek 2: Dzieci żartują społecznie, często z tego, co w danej grupie „wchodzi” jako żart.

Idźmy dalej. Tworząc żarty dzieci odnoszą się często do tego, czego się uczą. Wiek 4-5 lat to dla wielu dzieci wciąż temat korzystania z toalety, korzystania w nocy, lęków, czasem trudności, wpadek, słowem jakiegoś rodzaju poruszenia wokół toalety i samodzielności w niej, ale przede wszystkim przejęcia za nią odpowiedzialności. Nie mylcie tego z treningiem czystości i nie myślcie – pff, moje dziecko porzuciło pieluchę jak miało 2 lata. Tutaj temat jest znacznie szerszy, również społeczny i nie dotyczy samego korzystania z toalety, ale przejęcia odpowiedzialności za cały ten obszar. Wybawione, wyśmiane, oswojone często bywa łatwiejsze. A jeszcze jak grupa społeczna jakoś w ten żart wejdzie, to często zostaje. Po prostu.

Wniosek 3: Dzieci żartują z tego, czego się uczą, co chcą oswoić, przyjąć jako swoje.

I jeszcze trochę, żeby uporządkować. Humor dzieci rozwija się etapami. Najpierw ubaw po pachy gwarantuje zabawa, w której rodzice chowają się za własnymi rękami i robią „a ku ku”. Potem zabawne stają się słowa i można boki zrywać, kiedy jest się dwulatkiem, a mama powie butelka, krem, cokolwiek. No ubaw na całego! Kolejny etap to właśnie fekalia, wytwory z ciała, części ciała. Dla starszych przedszkolaków śmieszne są też role społeczne i wszystkie sytuacje, w których można pożartować z płci i różnic między chłopcami a dziewczynkami. Odnosząc się do tego, co napisałam wyżej, możemy dostrzec, że te etapy mają coś wspólnego z tym, co aktualne w życiu dzieci, w ich rozwoju w ogóle. Lęk przed rozstaniem, który jest do przerobienia u niemowląt – śmieszy zabawa w „a ku ku”. Uczenie się nowych słów – ubaw przy nowych słowach u dwulatków. Uczenie się ciała, świadomości, przejęcie odpowiedzialności za toaletę, poznawanie seksualności, zainteresowanie tym, co w grupie rówieśników – żarciki fekalne i cielesne. Itd. itd.

Wniosek 3: Kupa, siku i kibelek są śmieszne z wielu powodów i to wszystko jest po coś.

 

No dobra, wszystko fajnie, ale jak to wytrzymać i jak reagować

Nie bez powodu zaczęłam od pokazania tego, że to rozwojowe, naturalne, powszechne i dające nam rodzicom poczucie wspólnoty doświadczeń. Tak, jak nasze dzieci lubią żartować społecznie, tak my czujemy się lepiej, kiedy dowiemy się, że nie jesteśmy w ich żartach sami. O łazienkowych dowcipach mówi znacząca część rodziców starszych przedszkolaków. Części dzieci etap ten po prostu mija, części nie, ale nieco zmniejsza się nasilenie.

Nie da się udzielić prostej rady, która będzie odpowiedzią na pytanie, jak reagować. Biorąc pod uwagę fakt, że to żarty i do tego rozwojowe, można przyjąć, że miną i reagowanie nie musi być potrzebne. Jeśli jednak z jakiegoś powodu jest nam z tym trudno, warto zacząć od poszukania tego, jaką rolę owe żartowanie pełni. Czy chodzi o bycie przyjętym, czy o sprawdzanie zasad? A może o poznanie swojego ciała i oswajanie się z jego całością? Odpowiedzi na te pytania mogą być dla nas inspiracją, jeśli zastanawiamy czy i co robić.

Czasami wspierające dla dzieci bywa poszerzanie tego tematu, np. poprzez sięganie do książek o ciele, kupach i wszystkim tym, co je fascynuje. Na rynku mnóstwo jest takich pozycji, a w moim odczuciu „Wielki konkurs kup” bije wszystkie na głowę.

Jeśli dostrzegamy w żartach łazienkowych żarty właśnie, możemy po prostu w to wejść i być w tym razem z dzieckiem. Możemy posprawdzać ze sobą czy chcemy w tym być, czy za każdym razem, czy w każdym miejscu i sytuacji. Pomoże tam to przyjąć czy mamy przestrzeń na te żarty zawsze i wszędzie, czy potrzebujemy razem z dzieckiem coś ustalić. Porozmawiać o naszych granicach, jednocześnie mając na uwadze opisane funkcje, jakie to żartowanie łazienkowe spełnia.

Żartując z dzieckiem pomagamy mu zadbać o ważne dla niego rzeczy. O bliskość, kontakt, swobodę, zabawę, ale też rozwój, kreatywność, umacnianie siebie, sprawdzanie zasad i tego, jak jestem przyjęty z tym żartem społecznie. A że o kupie i pierdach? No cóż, rozwoju nie oszukamy 😉

 

Bibliografia:

Martin R.A. (2007). The psychology of humor : an integrative approach

Scarlett W. i in. (2004). Children’s Play

 

 

 

 

 

P.S. Jeśli zaciekawił Was ten temat, dajcie znać czy napisać szerzej o rozwoju poczucia humoru i o tym, jakie ma ono znaczenie dla wzbogacania życia naszych dzieci i naszego.

Bibliografia:

 

Poleć ten tekst znajomym