GDYBAMY

O prozie życia, która też potrzebuje empatii

balloons-2074589_1920

Dzisiejszy wpis nie będzie miał w sobie ani nic z nauki, ani z przełomowej wiedzy. Nie będzie w nim też nic odkrywczego, ani zaskakującego. Podzielę się jednak z Wami czymś, co miało miejsce kilka dni temu.

Idziemy na spacer, rozmawiam sobie z moją prawie czterolatką, zachwycam się spokojem tej chwili i tym, że mamy przed sobą zupełnie luźny dzień. Jestem zrelaksowana, a mój „kubeczek” całkiem nieźle naładowany. Zaliczamy plac zabaw, park, a gdy mijamy cukiernię, moja córka mówi:

Ale tort! Cały z czekolady! Nawet serce jest z czekolady! Chciałabym taki zjeść!

Wiem, że byś chciała – mówię niby empatycznie, a za chwilę odpalam – ale wiesz, że nie możesz jeść czekolady.

Oj mamo, wiem – odpowiada i słyszę, jak znika jej entuzjazm – Ja nie chciałam go jeść, ja chciałam Ci tylko o nim powiedzieć.

O co chodzi dzieciom?

Kiedy widzą zabawkę w sklepie i mówią, że bardzo chcą taką mieć.

Kiedy zachwycają się koroną z Krainy Lodu i mówią, że marzą właśnie o takiej.

Kiedy zatrzymują się, by popatrzeć na rower sąsiada i twierdzą, że mieć taki to byłoby coś.

Kiedy mówią o lodach, podróży nad morze, kocie, psie i chomiku, starszym bracie albo młodszej siostrze. I o wielu, wielu innych rzeczach, sytuacjach, zdarzeniach.

Co słyszą? Nie zawsze oczywiście, ale czasem jednak. Że cały pokój jest pełen zabawek, a z szuflad wylewają się setki sukienek. Że lody są z mlekiem krowim, że z kota nici, bo mamy psa, a starszego brata to już nawet wróżka nie wyczaruje. I że trudno, już nic na to nie poradzę, koniec dyskusji.

A my dorośli?

Czy my tak nie mamy?

Kiedy oglądamy katalog biura podróży i ten Dubaj tak nam się marzy.

Kiedy spoglądamy na biegaczy w lesie i myślimy o kolejnej parze butów, z którą (tym razem) zapał nam nie opadnie.

Kiedy mówimy mężowi/żonie, że na wyprzedaży szał cenowy i fajne torebki/bluzki/bluzy/buty/słuchawki/plecaki itd. itd.

Kiedy opowiadamy, z wypiekami na twarzy, o nowym detoksie, na którym jest połowa znajomych albo koncercie, na który idą wszyscy.

Ręka do góry, kto z nas lubi wtedy usłyszeć, że to nie na nasz budżet, że ile już tych diet i że fajnie, fajnie, ale ubezpieczenie samochodu się kończy, a znajomi to mogą sobie jeździć na koncerty, bo nie mają dzieci. Ktoś się zgłosił?

Nie ma w tym chyba nic odkrywczego, że czasem mówimy to wszystko tylko po to, żeby się tym z kimś podzielić. Żeby ktoś nas usłyszał i wysłuchał. Nie po radę, wskazówkę czy podcięte skrzydła. Nie po to, by ktoś się tym zajął, zrobił coś za nas, dał nam lekcję albo krótką pogadankę.

A przecież to też jest empatia. Potrzebujemy jej nie tylko wtedy, kiedy nam trudno, ale też w codzienności. Na zwykłym spacerze, podczas obiadu, zakupów i w setkach innych, czasem prozaicznych sytuacji. I potrzebują jej również nasze dzieci, być może zwłaszcza one.

Poleć ten tekst znajomym