baner(3)
JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

Rodzicielstwo bez narzędzi

duck-1536482_1920

Jedną z rzeczy, za które najbardziej lubię rodzicielstwo oparte na bliskości i szacunku jest to, że nie ma w nim gotowców. Nie ma regułek, które trzeba wyklepać przed dzieckiem, nie ma zaklęć, nie ma technik i nie ma narzędzi. To, co widzę jako zaletę tego podejścia, bywa jednak odbierane jako jego wada. Bo w sumie to fajnie, fajnie – relacja, empatia, bliskość, czyli co? Co ja mam robić, jak dziecko bije brata? Co mam mu powiedzieć, jak nie pozwala sobie odciągnąć kataru? Co mam zrobić, kiedy nie sprząta/nie chce jeść/ucieka z wanny/nie myje zębów/ i tak dalej, dalej i dalej.

Znacie to pewnie. Większość rodziców zna, ja też. Co robić? Co powiedzieć? Jak się zachować? Jak zareagować? Szukamy konkretów i wydaje nam się, że bardzo ich potrzebujemy. Sama też to robię, szczególnie, kiedy w moim osobistym kubeczku jest mało energii, zasobów, empatii dla samej siebie. Wtedy, kiedy chcę przetrwać i skończyć dzień bez strat w ludziach, a nie być wzorem komunikacji bez przemocy i nerwów. I niemal zawsze w takich sytuacjach łapię się na tym, że szukam nie tam, gdzie jest odpowiedź.

Czego potrzebują rodzice?

To zdanie, którym zaczynamy różne spotkania – warsztaty i konsultacje. Nasze rodzicielskie oczekiwania, potrzeby i to, co sprawia, że szukamy wsparcia, bardzo często dotyczą konkretów. Zdarza się nawet, że to pada wprost, często językiem wyniesionym z pracy – bo ja mam taki kejs w domu i potrzebne mi są jakieś narzędzia.

Narzędzia kojarzą mi się z konkretem, z czymś, co zawsze, wszędzie i u wszystkich zadziała. Zawsze, wszędzie i u wszystkich – już kiedy to piszę, wiem, że takich rzeczy po prostu nie ma. Można szukać, kombinować, stosować. Tu dać karę, tam nagrodę, tu odwrócić uwagę, a tam zostawić na krześle na trzy minuty. To przecież są konkrety. Konkretny jest też Nurofen, który podajemy czasem dzieciom na gorączkę. Czy jednak ktoś z nas podaje go bez przerwy? Czy robimy to bez pytań o przyczyny, skuteczność i konsekwencje?

A może spróbujmy z innej strony?

Czy trzeba powiedzieć C, kiedy powiedziało się A?

Zanim przejdę do tego całego reagowania i coś-mówienia w sytuacjach trudnych, chcę Wam pokazać pewien schemat, który wzięłam dla siebie z czasów, w których praktykowałam metody behawioralne. Lubię go, choć nie ma w nim nic odkrywczego. Jest to schemat, na którym opieram niektóre warsztaty, do którego sięgam na konsultacjach, który pomaga mi w mojej rodzicielskiej codzienności. To z niego korzystam wtedy, kiedy razem z rodzicami rozkładamy daną sytuację na czynniki pierwsze. To na nim próbuję pokazać, że kiedy się dotrze do A, to niekoniecznie trzeba szukać C.

W swojej praktyce korzystam ze swojej własnej, znacznie bardziej rozbudowanej wersji, ale na potrzeby tego wpisu nieco ją uproszczę.

collage12

Na tym wykresie widać, że pytania: Co zrobić? Jak zareagować? Co zadziała? mocno trzymają nas przy „C”. Reakcja, narzędzia, konkrety. Jak ten wspomniany Nurofen w gorączce. Gorączka jednak, podobnie jak zachowania dzieci, nie biorą się z kosmosu. Coś jest wcześniej, o coś chodzi, gdzieś jest początek.

Zacznijmy od A

Przejdźmy więc do bardziej rozbudowanej wersji, czyli do tego wszystkiego, co pomoże nam, choć częściowo, zrozumieć zachowanie i emocje, jakich doświadczają dzieci. Dlaczego piszę „częściowo”? Zostawiam taki margines, bo nigdy nie mamy 100% pewności, co jest po drugiej stronie. Bo my coś o tym wszystkim myślimy, interpretujemy, przesiewamy przez swoje sito, ale być może tam jest coś więcej i taki margines zawsze warto zostawić.

To, co chcę podkreślić na początku to to, że każdy jest inny, unikalny. Ja wiem, że to banał, ale nie można o tym zapominać. Każdy z nas, dzieci również, wchodzi w każdą sytuację ze „swoim”. To szalenie ważne, żeby o tym pamiętać.

Mam też taką nadzieję, że dzięki temu, o czym chcę tutaj napisać, uda mi się pokazać, że nie można dzieci sprowadzać tylko do zachowania, a co za tym idzie szukać tego, co sprawi, że owe zachowania będą się powtarzać (czyli nagród) lub nie (czyli kar). Dziecko, człowiek nie jest tylko sumą swoich zachowań.

Rozbudowany schemat może wyglądać tak (kliknij  na obraz, jeśli chcesz go powiększyć).

collagea

Potrzeby

Zacznijmy od potrzeb, czyli tego, co mi najbliższe i z wychowaniem w empatii ma wiele wspólnego.

Za każdym zachowaniem/emocjami dziecka stoi jakaś potrzeba, zaspokojona lub nie.

Dzieci wybierają różne strategie, żeby te potrzeby zaspokoić.

Przykład?

Niech będzie taki czterolatek i np. jego potrzeby autonomii, bycia branym pod uwagę, wybierania własnych celów i drogi do ich realizacji. Może wybrać różne strategie, żeby te potrzeby zaspokoić, a nie każda z owych strategii będzie mnie, rodzica, uskrzydlać i ułatwiać mi życie. Bo przecież on może pół godziny wiązać buty, sam i po swojemu. Może dyskutować ze mną godzinami o sensie jedzenia czekolady i oglądania bajek. Może też obstawać przy swoich pomysłach na jedzenie, ubieranie się, spędzanie czasu, wchodzenie w relacje, zabawy itd. itd. Może wybrać całe mnóstwo strategii, bo chce zadbać o swoje potrzeby.

Albo inny. Dziecko i jego potrzeba zabawy, którą ono chce zrealizować w relacji z nami. Być z nami, wygłupiać się, szaleć, niekoniecznie w czasie, który nam odpowiada. My się spieszymy do pracy, przedszkola, świata, a ono ucieka nam w samych majtkach i…”i jeszcze się śmieje!”. Albo my tu poważnie o czymś, np. o jarmużu, że zdrowy, że trzeba, a ono go wypluwa i…”i jeszcze się śmieje!”. Albo poważnie o życiu, że nie można rzucać wszystkiego na podłogę, bo ktoś to potem musi sprzątać, a wiadomo, że ten ktoś to pewnie mama, a ona już ma dość i chce być wzięta pod uwagę, a dziecko tego słucha i…”i jeszcze się śmieje, no śmieje mi się prosto w oczy!”

man-863085_1920

Za tym wszystkim mogą oczywiście stać różne potrzeby, kilka jednocześnie i to szukanie potrzeb, a potem też strategii, które pomogą je zaspokoić, może być dobrą alternatywą dla szukania narzędzi i reakcji. Ja lubię tę detektywistyczną pracę, w której patrzę na moje dziecko, na dzieci, z którymi spotykam się w pracy i zadaję sobie pytanie: Ok, co mi teraz pokazujesz, czego potrzebujesz?

Przy potrzebach warto wspomnieć jeszcze, że czasami bywa tak, że zachowanie dziecka coś mi mówi o moich potrzebach. Że ok, autonomia i te sprawy, ale ja mam potrzebę bycia braną pod uwagę, bo cały dzień sprzątałam i mi ten autonomiczny bałagan nie robi dobrze. Że może to, że on mnie wręcz wkurza, to nawet nie jest po stronie dziecka, ale po mojej. I to też jest mój kawałek do refleksji, niekoniecznie do szukania narzędzi.

Idźmy dalej.

Rozwój

To taki kawałek, który naprawdę warto znać i szukać wiedzy w tym zakresie, bo czasami dzieci zachowują się tak, a nie inaczej, bo mają tyle właśnie lat, miesięcy, połówek.

Może być tak, że dziecko ma 2 lata i przekonanie, że jest niezależnym bytem zbudowanym ze słowa NIE. Może ma dwa i pół, kiepsko śpi, zasypia przed północą i co wieczór ucieka z łóżka, bo jeszcze chce się bawić. A może ma trzy i pół i nadal jest niezależne, ale nagle nie umie zrobić nic bez mojej pomocy, sto razy dziennie pyta czy nadal je kocham i znowu śpi w naszym łóżku, bo nocami straszą je potwory. Może ma cztery i kosmiczną fantazję. Zadaje setki pytań, czasem kłamie i nie przestaje mówić. Być może ma sześć, wiele lęków, nowe wyzwania życiowe i wielką potrzebę bycia branym pod uwagę, np. w rodzinnych decyzjach? Może jest gdzieś w połowie, w jakimś rozwojowym dołku, który daje nam wszystkim w kość, a tak naprawdę oznacza ciężką pracę, które to dziecko właśnie wykonuje, żeby wskoczyć na wyższy poziom gry?

Oczywiście to nie jest takie proste, że jak dziecko ma tyle i tyle miesięcy, to nagle robi się „klik” i wchodzi na pewien pułap rozwojowy. Nie jest też takie proste, że w danym wieku dzieje się tylko to, co opisałam w tym wielkim skrócie. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, mówimy o pewnych „widełkach”, o tym, co często zdarza się w danym wieku, ale nie jest powinnością.

W mailach i na warsztatach rodzice często pytają mnie czy mogę polecić jakąś dobrą książkę o rozwoju. Zwykle mam z tym kłopot, bo fascynuje mnie ta działka i dobrych książek, według mnie, nie ma zbyt wiele. Są albo poradniki, albo książki akademickie. Rodzice często sięgają po książkę „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” z GWP i faktycznie opis kolejnych etapów rozwoju jest tam całkiem niezły, natomiast porady momentami kiepskie.

Jeśli ciekawi Was temat rozwoju, mogę też zaprosić Was na mój warsztat „Rozwój i zabawa”, który odbędzie się 18 marca w Warszawie (kliknijcie w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej o warsztacie).

warsztat dla rodzicw

Bodźce

Byliście kiedyś w Arkadii w Wigilię? Albo w jakimś innym centrum handlowym, które gra, świeci, jest duszne, tłoczne, nasycone zapachami i dźwiękami? Pamiętacie, jak Wam tam było?

Dzieci też czasem „tam są”. W nadmiarze bodźców, wrażeń, zapachów, odgłosów, kontaktów, dotyków. One też czasem mają dość i swoim rozdrażnieniem dają nam o tym znać. Czasem zamykają się w sobie, a czasem wydaje nam się, że szukają jeszcze więcej tych wrażeń i mówimy, że „same nie potrafią się wyciszyć”.

affection-1866868_1920

Dzieci bywają też po drugiej stronie, kiedy mają „za mało”, choć może się wydawać, że zdecydowanie rzadziej. Kiedy siedzą w domu trzeci tydzień, bo wirusy i ileż można układać puzzle. Kiedy siedzą na dywanie po turecku, bo zajęcia dydaktyczne, angielski, logopedia, gordonki i teatrzyk, a pobiegają chwilę przed obiadem, jak wystarczy czasu. Albo kiedy idą „grzecznie i spokojnie” za rączki, po osiedlu, zbierać liście, codziennie, bo „ruch” to zdrowie.

W temacie bodźców warto też wspomnieć, że pewna część dzieci ma kłopot z ich integracją, co też może mieć znaczenie dla ich funkcjonowania. Moje doświadczenie z przedszkoli jest takie, że wśród dzieci określanych jako „niegrzeczne”, pewna część miała trudności z regulacją wrażeń sensorycznych. Planuję wpis na ten temat, tymczasem odsyłam Was do tej audycji w Polskie Radio Dzieciom, w której też brałam udział.

Temperament

Czyli czysta biologia. Wiecie, lubię ten temat. Lubię to, jak rozmawiam z rodzicami, którzy zastanawiają się, czemu mają takie żywiołowe dziecko albo czemu ono jest spokojne. Lubię to, jak patrzę na mojego wiecznie-w-ruchu i wiecznie-gadającego-i-śpiewającego męża, na siebie machającą rękami, gestykulującą, gadającą, a potem na nią. Na małą dziewczynkę, która ciągle mówi, śpiewa, jest jej w domu pełno i jakoś tak „nie potrafi usiedzieć w miejscu”.

Oczywiście to nie jest takie proste przełożenie, a temperament nie determinuje wszystkiego. Ma jednak znaczenie dla naszego funkcjonowania, pobudzenia albo możliwości wyhamowania pewnych reakcji. I jest też tym, co pokazuje, że nie można dawać uniwersalnych rad dla wszystkich i od wszystkich oczekiwać tego samego, np. w kwestii „wysiedzenia” w ławce albo czasu snu.

W tym kawałku są też wymagające dzieci – te, które nie śpią, lubią być noszone i których kiedyś ponoć nie było. Nieprawda, były (więcej o nich poczytacie w „Księdze Wymagającego Dziecka” Searsów – pisałam o niej tutaj, albo na blogu prowadzonym przez psychologa i mamę – wymagajace.pl)

Są też i te, które potrzebują czasu, spokoju, zaufanych ludzi, mniejszej ilości kontaktu. Te, które tak mają i nie trzeba ich zmieniać, „uspołeczniać” ani „dawać im kompetencji grupowych”.

Kontekst życiowy i rodzinny

Czasami dzieci zachowują się tak, a nie inaczej, bo coś się u nich dzieje. Mają takie, a nie inne emocje, bo coś się u nich zmieniło. Może coś w rodzinie, może coś w otoczeniu, może coś w przedszkolu/szkole.

family-1966496_1920

Czasem są to rzeczy, które łatwo zauważyć, np. pojawienie się rodzeństwa, przeprowadzka, rozstanie rodziców. Innym razem są i takie, których dobrze jest poszukać, pomyśleć, powiązać fakty. To też taka trochę detektywistyczna praca, ale też warto pamiętać, że nic na siłę. Że nie zawsze coś się znajdzie i nie wszędzie trzeba się doszukiwać.

Miks

Bywa i tak, że mamy wszystko jednocześnie. Że coś u dziecka obserwujemy i na to składa się kilka powyższych czynników. Że biega, bo ma taki temperament, takie potrzeby rozwojowe, ruchowe itd. itd. Czasami jest też to, o czym pisałam wcześniej – w danej sytuacji może być coś więcej niż to, co my o niej myślimy.

Puzzle

Kiedy pozbieramy te różne rzeczy, może coś nam się ułoży, jakaś całość, sens. Moje doświadczenie jest takie, że ten pierwszy obszar (A) to ten, w którym często jest najwięcej. Bo wszyscy widzimy zachowanie albo emocje, część z nas chce działać, reagować, ale czasem chodzi właśnie o to, żeby zrobić krok do tyłu. Nie jest to łatwe, kiedy coś się dzieje, kiedy już kipi między nami i nie wiemy, jak zareagować.

„Kuj żelazo, kiedy jest zimne” – powiedział Jesper Juul i ja bardzo lubię tę myśl. Kiedy jest gorące, możemy oparzyć siebie i dziecko. I czasem jest tak, że tą reakcją, której szukamy, może być wycofanie się, danie sobie czasu, chwili do namysłu. To nie jest słabość, dzieci tego nie wykorzystają, a wiem, że tego wielu rodziców się obawia.

family-1784371_1920(1)

W moim schemacie wspominam też o zachowaniu/emocjach, o tym, że kiedy one się dzieją, to dobrze jest oddzielić to, co zauważamy, od tego, jak to interpretujemy. Pisałam o tym w tym tekście, więc nie będę się powtarzać.

No dobra, ale jak ja mam zareagować?

Czytam i czytam i nadal nic nie wiem. Nie dowiedziałam się nic nowego i nadal nie wiem, co mam zrobić, kiedy dziecko…

Na pewno są osoby, które też tak myślą, nie tylko po moim tekście, ale też po innych adresowanych do rodziców. Nie ma gotowców, już to pisałam. To byłoby zbyt proste, choć kuszące. Mieć taki algorytm, który bierze pod uwagę ten rozwój, kontekst, potrzeby, bodźce, temperament, a przede wszystkim odrębność i unikalność każdego dziecka, sytuacji, emocji.

To też jest trochę tak, że możemy wybierać. Szukać, próbować, brać dla siebie to, co dla nas bliskie albo dostępne. Ja wybieram relację, niekoniecznie moje racje. Rozmowy, nie kary i nagrody. Rozwój i ciągłe szukanie czegoś, czego nie mam na tacy i co nie jest receptą na bolączki rodzicielstwa.

Jeśli więc po tym tekście macie ochotę poszukać innych dróg, przeszukajcie wcześniejsze wpisy, wierzę, że znajdziecie coś dla siebie, np. w tych tekstach:

Bez nagród?

Naturalne konsekwencje są…naturalne

Działa czy wspiera?

O karnym jeżyku

O pochwałach

O wychowaniu w szacunku

O tym, czy dzieci wychowane bez kar i nagród dadzą sobie w życiu radę

Jest też mnóstwo wartościowych książek, a decydując się na rezygnację z kar i nagród, na pewno warto zacząć od tej.

Jeśli weszliście na tę drogę już jakiś czas temu, a uważacie, że ten tekst może komuś się przydać, po prostu podeślijcie go dalej. Dziękuję!

Poleć ten tekst znajomym
  • Dziękuję za polecenie mojego bloga i za ten tekst. Bardzo podoba mi się adaptacja tego behawioralnego algorytmu, też często z niego korzystam.
    Ten brak gotowych reguł jest jednocześnie przerażający i wyzwalający dla początkujących w RB. Choć to prawda, że przyzwyczailiśmy się do „gotowców” i jest oczekiwanie, że istnieje strategia/komunikat/metoda dobra na dane zachowanie. Zrozumienie, że trzeba zacząć od potrzeby, czyli cofnąć się do A, zamiast koncentrować na B, jest dla wielu osób nowością.
    (choć obserwuję modę na podejścia, próbujące się podpinać pod RB, które właśnie takie „gotowce” oferują – jak widać trudno odejść od myślenia w ten sposób)