GDYBAMY

O kogo w tym wszystkim chodzi?

2396908580_41f76113af_z

Układam sobie w głowie ten tekst i zastanawiam się, jak napisać go w taki sposób, by uniknąć ocen. Nie wytykać palcem, nie zadzierać nosa. Nie wiem czy to możliwe, bo bardzo chciałabym napisać o dzieciach, a nie ich rodzicach. Zacznę więc od początku.

Niedziela, pora obiadowa. Spotykamy się z moimi rodzicami i spędzamy cudowny czas. Zamawiamy obiad, delektujemy się wspólnymi chwilami, a gdzieś obok nas trwa impreza mikołajkowa dla dzieci. Szał. Organizacja na mistrzowskim poziomie, który sprawia, że nasza córka znika na dobre dwie godziny. Pierniki, kartki, gry, przyczepianie nosa bałwanowi itd. itd. Razem z nią jakaś trzydziestka dzieci i drugie tyle rodziców. Rodziców, aparatów i smartfonów.

Julcia, spójrz na mnie jak wałkujesz to ciasto! No jeszcze raz, uśmiechnij się!

I Julcia pozuje, 5 minut, przerywając tym samym wałkowanie ciasta na pierniczki.

Błyski fleszy i wydawanych poleceń nie ustają. Teraz to już nie tylko Julcia, ale większość sali. Całą sobą odrywam się od myślenia o tym robieniu zdjęć, od bycia hipsterem rodzicielstwa, który gardzi zdjęciami, bo wiem, że tak nie mam i siedzę w tym po uszy. Patrzę jednak na dzieci. Na to, w czym są, w czym właśnie biorą udział, gdzie są myślami, pomysłami, czynem.

I zastanawiam się, jak często nam, dorosłym, zdarza się robić coś, co odbywa się kosztem naszych dzieci?

Od setek zdjęć na zjeżdżalni po głupawe filmiki na YT. Od zdjęć okraszonych strachem, z Mikołajem przy boku, po „dawanie buziaczka” cioci i wujkowi. Od klepania wierszyków na przedszkolnym przedstawieniu, po śpiewanie kolęd dla prezydenta. Od rysowania tak, żeby podobało się Pani Kasi, po takie, żeby rodzice, którzy obejrzą przedszkolną wystawę byli zadowoleni. Bo to takie słodkie, takie rozkoszne, daje tyle frajdy. Pytanie tylko – komu? Czy na pewno dzieciom też?

Czasami sama w to wpadam i wtedy dostaję lekcję od 3,5 latki:

Mamo, jak robię coś pierwszy raz, to lubię, jak patrzysz na mnie, nie w telefon.

Będę teraz tańczyć, ale ogłaszam zabroń (czytaj:zakaz) robienia zdjęć, dobrze mamo?

Mamo, ja czasami chcę tylko coś robić, nie chcę mówienia o tym, dobra?

No dobra. Zachwycam się więc w duszy, zapisuję obrazy w pamięci. Nie robię zdjęcia na pierwszej wyprawie rowerowej, a na drugiej cykam ukradkiem. Tych pozowanych mam niewiele, ale trudno. Nie tylko o mnie tu chodzi. Rozpędzam się jednak w tym, co moje nadal bardzo często. Że zrobiłabym coś, pokazała gdzieś, napisała więcej choćby tutaj albo podziwiała na deskach teatru, najchętniej Roma. To wszystko jest takie moje, nie ma co kryć. I nie da się ukryć też tego, że bardzo często nie współgra z tym, co aktualnie jest po stronie mojego dziecka.

Pisałam tutaj kiedyś tekst, o pytaniu, które zadaję sobie każdego dnia. O tym, co dla mnie ważne. Coraz częściej dokładam do niego pytanie: Czy to jest ok wobec mojego dziecka?

Czy jest ok to, do czego mają dostęp inni ludzie, a co jest kawałkiem dziecięcej prywatności?

Czy jest ok, kiedy szukając aprobaty u kogoś innego, proponuję dziecku coś, co przekracza jego granice?

Czy jest ok, kiedy oczekuję od niego wysiłku ponad możliwości i aktualne potrzeby, tylko po to, żeby zaspokoić potrzeby kogoś innego?

Czy jest ok, kiedy chcę zrealizować jakiś swój cel, sięgając po środki, które bazują na przekonaniu, że dorosły ma nad dzieckiem przewagę?

Czy jest ok, kiedy robię coś, czego największe koszty ponosi właśnie moje dziecko?

Takich pytań można zadać setki, w zależności od sytuacji. W okresie świątecznym pewnie jeszcze więcej. Bo to już nie tylko ten Mikołaj, który „patrzy cały rok i widzi, więc jedz grzecznie” albo ten sam Mikołaj, obcy facet, do którego „przytul się, bo chcę zrobić zdjęcie”. To tysiące małych, codziennych sytuacji, w których jest dorosły, jest dziecko i jest ich relacja.

Za tę relację już każdy z nas ponosi odpowiedzialność i wybiera to, co jest dla niego ważne. Nie chcę więc mówić, co mamy robić, a czego nie. Co jest ok, a co nie, bo przecież tego nie wiem. Wiem natomiast, że ilekroć zadaję sobie pytanie:

O kogo w tym wszystkim chodzi?

wówczas to, co „moje” schodzi na odległy plan.

 

 

źródło zdjęcia: flickr, Môsieur J., cc

Poleć ten tekst znajomym
  • Mam the same przemyślenia! Jak widzę na Insta te filmiki nagrywane milion razy dziennie i w tle słychać „mamo, patrz” to smutek mnie bierze, wielki!

  • Marta Łuczak

    Fantastyczny tekst. Dziękuję. Czasem potrzeba poczytać u kogoś by mieć jeszcze więcej pewności, że priorytet jest właśnie TU:)

  • Tak bardzo się z Tobą zgadzam! Mój mąż jest trochę z tych rodziców co to „kochanie patrz tutaj” i nie raz zdarzyło mi się go hamować w zdjęciowych zapędach tak by zostawił jednak trochę przestrzeni temu dziecku, które chce coś poznać czy czymś się pozachwycać 🙂