DLA SPECJALISTÓW GDYBAMY

Odpowiedzialność i pokora, czyli rzecz o poradach wychowawczych

hands-1797401_1280

Enrico Fermi, współtwórca pierwszego reaktora jądrowego i bomby atomowej, powiedział kiedyś, że

„Najgorszym wrogiem wiedzy nie jest niewiedza, lecz wiedza połowiczna”

Jego nauczyciele już od najmłodszych lat zwracali uwagę na jego błyskotliwość, zdolność kojarzenia i pęd do wiedzy. Do wiedzy, bo przecież bez niej nie zdobyłby Nobla, a jej braki, biorąc pod uwagę obszar jego zainteresowań, mogłyby mieć katastrofalne skutki. No tak, tylko dlaczego o nim wspominam? I dlaczego akurat w tekście o poradach dla rodziców?

Długo myślałam nad tym, czy i jak napisać ten tekst. Nie chciałam wskazywać w nim palcem, ani rzucać kamieniami, bo sama ciągle się uczę i mam za sobą czas fascynacji metodami, którym wiele można zarzucić. Pomyślałam jednak, że napiszę. Może dla siebie, może dla moich znajomych po fachu, którzy mają podobne refleksje, a może dla rodziców, odbiorców wszelkiej maści rad i wskazówek? Rad i wskazówek, które wiążą się z pewną odpowiedzialnością, o której czasem można zapomnieć.

Jeśli jesteś specjalistą z dyplomem

Logopedą, pedagogiem, dietetykiem, doradcą laktacyjnym, pediatrą itd., na pewno doskonale wiesz, w jakim zakresie masz wiedzę. Szkolisz się, podnosisz kwalifikacje, zdobywasz dyplomy i nowe umiejętności. Od magistra danego kierunku posuwasz się w stronę specjalisty, a może nawet eksperta. Rozpiszesz dietę, kiedy ktoś przyjdzie na konsultacje, pokażesz pozycje do karmienia, zbadasz przed szczepieniem albo zrobisz specjalistyczne badanie wzroku. Masz do tego wszystkiego wiedzę i uprawnienia. Są pewnie w Twojej głowie, opisie stanowiska, a dodatkowo na suplemencie do uczelnianego dyplomu. Wyraźnie zaznaczone, od – do.

Być może znasz na pamięć, a może czasami tylko sięgasz, do zapisów, które stanowią pewne wytyczne Twojego zawodu. Może jest to kodeks etyczny, a może coś innego. Bez względu na to, kto go spisał, jest wielce prawdopodobne, że są w nim (między innymi) cztery zapisy, do których chcę się odnieść:

nie szkodzić

nie przekraczać kompetencji

bazować na aktualnej i rzetelnej wiedzy 

stosować zasadę minimalnej ingerencji w życie klienta/pacjenta

Jeśli jesteś psychologiem

Masz podobnie i nawet więcej. Bo oprócz tych wszystkich zapisów masz jeszcze ten, żeby znając specyfikę ludzkiego umysłu, używać tej wiedzy z pokorą i odpowiedzialnością. Czy to w gabinecie, czy na konsultacjach, czy na konferencjach, czy w programach telewizyjnych, czy też w prywatnych sytuacjach, w których ktoś pyta Cię o radę. Powiedzmy sobie szczerze, to ostatnie bywa kuszące, a przy tym niesie za sobą naprawdę kawał odpowiedzialności.

Wiele razy zdarzyło mi się słyszeć o radach, jakie dał komuś jakiś psycholog, zakładając przy tym, że to jedyne słuszne rozwiązania. Wiele razy zdarzyło mi się słyszeć o oburzeniu na brak tych rad i rozczarowaniu, że „nie dowiedzieliśmy się nic konkretnego”. Konkrety, rady, wskazówki, narzędzia.

Co powiedzieć?

Jak zareagować?

Co zrobić, jeśli dziecko… – to takie zdania, które z ust rodziców padają bardzo często. Wręcz prosi się, żeby powiedzieć „to i to zadziała, to na pewno nie” albo „jeśli zrobisz tak, stanie się tak”. Problem polega na tym, że nie ma rad uniwersalnych, a jedynie pewien obszar wiedzy, który może, ale nie musi przystawać do rzeczywistości danej osoby i jej rodziny. Bo ta wiedza, mimo, że sprawdzona i rzetelna (oby) spotyka się z jakąś niewiedzą o tym, co tak naprawdę jest po tej drugiej stronie. O tym kontekście, możliwościach, zasobach, potrzebach i granicach. I można mówić o pewnym zakresie, omówić to, co może być pomocne, ale i tak każdy bierze dla siebie to, co chce i jest w stanie wziąć. Bo to nie moje rozwiązanie ma stać się rozwiązaniem tej drugiej strony.

„Psycholog kieruje się zasadą wewnętrznego układu odniesienia – poznaje system wartości pacjenta i jego sytuację życiową (…) zamiast udzielać jednoznacznej porady, pomaga w lepszym zrozumieniu własnych działań i trafniejszej ocenie możliwości, tak by on sam mógł podjąć decyzję, jakie cele są dla niego ważne i możliwe do urzeczywistnienia” (Heszen-Niejodek i Winnicka, 1994).

Za każdą radą stoi ogromna odpowiedzialność, powtarzam się. Za tą wypowiedzianą jako pewnik i za tą, która coś podpowiada, ale nie nakazuje. Za każdą radą warto też, żeby stała wiedza. Ta merytoryczna, sprawdzona, zaktualizowana. Psychologia to nauka, nie można o tym zapominać. A naukę warto umieć interpretować, poznawać i odkrywać to, co w niej nowe. Psychologia to nie są rady z kapelusza magika, nie mogą takimi być.

Wszelka aktywność zawodowa psychologa opiera się na odkryciach naukowych i wypracowanych standardach w dziedzinie psychologii – standard 2.04 – Podstawa naukowej i profesjonalnej oceny; APA; 2010

Psychologia to nauka i wiedza o szerokim zakresie, a każdy z nas, psychologów, bierze po kawałku. I naprawdę nie każdy musi znać się na wszystkim. Czasem można powiedzieć, że się czegoś nie wie, to nie wstyd. Czasem odesłać do kogoś, kto zajmuje się daną działką, a innym razem wprost określić granice swoich kompetencji. Niezbyt dobrze znam się na psychice dorosłych, więc nie podejmuję się z nimi pracy terapeutycznej. Nie znam się na medycynie, więc nie biorę się za prowadzenie programów „Jak uzdrowić, żeby nie zwariować”. Nie znam się na uzależnieniach, więc nie rzucam tekstami jak z rękawa, kiedy ktoś łechce moje ego i pyta o ekspercką radę. Nie znam się na laktacji, chustonoszeniu, rehabilitacji i logopedii, więc jedyne, co mogę zrobić, to odsyłać do ludzi, którzy się tymi działkami zajmują.

Jeśli nie jesteś specjalistą z wykształcenia

To masz łatwiej, nie oszukujmy się. Dzisiaj na rodzicielstwie zna się każdy i niemal każdy chętnie udziela porad w tym zakresie. Tutaj nie ma kodeksów etycznych i wytycznych, które przypominają o bazowaniu na dowodach. Nie ma zasad, żeby nie szkodzić, nie przekraczać kompetencji i minimalizować swój wpływ na życie innych ludzi. Samowolka na całego. Nie mam na to najmniejszego wpływu i chyba nie chciałabym mieć, ale bardzo, ale to bardzo chciałabym, żeby w udzielaniu tych porad nie zapominać o odpowiedzialności. Nie takiej z uwagi na jakiś kodeks, ale takiej ludzkiej, po prostu.

Nie chodzi mi o to, by wyjść na podium i krzyczeć „psychologia dla psychologów”. Cieszę się, że rodzice dzielą się swoim doświadczeniem, że wzajemnie się wspierają i propagują swoją wiedzę. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy z tego, co swoje, robią jakieś zasady ogólne. Kiedy zapominają, że coś, co sprawdza się u nich, nie jest regułą i receptą jednocześnie. Kiedy tworzą artefakty i sprzedają je jako pewniki. Kiedy opierają się na dowodach anegdotycznych, czyli takich które stanowią pewne pogłoski albo dotyczą pewnej osoby i nie powinny być generalizowane (tutaj znajdują się wszystkie kultowe porady „jakoś ze mną nikt nie rozmawiał o uczuciach i wyrosłem na porządnego człowieka”, „mnie bito i jestem za to wdzięczny”, „jadłem tonę cukru dziennie i nic mi nie jest”).

Zauważyliście, że przy poradach medycznych zwykle istnieje zapis, że nie zastępują one wizyty u lekarza?

A czy widzieliście podobne przy każdej wychowawczej radzie w sieci, telewizji albo na ulicy?

No więc powstają kwiatki, kultowe już w sieci i wśród rodziców. Że dziecięcy mózg nie rejestruje słowa „nie” (mit), że chwalenie dzieci podnosi samoocenę (mit) i że izolacja w złości pomaga na wyciszenie (mit). Idźmy dalej – jak dziecko boi się nocnika i załatwia w majtki, to jest to ogromny problem (mit) albo że jak długo karmi się piersią mamy, to nigdy się od niej nie odczepi, no i od noszenia się nie odzwyczai, a jak się je raz weźmie do łózka, to już nigdy z niego nie wyjdzie (mit x 3). Mogłabym tak godzinami wymieniać rodzicielskie mity, zainteresowanych zapraszam do szukania źródeł – część jest tutaj na blogu, część w wysoko punktowanych czasopismach naukowych (dostępnych również online). Sprawdzoną i rzetelną wiedzę znajdziecie też w kilku miejscach w sieci, m.in. na blogu Mataja albo na blogu Edukowisko.

Ostatnio rozmawiałam z mamą 4,5 miesięcznej dziewczynki, która wyrzuca zabawki z łóżeczka i czeka aż mama jej poda. I wiecie co? Ktoś tej mamie powiedział, żeby tego nie robiła, bo dziecko się przyzwyczai, że nie można dać sobą manipulować. Myślę, że trochę szkoda, że w jednym z najbardziej wyrazistych momentów w rozwoju niemowlaka, ktoś dostrzegł element podstępnej walki o dominację nad rodzicem. Ba! Uznał, że rozgryzł tę sprawę na tyle, że może mówić owej mamie, że podając te zabawki, daje sobą rządzić.

Jeśli ciekawi Was temat manipulacji i „wymuszania” przez dzieci, odsyłam Was do tekstu „Teoria wielkiej manipulacji”

No właśnie. Są też takie rady, które nawet nie udają nauki, ale po prostu niosą się w eter – że podczas adaptacji trzeba się szybko odwrócić i wyjść, że wobec dzieci trzeba być zawsze konsekwentnym i nigdy nie zmieniać zdania, bo to podważa nasz autorytet, że matka i ojciec muszą mówić jednym głosem, a zabawkami trzeba się dzielić od małego i to najlepiej z rodzeństwem, którym trzeba się opiekować, bo „taka rola starszego brata/siostry”.

Wyliczając te mity nie chodzi mi o to, żeby zadzierać nosa i mówić, że ja to wiem, a ktoś nie. Chodzi mi raczej o to, żeby uczulić, sprawdzić, dopytać, a jeśli trzeba, nazwać wprost, że to i to sprawdza się u mnie, co nie znaczy, że sprawdzi się również u Ciebie. Że może za moją radą stoją dobre intencje, może nawet coś z empatii, ale nadal ta rada powstaje w oparciu o to, co ja myślę, a przecież w Twojej sytuacji jest na pewno coś więcej niż moje jej spostrzeganie.

Co mogę zrobić moimi słowami?

Jest jeszcze jedna rzecz, szczególnie dla mnie istotna i taka, która w empatycznym podejściu wydaje się być niezwykle ważna. Tą rzeczą jest refleksja nad tym, co moimi słowami mogę zrobić innym. Jakie ziarna w nich zasieję, co w nich poruszę, czego dotknę. Ten kawałek, w którym rady dobrze jest opierać na dowodach to jedno, ale ten, żeby nie przekraczać nimi pewnych granic, to drugie.

Nie ma chyba drugiego takiego obszaru, w którym tak łatwo dotknąć człowieka, jak wtedy, kiedy mówimy o jego relacji z dzieckiem. Wszelkie próby oceny tej relacji, diagnozowania o jej jakości na podstawie wycinków, wyolbrzymiania lub bagatelizowania, to mogą nie być tylko słowa, ale też ślady. Nigdy nie wiemy, co z nich zostanie w danym, konkretnym odbiorcy.

Trzeba mieć ogrom pokory, żeby używać pewnych słów, a jeszcze więcej, żeby zachować je dla siebie.

Trzeba mieć ogrom pokory, żeby z dyplomem czy bez, mówić ludziom kategorycznie, co może być pomocne, a co nie.

Trzeba mieć też ogrom pokory, żeby brać na siebie tę odpowiedzialność i czasem po prostu przyznać się, że się czegoś nie wie, albo na czymś nie zna.

Bibliografia:

Bednarek D. (2016). Zawód psycholog. Regulacje prawne i etyka zawodowa. Warszawa: PWN

Poleć ten tekst znajomym