baner(3)
CIEKAWOSTKI NAUKOWE

Czy już czas na Nagrodę Nobla? O niewiarygodnych mózgach cztero i pięciolatków

brain-1618377_1920

Jeśli jesteś rodzicem cztero albo pięciolatka, z pewnością dobrze znasz smak intensywności wspólnego czasu. Tysiące pytań, mnóstwo pomysłów, skomplikowane zabawy i rozbudowane scenariusze. Wszystko to okraszone zaskakującą liczbą słów, których znaczenia nigdy nie można być pewnym. Mapy, projekty, plany, zagadki, pytania, refleksje, obserwacje, emocje, oczekiwania, pragnienia, potrzeby. Intensywność, intensywność, intensywność.

Być może siadasz do tego tekstu wieczorem, zaraz po tym, jak Twój cztero lub pięciolatek poszedł spać. Wierzysz w to, że odpoczywa po kolejnym intensywnym dniu, a Ty możesz zająć się aktywnością, która dotyczy tylko Ciebie. Czy będzie to sprzątanie całego domu, czy czytanie książek albo intensywna rozmowa, Twój wieczór może być mniej lub bardziej wyczerpujący. Ty działasz, dziecko odpoczywa. Tymczasem w Waszych mózgach dzieją się rzeczy wielkie, a związane z nimi koszty energetyczne są zupełnie inne, niż mogłoby nam się wydawać.

Jeśli więc pochłaniasz właśnie książkę po angielsku, wygrywasz rundę w Scrabble albo intensywnie dyskutujesz o polityce, zaskoczyć może Cię fakt, że mózg Twojego śpiącego 4/5 latka pochłania właśnie dwa razy więcej energii niż Twój. Dlaczego tak się dzieje?

Wstęp

Kilka tygodni temu brałam udział w Konferencji Ekologii Dzieciństwa. Jednym z prelegentów był dr Marek Kaczmarzyk – biolog i neurodydaktyk, którego możecie znać z prelekcji dostępnych w internecie, m.in. tej o neuronach lustrzanych (tutaj), albo tej o nauczycielach przyjaznych mózgowi (tutaj). Podczas wspomnianej konferencji dr Kaczmarzyk, w sposób niezwykle ciekawy i porywający, mówił o dziecięcych i nastoletnich mózgach, o tej różnorodności, której potrzebują i o tym schemacie, który nie jest dobry dla wszystkich. Słuchałam go z ogromnym entuzjazmem, spisywałam cytaty, zapisywałam polecane nazwiska i nagle padło to – jedno zdanie, które mocno utkwiło w mojej pamięci, a brzmiało mniej więcej tak:

„Rodzice czterolatków nie zastanawiają się nad tym, CZY ich dzieci dostaną Nobla, tylko … Z JAKIEJ DZIEDZINY?”

Te słowa były moją „kropką nad i” dla pewnych poszukiwań, które prowadzę od jakiegoś czasu, a które mają korzenie w mojej pracy z małymi dziećmi, ale też w codzienności z prawie czterolatką. Ale od początku.

Nie do opanowania

Takimi słowami opisywane są czterolatki w książce „Rozwój psychiczny dziecka 0-10” (Ilg Frances L., Bates Ames Louise, Baker Sidney M.). Książka ta bardzo często polecana jest rodzicom i przez rodziców, również na bliskościowych forach, jednak w mojej ocenie, poza szczegółowym i godnym polecenia opisem etapów rozwojowych, jest zwyczajnie przeciętna, a niektóre z rad wręcz archaiczne i nijak mają się do tego, co mówi nam współczesna psychologia i pedagogika.

Wróćmy do czterolatków. Nie do opanowania, „bardziej niż dzieci w jakimkolwiek wieku, nie do opanowania, i to właściwie w każdym rodzaju aktywności” (Ilg i in., 2013). Lawrence Cohen, autor rewelacyjnej książki „Rodzicielstwo przez zabawę”, powiedział kiedyś, że czterolatki mają wymagania, którym trudno sprostać, a dorośli nie są w stanie ich dogonić. Skaczą, biegają, fantazjują, zadają mnóstwo pytań, tworzą nowe słowa, przekształcają stare, budują nowe definicje, są przekonane o swoim geniuszu, rewelacyjnej pamięci, niesamowitych możliwościach. Do tego wszystkiego prezentują całą paletę emocji, które często miewają na wierzchu, bo są czterolatkami właśnie. Są intensywne, a życie i rozmowy z nimi jeszcze bardziej.

Łakomy mózg

Po tych słowach o Noblu, dr Kaczmarzyk wspomniał o łakomych mózgach cztero i pięciolatków. Zapisałam sobie tę myśl z wykrzyknikiem i postanowiłam odszukać teorię, która mogłaby mi to wyjaśnić. Znalazłam jednak coś znaczenie więcej, coś bardzo aktualnego i będącego efektem ogromu pracy badawczej.

Zespół badaczy pod kierunkiem Christophera W. Kuzawy (2014) intensywnie poszukiwał odpowiedzi na pytania:

Dlaczego ludzkie dzieci są dziećmi tak długo?

Dlaczego nasze dzieciństwo jest niemal dwa razy dłuższe niż innych naczelnych, nie wspominając już o innych ssakach, które bardzo szybko stają się dorosłymi osobnikami?

Nie byli oni jednak pierwszymi badaczami, którzy próbowali rozwikłać tę zagadkę, a koncepcji było przynajmniej kilkanaście. Jedna z nich, wysunięta po raz pierwszy w latach 90. przez antropolog Leslie Aiello, zakładała, że „winowajcą” może być nasz mózg, który jest taki łakomy, że zabiera energię innym częściom ciała i większością kalorii rozkoszuje się sam. Hipoteza była atrakcyjna, jednak brakowało dowodów na jej poparcie. I wtedy pojawił się zespół Kuzawy, a wraz z nim konkrety.

21690171363_9fe2f4f455_z

źródło zdjęcia: Penn State, flickr, cc

Zespół ów dokonał analiz wyników kilku programów badawczych, w których wykorzystano m.in. techniki obrazowania mózgu, a które przeprowadzono w latach 2004 – 2014. Celem tych oddziaływań było zestawienie stopnia, w jakim nasze mózgi wykorzystują energię całych organizmów z tempem wzrostu ciała. W efekcie tych złożonych i długotrwałych analiz dokonali oni odkryć, które nie tylko potwierdziły hipotezę o naszych łakomych mózgach, ale też wskazały na okresy największej „żarłoczności” i te, w których zapotrzebowanie mózgu przypomina dietę przed sezonem bikini. Co się okazało?

Po pierwsze, co dla wielu badaczy było zaskoczeniem, nasz mózg nie jest największym łakomczuchem zaraz po porodzie, ale kilka lat później. Po wyjściu z brzucha mamy dojrzewa sobie spokojnie i bierze tyle, ile mu potrzeba. Rośnie sobie, rośnie, ale reszta ciała rośnie jeszcze intensywniej. Skoki z rozmiarów 62 na 68, potem 74 i 86 są tak szybkie, że w szufladach każdej rodziny z pewnością kryją się dziecięce ubrania, których nawet nie zdążyliśmy wykorzystać. Ten wzrost fizyczny nieco spowalnia, ok 4 roku życia, co jednak wcale nie oznacza, że w ludzkim wnętrzu nastąpiło ogólne spowolnienie. Bo właśnie wtedy do głosu dochodzi najbardziej łakomy w tym okresie organ, czyli mózg.

Codzienność z 4 i 5-latkiem

Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd Wasze dzieci mają takie pomysły? Skąd ich wiedza, refleksje, cięte riposty i przemyślenia? Czy odpowiadając na tysięczne pytanie w ciągu dnia albo wysłuchując pełnych fantazji opowieści, myśleliście o tym, jak ogromną pracę wykonują mózgi Waszych dzieci?

Mózg cztero i pięciolatków dominuje nad wszystkim. Nad wszystkim innym w ich ciałach, nad łakomstwem innych organów i ich potrzebami. To on wysuwa się na prowadzenie i pędzi po kalorie niczym część z nas po czekoladę, gdy pada deszcz. W tej swojej zachłanności bierze dla siebie aż 66% energii zużywanej przez ciało, gdy jest w spoczynku i aż 43% w stanie aktywności (mówiąc o energii, naukowcy ci mieli na myśli glukozę, której pomiarów dokonywali i na tej podstawie analizowali łakomstwo mózgu na kolejnych etapach ludzkiego życia). Zarówno u chłopców, jak i u dziewczynek, to największe zapotrzebowanie na energię dla mózgu przypada na:

  • wiek 4;2-4;4 jeśli chodzi o zapotrzebowanie mózgu w stanie aktywności
  • wiek 3;8-4;0 jeśli chodzi o zapotrzebowanie energetyczne w stanie spoczynku

glukoza-ch-dz

To właśnie ten mózgowy apetyt, zdaniem Kuzawy i jego zespołu, może pomóc w wyjaśnianiu błyskotliwości czterolatków i spoglądaniu na te dzieci z podziwem, a może nawet zazdrością. Naszym dorosłym mózgom wystarczy już bowiem tylko połowa tego, co mózgom cztero i pięciolatków, są więc w stanie zadowolić się zaledwie 20% energii, którą zużywają nasze organizmy. Co więcej, mózgi dzieci 4 i 5-letnich stanowią ok. 6% masy ich ciała, podczas gdy mózgi dorosłych zaledwie 2%. Mózgi cztero i pięciolatków określane są mianem mózgów o najwyższym potencjalne, czyli największej ilości połączeń między neuronami.

14953538130_f8409d8508_z

źródło zdjęcia: UCI Research, flickr, cc

Czy zatem może jeszcze dziwić nas fakt, że nie jesteśmy w stanie nadążyć za naszymi cztero i pięcioletnimi dziećmi, skoro ich mózgi, nawet w stanie spoczynku, pochłaniają dwukrotnie więcej energii niż nasze w stanie aktywności?

***

Wiemy już, że nasze dzieciństwo trwa długo, bo nasz mózg lubi jeść. Wiemy też, że to właśnie jego apetyt ma związek z tym, że w pewnych okresach życia rośniemy wolniej, bo mózg więcej bierze dla siebie.

Może więc czas przestać mówić dzieciom, żeby dużo jadły, bo urosną?

Może warto przestać oczekiwać, żeby przy tym spokojnie siedziały, najlepiej w ciszy?

Można bowiem usiąść i z pokorą obserwować, jak jedzą, gadając przy tym bez przerwy, zadając setki pytań i wymyślając nowe nazwy dla dotychczasowych potraw. My już mamy to za sobą, a niesamowity czas dla ich mózgów właśnie trwa.

P.S. Jeśli zaciekawił Was ten temat i chcielibyście dowiedzieć się więcej, polecam Wam wykład Profesora Kuzawy, który można obejrzeć na YT. Wykład jest po angielsku, więc jeśli nie czujecie się dobrze w takiej formie, polecam Wam obejrzenie slajdów, które są tam prezentowane i które pokazują pewne zależności.

 

 

Bibliografia:

Kuzawa Ch.W., Chugani H.T., Grossman L.I., Lipovich L., Muzik O., Hof P.R., Widlman D.E., Sherwood Ch.C., Leonard W.R., Lange N. (2014). Metabolic costs and evolutionary implications of human brain development. Proceedings of the National Academy of Sciences, 111, 36, 13010-13015

Poleć ten tekst znajomym
  • Alicja K

    Och, to już teraz rozumiem dlaczego wieczorami to ja padam z wyczerpania. Mój mózg nie nadąża za mózgami synów:) Dzięki za ten tekst 🙂

  • taka_tam_myszka

    Eee a ja myślałam że to tylko mój 5latek jest takim geniuszem i już się szykowałam do telewizji śniadaniowej na rozmówki „jak to jest być matką laureta Nobla” 😉 Dziękuję za ten tekst, naprawdę ciekawy!

  • Storyland 14

    Ha, naprawdę bardzo ciekawe jest to wszystko. Jak ważne jest wychowanie w okresie rozwojowym naszych dzieci- to się nawet nie mieści w głowie, czasem widzę to w praktyce, spotyka się dzieci w tym samym wieku a tak bardzo różne od siebie…a wszystko zależy od tego czy rodzice poświęcają im każdą wolną chwilę a może zwyczajnie zostawiają samym sobie przed tv lub z tabletem w dłoni ;/