baner(3)
JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

Adaptacja do przedszkola – rozstanie

rozstanie

W kontekście adaptacji do przedszkola, napisałam już:

  • o zaufaniu i relacjach – tutaj
  • o perspektywie dziecka – tutaj
  • o książkach dla dzieci – tutaj

Dzisiaj czas na rozstanie, pożegnanie, oddanie dziecka pod opiekę nauczycielki. Co mówić, a czego nie? Jak się żegnać, jak nie? W jaki sposób wyjść, a jaki nie? To tylko kilka z pytań, jakie zadają rodzice i na jakie dobrze byłoby znać odpowiedź. Mój wpis jednak nie będzie dotyczył odpowiedzi i gotowców, ponieważ chciałabym rodzicielską uwagę skupić na czymś zupełnie innym.

Rodzice często szukają takich magicznych zwrotów, coś jak „czary mary, działa na wszystkich”. Problem w tym, że takich słów nie ma, a im bardziej się na nich skupiamy, tym dalej jesteśmy od tego, o co naprawdę w rozmowie chodzi. Pamiętam rok ćwiczeń na psychologii, których celem było opanowanie umiejętności prowadzenia rozmów z klientami. Pamiętam te scenki, klient – psycholog, dwa krzesła na środku i pełne skupienie kolejnych ćwiczących. To skupienie dotyczyło zwykle tego, co powiedzieć, jakie zadać kolejne pytanie, jak zareagować. I nie było w tym nic dziwnego, przecież byliśmy dopiero na etapie nauki. Nauki słuchania i słyszenia również, choć o tym zdarzało nam się zapomnieć.

Podobnie jest z rodzicielstwem. „Co powiedzieć?” to jedno z kluczowych pytań, bez względu na temat. Nic dziwnego, poradniki wręcz wypełnione są gotowymi dialogami, a zwroty na konkretne sytuacje są już dostępne niemal wszędzie. Problem w tym, że każdy dialog jest unikalny, niepowtarzalny, podobnie jak jego uczestnicy. Każde dziecko, czy w adaptacji, czy w innym momencie, jest inne i na swój sposób wchodzi w konkretne sytuacje. Dlatego ja sama wolę zadać sobie pytanie o to, co słyszę od dziecka, a nie to, o czym ja chcę mu powiedzieć.

Mogę więc usłyszeć, że tęskni i nie muszę dodawać do tego stwierdzenia, że wrócę za godzinę, więc nie ma co tęsknić. Mogę usłyszeć, że nie chce zostać beze mnie i nie wymaga to komentarza o tym, że inne dzieci zostają i będzie super, zobaczysz. Mogę też usłyszeć wiele innych rzeczy, być z nimi, pomilczeć, pokiwać głową, nazwać albo sprawdzić, czy usłyszałam to, co dziecko chciało mi przekazać. Czy usłyszałam nie tylko słowa, ale to, co za nimi może stać. I jak tak nastawię się na to, by usłyszeć, a niekoniecznie mówić, to już w zasadzie dużo więcej nie trzeba robić.

Mam takie doświadczenie, że empatyczne „yhm”, robi czasem więcej niż wystudiowane zdania. Nie oznacza to oczywiście, że to „yhm” to jakaś recepta, klucz. Ale czasem, kiedy dziecko mówi, że nie chce, że się boi, że chce do domu, usłyszenie tego wszystkiego, bycie obok i empatia właśnie, są tym, co może wspierać adaptację. Empatyczne słuchanie często otwiera drogę do komunikatów, które dotyczą tu i teraz, mojej rozmowy z moim dzieckiem. Pomocne wtedy może być nazywanie tego, o czym mówi nam dziecko („Widzę, że to dla Ciebie trudne”), sprawdzenie („Chciałbyś wejść tam ze mną?”), albo po prostu usłyszenie i zrobienie na to przestrzeni. Ważne też, aby w tym słuchaniu skupić się na dziecku, a nie na swoich emocjach, bo nawet jeśli ja się stresuję, obawiam i tęsknię, to to jest moje, nie dziecka. Ono nie musi wiedzieć, a nawet tej wiedzy nie potrzebuje, bo to kawałek mojej odpowiedzialności. Jemu i tak wystarczy to, z czym samo wchodzi do przedszkola, a rodzicielskie emocje niech takimi pozostaną, bo o nie mogę zatroszczyć się później.

Jest jeszcze coś, co wydaje mi się oczywistością, ale o tym napiszę. Adaptacja mocno bazuje na zaufaniu, również tym, którym dziecko obdarza rodzica. Dotyczy to nie tylko samego rozstania, ale też wszystkich ustaleń. Jeśli więc mówię, że przyjdę po obiedzie, to przyjdę. Jeśli coś ustalam, to tak jest. Wierzcie lub nie, ale dzieci czekają i doskonale pamiętają, na co się z Wami umawiały. Obserwuję to każdego roku, kiedy tuż przed obiadem, podwieczorkiem, drzemką, pojawia się pewien rodzaj napięcia, bo dzieci już czekają. I dobrze, żeby w tym czasie zmian, nie musiały przeżywać dodatkowych obaw albo rozczarowania.

I druga rzecz – rodzice często pytają, jak długo powinno być dziecko w pierwszych dniach. Nie ma reguły, ale zdecydowanie lepszą opcją jest niedosyt niż nadmiar. My dorośli stopniowo adaptujemy się do zmian, np. nowych zasad w pracy albo nawet pogody, więc pamiętajmy, że dzieciom takie „skoki” też niekoniecznie pomagają.

Mała dygresja

Czytam ostatnio dużo wpisów o adaptacji. Grupy facebookowe aż kipią od pytań, wątpliwości, porad. Ktoś opisuje coś ważnego albo pyta, ktoś inny odpowiada, podpowiada, dopowiada. Ja też chciałabym coś dopowiedzieć.

Relacja. Moim punktem wyjścia do poszukiwania strategii i pomysłów na adaptację jest zrozumienie jej istoty. Dla mnie adaptacja to czas, w którym chodzi o kontakt, a potem relację. Nie o zapoznanie się z budynkiem, podpisanie krzesełka albo wieszaczka w szatni, a o nawiązanie kontaktu. Przy takim rozumieniu, celem adaptacji jest stopniowe nawiązanie kontaktu i zbudowanie zaufania wobec dorosłych, którzy na te kilka godzin mają przejąć opiekę nad dzieckiem. Ten kontakt i zaufanie dotyczy rodziców, ale też, a może przede wszystkim, dzieci. Przejść spod skrzydeł rodzica, pod skrzydła nauczyciela. W miarę możliwości bezpiecznie i z przekonaniem, że nie jest to już dla mnie (dziecka) zupełnie obca osoba. Jeśli dorośli zrobią na to wszystko przestrzeń, zwiększa się szansa na to, że ów kontakt stanie się wstępem do relacji. Relacji, w której poznaję kogoś, komu zaufali moi rodzice. Komu oddali mnie pod opiekę, a nie kto wziął mnie siłą i w pośpiechu. Zobaczcie  – rodzice oddali mnie pod opiekę, nikt mnie im nie wyrwał.

Relacja i bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo nie tylko w sensie samego stworzenia atmosfery, ale też zaspokojenia potrzeby. Unikanie zmian, odpieluchowania na siłę, odstawiania od piersi na siłę, zachowywania się „poprawnie”, bo w przedszkolu „nie wypada”. Bezpieczeństwo, czyli przekonanie, że dobrze jest zostawić te pewniki, które dają dziecku oparcie i stały ląd. Że jeśli możemy sobie na to pozwolić, to nie łączymy przeprowadzki z adaptacją albo nie oddajemy starszaka do przedszkola, jeśli kilka dni wcześniej urodził mu się brat lub siostra. A jeśli nawet to wszystko się dzieje, to szukamy strategii, by to poczucie bezpieczeństwa zapewnić. Jak? Np. poprzez stopniową adaptację, poprzez danie dziecku prawa do różnych emocji, poprzez taką organizację czasu po przedszkolu, w którym ładowanie akumulatorów dziecka jest ważniejsze od pracy, obiadu z dwóch dań i wszystkiego innego. Oczywiście większość rodziców pracuje i nie może sobie pozwolić na szaleństwa w tym czasie, ale warto pamiętać, że adaptacja dotyczy pewnego okresu czasu, który możemy zaplanować, zwłaszcza, że nie zdarza się to co miesiąc.

Relacja, bezpieczeństwo i szukanie porozumienia. Dwa tygodnie temu brałam udział w spotkaniu na południu Polski, które zorganizowała pewna mama. Wszystko zaczęło się od tego, że nie miała w sobie zgody na sposób, w jaki w przedszkolach, m.in. podczas adaptacji, traktuje się dzieci. Małe miasto, ktoś mógłby powiedzieć „nie da się”, tymczasem na spotkaniu było tylu chętnych, że trzeba było zmieniać miejsce i powiększać salę. Po co o tym piszę? Bo od takich spotkań zaczynają się zmiany, nawet te małe. Rozmawialiśmy o adaptacji właśnie. O tym, że czasem nie ma wyboru placówki, a druga strona wcale nie planuje adaptacji. O tym, że zawsze można szukać dialogu, bez roszczeń, oczekiwań i ocen. Dialogu, porozumienia, kompromisu. Próbujcie, bo to w Was jest ta moc do zmian.

***

P.S. Jutro dla wielu z Was i Waszych dzieci, również dla nas i naszej córki, początek czegoś nowego. Przypuszczam, że tak, ja ja, możecie patrzeć na swoje dzieci i zastanawiać się, kiedy ten czas minął? Trzy lata, może mniej, jak chwila. Z adaptacją, z trudnymi chwilami i emocjami, pewnie będzie podobnie. Pamiętajcie, że nie ma jednego wzorca wchodzenia w społeczność przedszkolną i że każde dziecko może reagować zupełnie inaczej. Dajcie dzieciom i sobie dwie rzeczy – czas i empatię. Powodzenia!

Poleć ten tekst znajomym
  • Powodzenia dla Was i Zosi. Za nami już adaptacja syna (miał 2 lata i 9 miesięcy) i córeczek (miały 2 lata i 2 miesiące). Wiedziałam,że powierzamy je mądrym osobom i robimy to w najlepszy dla nas sposób. Mimo to cieszę się,że to już za nami;)

    • Dzięki Iza! Jesteśmy po minimontessori rocznym, więc wierzę, że to nie będzie taka zupełna nowość.

  • Ania Brzezińska

    mój syn jutro zaczyna przygodę z przedszkolem… przedszkolem państwowym, w którym nie ma czegoś takiego jak adaptacja… przedwczoraj poszliśmy do placówki, obejrzelismy salę i łazienkę, poznaliśmy jedną z pań, przypisanych do jego grupy, chwilę pobawił się na placu zabaw i tyle. jutro planuję przyprowadzić go przed 9 i odebrać po obiedzie, czyli około 12.30…. czy 3,5 godziny na pierwszy dzień (bez adaptacji) to może za długo? a co, jeśli w ogóle nie będzie chciał pójść z panią do sali, zwłaszcza że to może być ta druga pani, której jeszcze nie znamy….. a co jeśli w piątek nie będzie nawet chciał słyszeć o wyjściu po raz drugi do przedszkola, bo już będzie wiedział, o co w tym chodzi – że nie mogę tam z nim zostac…. niestety nie mam wyboru przedszkola.

    • Czasem nie ma wyboru i zostaje nam taka rzeczywistość, jaką mamy. Pomyślałam o tym empatycznym słuchaniu tego, co może mówić, wyrażać syn. Czasem przyznanie, że wiemy, że coś może być trudne albo nazwanie tego, o czym dziecko mówi, pomaga w tym procesie.

  • Anita

    Trzymam za Was kciuki, u nas to był koszmar

  • Ania

    A jak postępować z 6 letnim dzieckiem, które mieszka od 3 lat poza Polską, od 2 lat chodzi do szkoły i po raz kolejny reaguje złością a nawet agresją na wiadomość, że wakacje się skończyły i pora do szkoły? Płacze i mówi, że chce do polskiej szkoły…Tłumaczenia nie pomagają. Boję się, że taka niechęć do szkoły, poranne wpychanie do klasy odbiją się na Jego psychice i przyszłości. Jak Mu pomóc? Już nawet biorę pod uwagę powrót do Polski, bo nie możemy sobie z tym poradzić.

    • Trudno odpowiedzieć w oparciu o krótki opis. Czy szukaliscie Państwo pomocy u jakiegoś psychologa? Czy w tej szkole jest psycholog?

      • Ania

        W szkole jest pedagog szkolny, do którego trafiają tzw. trudne przypadki. Do tej pory nie szukaliśmy pomocy u psychologa, ale teraz dostęp będzie trochę łatwiejszy, bo od soboty mój syn będzie chodził do polskiej szkoły a tam są spotkania z psychologiem. Myślę sobie, że ta niechęć do szkoły może wiązać się z tęsknotą za dziadkami w Polsce, za tym, że tam ciekawie spędza czas, no i wszystko rozumie co do niego mówią…Dzisiaj jesteśmy po pierwszym dniu w szkole. Było dobrze, może nie entuzjastycznie ale poprawnie. Żeby podnieść ważność wydarzenia tata poszedł z nami:) Wczoraj były nerwy, ale po całym dniu wymyślania takich argumentów, które byłyby ciekawe dla mojego dziecka stwierdził: Mamo jutro będzie fajnie!

  • taka_tam_myszka

    O to ja źle robiłam, bo często mówiłam, że też tęsknię, że też nie mam na to ochoty. Może faktycznie to było dodatkowe obarczanie moim uczuciami, chociaż dla mnie to była taka wspólnota uczuć. Mówiłam synkowi, że będę o nim myśleć i wysłać mu niewidzialne buziaki. U nas to się sprawdzało.
    On już chodzi trzeci rok, więc dla nas to nie nowość. Ale zauważyłam ciekawą rzecz, którą się podzielę. Dużo z nim rozmawiamy o tym co sie dzieje w przedszkolu. I od czasu do czasu pojawia się motyw, że ktoś w przedszkolu płakał. I jak pytam dlaczego odpowiedź jest zawsze taka sama w różnych wariantach i mój syn mówi to jakby tłumaczył najoczywistszą rzecz na świecie: „bo chciał do swojej mamy, bo chciał do swojego domu albo do swojego taty” 🙂 I tyle, nie że pani nakrzyczała, czy że się kłócił z dziećmi, po prostu tęsknota. I dla mojego synka to jest tak oczywiste uczucie i zachowanie jak oddychanie dla nas. Niedawno przypadkiem w godzinach pracy znalazłam się pod przychodnią, gdzie chodzimy z synkiem, kiedy jest chory. Mimo że oczywiście nie lubię tych momentów, to jednak to są takie chwile kiedy jesteśmy dodatkowo razem. I ja wtedy też miałam taki moment, że po prostu „chciałam do swojego synka” 🙂

    • Mag Juk

      „Chciałam do swojego synka” – cudowne 🙂 I takie proste :)))

  • Ania S

    Nie jestem pewna swojej decyzji o zapisaniu córeczki do przedszkola. Coreczka za dwa tygodnie skończy 3 lata ja natomiast jestem w 6 miesiacu ciąży. Mam poczucie winy, że będąc w domu zdecydowalismy się ją posłać. Wczesniej uwazalam ze zabawa z innymi dziećmi jest jej potrzebna i atrakcje, ktorych jej juz nie moge zapewnic w pelni. Dotyczczas bylysmy razem z 4 miesieczna przerwą na prace rok temu. Jestesmy po pierwszym dniu. Przez caly dzien bylam z nią, wyszlam na godzinę w trakcie.w sumie bylysmy od 8:30-13:00. Kiedy wychodzilam płakała. Wytlumaczylam ze wroce po nią i opiekunki nastawily minutnik. Wrocilam gdy zadzwonil. Nie plakala tylko się mocno przytulila, kiedy mnie zobaczyla,natomiast pozniej pilnowala zebym nie znikala jej z oczu ale bawila sie sama. Mam wrazenie jakbym jej krzywde robiła :(((

  • Aga

    Pani Anito, bardzo ciekawy artykuł 🙂 Dziękuję!
    Jesteśmy po 5-dniowej adaptacji, w małym prywatnym, językowym przedszkolu, siedmioro dzieci, 2 ciocie na stałe, czasami dodatkowa dochodząca. Grupa już zintegrowana, dzieci razem były tam w grupie żłobkowej. Warunki teoretycznie OK, ale jest ale, paniom nie za bardzo chce się poznawać nowe dziecko, które burzy im cały układ w grupie oraz harmonogram dnia. Nie widzę, żeby któraś z cioć próbowała nawiązać z nim więź, tak by mógł zwrócić się do niej kiedy ma problem, że marchewka się wymieszała z groszkiem 🙂 Mój syn jest niespełna trzylatkiem, który mówi w 3 językach, ma ojca Włocha, w domu mówimy po angielsku, mieszkamy w Polsce, więc Polski jest jego pierwszym językiem. Interesuje się literami i cyframi, odkąd pamiętam, więc teraz czyta i dodaje, lubi zgłębiać wiedzę, mapy, flagi, maszyny itd. Taki typ, nikt go specjalnie do tego nie zachęca taki jest. Rozwój społeczny, emocjonalny i fizyczny nie idzie u niego w parze z intelektualnym. Nigdy nie chodził do żłobka, nie lubił zabaw grupowych, gordonek, klubików i innych, świetnie bawi się sam. Postanowiliśmy podjąć próbę przedszkolną, która póki co kończy się mega buntem, totalnym brakiem zainteresowania zabawami w grupie, niepodporządkowaniem się wszystkim zasadom tam panującym i agresywnym zachowaniem w stosunku do innych dzieci. Dyrektor przedszkola zadzwoniła dziś do mnie sugerując, że powinnam udać się z nim do poradni integracji sensorycznej, bo jego zachowanie może wskazywać na zaburzenia w tej dziedzinie, ja osobiście tak nie uważam, myślę raczej, że agresja i bunt wynika u niego z nieumiejętności wyrażania emocji i lęku przed nowym środowiskiem, ale jak stwierdziła pani dyrektor, musi mnie o to prosić, żeby mu pomóc w razie problemu, ale tez aspekt dobra innych dzieci ma na względzie. Więc pytanie do Pani, czy mogłaby Pani polecić jakiegoś psychologa., lub placówkę, która mu zrobi testy i ogólnie zajmie się zdiagnozowaniem problemów społecznych mojego synka. Bardzo bym chciała się spotkać z Panią, bo bardzo Panią cenię, ale nie wiem czy jest taka możliwość.
    Pozdrawiam serdecznie, Aga

  • Joanna

    Witam, z zainteresowaniem przeczytałam ten artykuł – mój syn ma 3 lata i 8 miesięcy i od dwóch tygodni przyzwyczajamy się do przedszkola. Mieszkamy na wsi, wiec wyboru przedszkola nie ma. I o ile pierwszy tydzień synek chodził chętnie, o tyle potem stwierdził, ze w przedszkolu jest nudno… I że już nie będzie chodził… Starałam się wypytywać Go kiedy mu się nudzi, co my się nudzi… Pani wychowawczyni mówi, ze chętnie wykonuje różne zadania, lubi śpiewać, malować. Mi się wydaje, ze problemem może być nawiązywanie relacji z innymi dziećmi – może potrzebować trochę pomocy w znalezieniu wspólnej płaszczyzny z drugim dzieckiem…. Dzisiaj przez godzinę siedziałam z nim w przedszkolu na korytarzu na ławeczce i przekonywałam aby został… Był płacz, tulenie, tłumaczenie, ze za dwie godziny będę po ni ego, i nic. Nie zostanie o już, on poczeka aż Zosia – jego siostra 2-letnia urośnie i będą chodzić razem 😊. Skończyło się tak, ze powiedziałam mu, ze idziemy do sali, pod drzwiami daje mi buziaka i ja idę. Pani musiała Go trochę przytrzymać, ale został… Po dwóch godzinach byłam i pani mi mówi, ze wszystko bylo ok, synek też zadowolony. Do tej pory się zastanawiam czy dobrze zrobiłam… Z jednej strony płaczący i wyrywający się syn, z drugiej strony- czy ustąpienie i zabranie Go do domu nie utrudniło by tylko tego wszystkiego? Panie w przedszkolu uważają oczywiście, ze za bardzo się z nim cackam…

    • Mag Juk

      Oooo no to ja miałam dziś identyczną sytuację i identyczny dylemat. Jestem ciekawa, jak to się u Pani potoczyło 🙂