baner(3)
GDYBAMY JESTEŚMY BLISKO

Co może zdziałać cała wioska, czyli o Festiwalu Rodzicielstwa Bliskości

12495123_1605224833136305_6971799187186644713_n

Kiedy rok temu zaczynał się pierwszy Festiwal Rodzicielstwa Bliskości, siedziałam w domu uziemiona przez jakieś paskudne przeziębienie. Pamiętam ciekawość, z jaką oglądałam zdjęcia i ten żal, który towarzyszył mi, kiedy słuchałam opowieści o wyjątkowości tego wydarzenia. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że rok później będę częścią Festiwalu Rodzicielstwa Bliskości. Częścią, bo od momentu, w którym dostałam zaproszenie, czuję się właśnie jak część czegoś wyjątkowego, a nie tylko prelegent, który przyjedzie, wygłosi wykład i wróci do domu.

Zanim dojdzie do mojego wykładu, zanim poprowadzę warsztat, minie jeszcze trochę czasu (program FRB2016 tutaj). Jeśli jesteście ciekawi ludzi, którzy tworzą Festiwal i myśli, które im przyświecają, przeczytajcie poniższy tekst. To zapis wymiany zdań, która była możliwa dzięki mailom, choć ja cały czas czułam się tak, jakbyśmy po prostu siedzieli wszyscy razem, pili kawę i rozmawiali o tym, co w Łodzi wydarzy się już we wrześniu. Więcej o bohaterach tej rozmowy, przeczytacie tutaj

Czy możecie mi opowiedzieć o tej pierwszej iskrze, momencie, w którym pojawiła się wspólna myśl o Festiwalu? Kto na to wpadł, w jakich okolicznościach? Czy pamiętacie jeszcze ten moment?

Monika Wilkowska: Zanim w naszej rodzinie pojawiła się H. po raz pierwszy od długiego czasu miałam czas. Na oczekiwanie, na przygotowywanie się do jej przyjścia na świat. Dla nas, dla siebie. Nie pamiętam już w jaki sposób dowiedziałam się o warsztatach organizowanych przez Dorotę Grodecką. Tam spotkałam Agnieszkę Stein i Monikę Szczepanik, poznawałam nowych ludzi, po raz pierwszy usłyszałam o rodzicielstwie bliskości i Porozumieniu bez przemocy.

Poznałam Justynę Makulec, która też czekała na swoją H. Zaczęłyśmy się spotykać, rozmawiać, wspierać. Rozmawiałyśmy o radościach i trudnościach, o tym, co nas wspiera i czego potrzebujemy. Potrzebowałam innych ludzi, innych dorosłych. Brakowało mi przestrzeni dla siebie z dzieckiem. Chciałyśmy z Justyną spróbować spotkać ludzi, których poznawałyśmy na warsztatach i zobaczyć, co się wydarzy. Agnieszka Stein w swoich książkach pisała o tym, że „do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska”. Byłyśmy ciekawe, czy rodzice w Łodzi takiej wioski potrzebują. Pierwszy raz spotkaliśmy się w październiku 2014. Wiedziałyśmy, że w różnych miejscach w Polsce odbywają się festiwale dedykowane rodzicom i dzieciom. Justyna zaproponowała, żeby taki festiwal zorganizować w Łodzi.

Długo potem o tym rozmawiałyśmy. Pamiętam, że decyzję podjęłyśmy siedząc na ławce w parku Staszica w Łodzi:) Szybko okazało się, że jest przynajmniej kilka osób, które chcą ten festiwal współorganizować. Było dużo entuzjazmu, pomysłów i radości. Odwagi dodawał nam fakt, że wszyscy zaproszeni przez nas goście zgodzili się przyjechać wiedząc, że nie wiemy, czy i ilu sponsorów uda nam się pozyskać i czy ludzie zechcą przyjść na festiwal. Nie planowaliśmy dużego wydarzenia do dnia, w którym udało nam się znaleźć piękne miejsce – ArtInkubator w Łodzi. Piękną, zrewitalizowaną pofabryczną przestrzeń. Bardzo łódzką. Przestrzeń, gdzie mogły się odbyć warsztaty i dokąd mogły przyjść całe rodziny.

W jakiej grupie zaczynaliście? Z jakim nakładem czasu i energii?

M.W.: Marysia Astemberg Kaczmarek, Marcin Kaczmarek, Dorota Grodecka, Agnieszka Chojnacka Gawińska, Magda Kolasa, Justyna Krakowiak, Justyna Makulec, Renata Ostrowska – Kujawska, Agata Sadza, Karolina Szczęsna, Monika Wilkowska, Tola Żelechowska, przy wsparciu Mariusza Zalewskiego, naszych partnerów i mężów

Magdalena Kolasa: Zanim wypracowaliśmy sobie system spotkań i komunikacji, trochę to trwało. Na początku założenie było takie, że najlepiej będzie widywać się w realu. Szczególnie dla mnie było to ważne. Komunikacja wirtualna niesie czasem ze sobą dużo nieporozumień. Niestety potem okazało się że zgranie w jednym czasie, tylu osób, graniczy z cudem, a do podjęcia decyzji potrzebna była zgoda wszystkich osób z grupy (działamy niczym w organizacji turkusowej :)). Każdy z nas ma małe dzieci plus większość regularną pracę. Pogodzić to z organizacją festiwalu to wyzwanie. Dlatego  łączną liczbę organizatorów trzeba mnożyć przynajmniej razy dwa – bez wsparcia ze strony partnerów, rodziny nie dalibyśmy rady. W końcu stanęło na cotygodniowych, nocnych, czwartkowych skype’ach i bieżącej komunikacji na grupie fb.

Justyna Krakowiak:  Ja dołączyłam bardzo późno. Choć i tak mam wrażenie udało mi się wziąć udział w większości działań. Pojawiłam się akurat, kiedy zakiełkowała myśl o pikniku, który miał zachęcić ludzi do tego, żeby byli z nami jesienią. Pracy było dużo, projekt wielki i oczekiwania. Ta praca sprawiła, że wsiąknęłam na dobre. Potem, już po samym festiwalu, trudno mi było bez naszych co czwartkowych internetowych spotkań. Bo właśnie tak powstaje ten Festiwal. Wszyscy jesteśmy rodzicami, mamy swoje obowiązki jako pracownicy, jako domownicy, jako partnerzy…. Mieszkamy nie tylko w różnych punktach Łodzi, ale także świata:) Nie ma takiej możliwości fizycznej żebyśmy spotykali się raz czy dwa razy w tygodniu po to, by dopieszczać szczegóły imprezy. Spotykamy się więc za pośrednictwem internetu. Późnym wieczorem, regularnie.

Pod koniec pracy mam wrażenie, że opadałyśmy już z sił. Nikt z nas nie wiedział, z czym wiąże się organizacja takiej imprezy. wymagało to od nas naprawdę niezłej organizacji, determinacji i wiary w to, że może się udać. I wiara nie poszła na marne, bo udało się, a teraz robimy drugą edycję…:)

rece

Czy oprócz zapału, były też obawy? Jeśli tak, to czego dotyczyły?

M.W.: Śmiałam się, bo przy organizacji przypomniał mi się cytat z „Ziemi Obiecanej” – „ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic. (…) To razem właśnie mamy tyle (…), żeby założyć wielką fabrykę”. W zasadzie na początku mieliśmy tylko zapał i mało czasu. Nie wiedzieliśmy, czy i ile pieniędzy uda nam się zdobyć. I czy zdążymy. Okazało się też, że mając dzieci i pracując jednocześnie, nie udaje się nam wszystkim spotkać. Zaczęliśmy spotykać się na skypie, późnym wieczorem, kiedy nasze dzieci już spały albo nie. Nie planowaliśmy dużego wydarzenia, w trakcie przygotowań pojawiały się warunki, możliwości i ludzie, dzięki którym festiwal mógł się odbyć.

M.K.: Główne obawy dotyczyły jednak sfery finansowej, na ile będziemy wstanie wynagrodzić ekspertów, czy wpływy z biletów starczą na pokrycie kosztów promocji, wynajmu itd.

Marysia Astemberg – Kaczmarek: Pamiętam wielką obawę o to, czy ludzie będą chcieli przyjść na festiwal, ile osób przyjdzie i czy sprzedamy bilety. A później, 12.00  w południe, rusza sprzedaż, podglądam na platformie, jak się sprzedają bilety i relacjonuję na fb i  nie mogę uwierzyć – bilety na warsztat z Agnieszką Stein rozeszły się w 12 minut. Minęła 13.00 a my mamy prawie wszystkie bilety zarezerwowane 🙂

J.K.: Jeśli o mnie chodzi, to przy pierwszej edycji we mnie obaw było znacznie mniej niż zapału. to raczej mnie trzeba było hamować. „eeeejjjjj dobra, to się okaże na miejscu….. no dobraaaa to się zobaczy…….” o taką miałam postawę. na żywioł i tyle:) To nasza głowa operacyjna, czyli Monika Wilkowska nalegała, żebyśmy jednak o wszystkim dyskutowały. żeby przemyśleć każdy najdrobniejszy szczegół i nie zostawiać nic przypadkowi – jak się okazało miała rację.

Pierwsza edycja Festiwalu, pierwszy dzień, pierwszy panel – czy pamiętacie jeszcze, o czym wtedy myśleliście? Co czuliście?

M.W.: Najlepiej pamiętam chyba emocje, które towarzyszyły mi podczas kolejnych dni. Pierwszego dnia czułam najwięcej napięcia. Drugiego dnia, kiedy okazało się, że wszystko dobrze się dzieje poczułam rozluźnienie i radość. Sponsorem trzeciego dnia było wzruszenie:)

M.A-K: W trakcie panelu otwierającego czułam początkowo duży stres, bo w głowie miałam to, ile jeszcze rzeczy mamy do zrobienia i niepewność, jak nam się uda ta pierwsza edycja. A potem wielkie niedowierzanie – WOW TO się dzieje, NAPRAWDĘ.

Dorota Grodecka: Jako osoba odpowiedzialna za techniczne i logistyczne aspekty festiwalu, czułam olbrzymie zdenerwowanie. W głowie latały myśli, czy mikrofony zadziałają, czy będę pamiętała jak je przyciszyć, bo nigdy wcześniej nie robiłam tego. Był niepokój o to, czy festiwalowicze znajdą sale, czy prelegenci dojadą.

M.K.: Jeju, to naprawdę był duży stres dla mnie. Czy o wszystkim pomyślałyśmy, czy wszystko jest dopięte tak, jak chciałyśmy, jaki będzie oddźwięk od uczestników, jaki kolejny punkt programu, kto powinien iść pod sale konferencyjną, czy już, czy jeszcze poczekać, sprawdzanie wszystkiego po kilka razy. Później puściło. W niedzielę, na panelu Agnieszką Pietlicką i Moniką Szczepanik, płakałam razem z Justyną, reszta chyba też była wzruszona. Nie chodziło tylko o napięcie związane z organizacją, ale w ogóle o jakość mojego życia. Coś się wtedy we mnie uwolniło i to w dużej mierze dzięki dziewczynom.

J.K.: Pierwszego dnia nie pamiętam. Mam takie urywki: zabieganą Dorotę, która odpowiada za organizację przestrzeni. Justynę i Monikę, które sprawdzają czy wszystkie karteczki zgadzają się na recepcji, czy bilety są ułożone odpowiednio, Magdę ubraną niezwykle elegancko i Agnieszkę, która zerka w kierunku kącika dla dzieci…. To takie pełne spięcie i gotowość do działania. I euforia. że oto jest, że się zaczyna, że się uda. Po tym, jak szybko sprzedały się bilety wiedziałam, że nie robimy tego tylko z potrzeby naszych serc. Wiedziałam wtedy, że się uda.

A jakie były Wasze refleksje po?

D.G.: W wieczór kończący Festiwal popłakałam się z emocji i wzruszenia. Że się udało. Że wszystko zadziałało tak, jak to skrupulatnie planowaliśmy. Że poradziliśmy sobie z niezapowiedzianymi historiami, jak choroba dziecka jednej z prelegentek. Że dokonaliśmy tego. Razem.

J.K.: Największe refleksje przyszły w niedzielę, czyli ostatniego dnia. Prowadziłam tego dnia panel. Wspólnie z Dorotą Grodecką rozmawiałyśmy z Agnieszką Pietlicką i Martą Sikorską. Rozmawialiśmy o dbaniu o siebie. W trakcie tej rozmowy podniosły się głosy, jak ważne jest to, by znaleźć wokół siebie taką cała wioskę, jakie ona daje wsparcie – bo daje oparcie. bo nie ocenia. Jest po prostu. Ludzie mówili o swoich emocjach, o tym jakiego wsparcia doświadczyli. A.Pietlicka mówiła też o odpoczywaniu dla następnych pokoleń – to była krótka wzmianka, która mocno zabrzmiała mi w sercu. że odpoczywając pokazujemy też naszym dzieciom – córkom, że one maja do tego prawo. Ten panel był dla mnie wyjątkowy. czy to ze względu na zbliżające się zakończenie Festiwalu, czy ze względu na poruszające historie ludzi… Rozpłakałam się w trakcie i trudno mi było powstrzymać łzy do końca dnia. Dorota Grodecka wcisnęła mi przed tym panelem do ręki bilet na to spotkanie mówiąc, że to na pamiątkę. Nie jestem sentymentalna więc mruknęłam „dziękuję”, ale….. trzymam ten bilet w portfelu jak najcenniejszy skarb. Dzięki Dorota, że pomyślałaś o mnie wtedy.

M.A-K.: Po pierwszym panelu usiadłyśmy w Tekturze po raz pierwszy wszystkie razem, w jednym miejscu. Niesamowite było to, że niektóre z nas tego dnia zobaczyły się po raz pierwszy, bo do tego momentu kontaktowałyśmy się tylko przez internet. Nie zapomnę, jak Dorota chciała jeszcze dogadać wpuszczanie uczestników do sal na warsztaty, a my przegadywałyśmy się nawzajem, rozmawiałyśmy w podgrupach, zupełnie inaczej niż przez ostatnie pół roku na skype, kiedy trzeba było czekać, aż druga osoba skończy, bo byłby całkowity chaos. A tu nagle „wolność konwersacji”.

Po całym festiwalu czułam ogromną satysfakcję, jak nam się udało w tak krótkim czasie zrobić festiwal. I wdzięczność, że mogłam w tym uczestniczyć. Jednak najwspanialsze jest dla mnie to, że mogę współtworzyć festiwal z tak niesamowitymi ludźmi, z którymi czuję podobnie i którzy przez ten czas zagościli w moim sercu.

M.K.: Duża wdzięczność. Radość, że naprawdę było blisko, że czuć było tę wspólnotę wśród uczestników. Też takie poczucie sprawczości, że chcieć to móc. Można zrobić coś ważnego i wartościowego bez środków finansowych, siła tkwi w ludziach.

Jak wyglądały prace nad drugą edycją? Kiedy się rozpoczęły, jakie były etapy?

D.G.: Prace zaczęły się jeszcze w trakcie przygotowań do edycji pierwszej. Pomysłów było więcej niż możliwości. Doświadczenie pokazało także, że dla większego spokoju potrzebujemy więcej czasu, więc po około miesiącu od zakończenia FRB2015, zaczęliśmy myśleć o FRB2016.

M.W.:  Praca nad drugą edycją była dużo łatwiejsza. Pierwszą robiłam ze znajomymi, drugą z przyjaciółmi. Lubimy się i różnimy. Korzystamy z tej różnorodności widzenia, wiedzenia, doświadczeń. To jest dla mnie chyba jedno z najcenniejszych i najpiękniejszych doświadczeń przy pracy nad festiwalem. Doświadczenie wspólnoty i przyjaźni. Pamiętam skype’y festiwalowe, nie potrafię ich policzyć. Pamiętam też wiele rozmów telefonicznych niefestiwalowych, o tym: Co u ciebie słychać? Jak się masz? Chcesz pogadać? Potrzebujesz czegoś? Słuchaj, mam coś dla Ciebie.

Kiedy odpoczęliśmy po pierwszej edycji, spotkałyśmy się zdecydowałyśmy, że zrobimy kolejną. Nie wszyscy mogli się zaangażować, w grupie pojawiły się nowe osoby, Monika Tynenska i Mariusz Zalewski, który wspierał nas już podczas przygotowań do pierwszego festiwalu. Ponieważ pierwszy festiwal spotkał się z dużym zainteresowaniem,  postanowiliśmy, że poprosimy dyrekcję Artinkubatora o udostępnienie nam większej przestrzeni, żebyśmy mogli zrealizować pomysły, które pojawiły się podczas i po pierwszym festiwalu.

J.K.: Druga edycja chodziła nam po głowach od samego początku a kiedy już zapadła decyzja, okazało się, że jedyny termin, który jest dla nas dobry to wrzesień. Był styczeń, a my musiałyśmy ruszyć z kopyta, żeby zdążyć i zrobić całe mnóstwo rzeczy zanim zaczną się wakacje. To pół roku… To potwornie mało czasu!

Monika Tynenska: Dla mnie druga edycja jest pierwszą jako organizatorki. Byłam i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem nakładu pracy i energii wkładanej w przygotowania. Dzielimy się zadaniami i wykonujemy je obok codziennej pracy. Spotykamy się też online regularnie co tydzień, w godzinach nocnych i długo rozmawiamy o wszystkich tematach organizacyjnych – między innymi o programie, przestrzeni, komunikacji z uczestnikami. Często siedzimy do późna, chowając się, żeby nie obudzić rodziny. 

FRB_FB_widzeciebiewidzesiebie

Widzę Ciebie, widzę siebie – mówicie o tym, że w tym roku wektor skierowany jest na rodzica – co to dokładnie oznacza?

D.G.: Hasło FRB2016 ma dla mnie szerokie znaczenie. Widzę, że jako rodzice doskonale potrafimy dbać o dziecko i jego potrzeby. Widzę też, że dużo to rodziców kosztuje. Zapominając o sobie, zapominają, że są największym zasobem dla swojego dziecka. Jednocześnie mam taką głębszą myśl, że dzieci pokazują nam doskonale nasze „deficyty”, że są naszymi najlepszymi nauczycielami. Zobaczenie siebie w drugim człowieku jak w lustrze, daje szanse na zmianę. Pochylenie się nad trudnością, jaką ma dziecko może pozwolić na konfrontację ze sobą. Będąc w relacji z dzieckiem, nie mamy szansy tego ominąć, wyminąć, udać, że nie ma. Stajemy z tym twarzą w twarz. Widzę siebie, widzę ciebie to relacja także na innym poziomie. To tez wyraz moich, naszych relacji ze światem. Jeśli widzę siebie, to mam świadomość siebie i mam większą szanse zrozumienia tego, co jest wokół mnie. Mam szansę zrozumieć otaczający mnie świat, a jeśli coś rozumiem, to się tego nie boję. Bez strachu żyję spokojniej, łatwiej, pełniej. Wystarczy zobaczyć siebie, zobaczyć ciebie.

M.W.: Pierwsza edycja była o rodzicielstwie bliskości, o tym, czym jest, czym nie jest, czym może być. Szukając inspiracji do drugiej edycji, zadawałam sobie pytanie, co interesuje ludzi, o czym rozmawiają, a o czym nie. Korzystaliśmy z doświadczeń ze spotkań w Całej Wiosce. Dużo rozmawialiśmy o tym w grupie organizatorów. Wsłuchiwaliśmy się w opinie, że rodzicielstwo bliskości bywa/jest trudne. Zastanawialiśmy się, dlaczego. Z czym sami mamy trudności. I tak pojawił się temat bycia rodzicem, widzenia siebie, swoich potrzeb. Bycia w relacji ze sobą i z innymi. Dbania o te relacje i o siebie. I że nie zawsze jest to łatwe, że czasem o sobie zapominamy.

J.K.: Dla mnie to trochę jak wzajemne oddziaływanie. Monika Wilkowska ma na tę okazję świetne porównanie – jeśli jedziemy w trasę i kończy się paliwo, zapala się kontrolka. Jeśli ją zignorujemy, samochód stanie. I nie ruszy się, choćbyśmy nie wiem jak prosili. Trochę podobnie jest w relacjach. Jeśli chcemy zadbać o drugiego człowieka, jak mamy to zrobić, jeśli nie zadbamy o siebie? Tu też w pewnym momencie skończy się paliwo.

M.A-K.: Podczas pierwszej edycji największym powodzeniem cieszyły się warsztaty i spotkania, na których to właśnie rodzic był w centrum zainteresowań. Na spotkaniach Całej Wioski, czy grupach na FB dotyczących RB, też często poruszany był temat rodzica właśnie – jakie ma trudności w rodzicielstwie, jak może sobie pomóc. Zauważyłyśmy, że rodzice na początku swojej rodzicielskiej przygody skupiają się bardzo na dziecku, co jest oczywiste, ale często zapominają o sobie. Ja sama tego doświadczyłam. Najśmieszniejsze jest to, że czytając książki dot. RB na początku mojego macierzyństwa, w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Okazało się, że to także doświadczenie wielu rodziców. Dlatego chciałyśmy podkreślić to w tegorocznej edycji, powiedzieć – Hej, rodzicu, ty też jesteś ważny w tej relacji, tak samo ważny.

M.K.: Pierwsza edycja mocno nam uświadomiła, jak ważne jest dbanie o siebie. Widzenie potrzeb dziecka, członków rodziny bez zaspokojenia własnych, bardzo wyczerpuje. W konsekwencji mamy mniej sił, by być dalej dla nich wsparciem, na co oni też na swój sposób reagują. Trochę jak w naczyniach połączonych – jak jednemu się przeleje, to drugiemu też wyjdzie górą. Widzieć siebie to być blisko tego, co w danym momencie chcemy, a czego nie chcemy, co lubimy, a co lubimy mniej. Być #wzgodziezesobą. Widzieć Ciebie z kolei, to bycie uważnym na to, co żywe w drugiej osobie. To nie przeciąganie liny, a raczej ciągły proces uzgadniania i szukania równowagi w systemie.

M.T.: Dla mnie chodzi o to, żeby pamiętać, że potrzeby każdego członka rodziny są ważne. Chcemy je widzieć, umieć je komunikować i zadbać o ich realizację. 

Przyznam, że program Festiwalu mnie zachwycił. Tyle osób, które bardzo chcę spotkać, poznać, posłuchać, co mają do powiedzenia, zainspirować się. Jak to się Wam udało?:)

J.K.: Tego przyznam się nie wiem sama 🙂 Właściwie trzeba zapytać Monikę, która najwyraźniej ma wielki dar przekonywania. To ona korespondowała ze wszystkimi prowadzącymi. Mam wrażenie, że wielu przekonuje idea. Od początku pracy nad tym festiwalem dzieje się coś magicznego. Przychodzi nam coś do głowy i… okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Spotykamy ludzi przypadkiem na ulicy, którzy chcą pomóc, mamy swoje zasoby, które możemy wykorzystać. a często jest tak, że mówiąc ludziom, w jaki sposób pracujemy, że nie czerpiemy z tego żadnych korzyści, że robimy to dla ludzi – czasem ta idea ich porywa. I chcą być z nami w tym, za co mogę im tylko ogromnie podziękować. Okazuje się, że nie wszystkie rzeczy to kwestia ogromnych pieniędzy. Czasami wystarczy grupa szalonych osób, która chce przekonać innych, że można zrobić coś fajnego i że warto ten pomysł zrealizować.

M.W.: Ludzie są fajni:) Poza tym dziękujemy mecenasowi i sponsorom Festiwalu oraz Artinkubatorowi, bez Was ten Festiwal nie mógłby się odbyć.

D.G.: FRB jest organizowany z potrzeby serca i potrzeby dzielenia się, wspierania i zmiany. To porywa ludzi. Wydaje mi się, że zebraliśmy prelegentów, dla których ważne są te same wartości. To ludzie, którzy mają otwarte serca i chcą się dzielić.

Czym się kierowaliście przy zapraszaniu Gości i budowaniu szkieletu programu? Czy były jakieś obszary, o które szczególnie chcieliście zadbać?

M.W.: Chcieliśmy, żeby tak, jak w zeszłym roku Festiwal był okazją, żeby się spotkać, żeby to była przestrzeń dla całej rodziny. Stąd warsztaty dla matek matek, czyli babć, tylko dla matek i tylko dla ojców, dla rodziców, dla rodziców i dzieci, dla dzieci starszych i młodszych. Jest też przestrzeń – kawiarnia, gdzie można spotkać się z przyjaciółmi i znajomymi i ich dziećmi. To było dla nas najważniejsze.

Jest kilka ważnych dla nas obszarów.  Zaczynając od miejsca, w którym część z nas zaczyna interesować się tematem – jest w programie przestrzeń dla przyszłych rodziców. Jest też miejsce dla rodziców nastolatek i nastolatków. Na rozmowy o relacjach: z sobą samym, z partnerem, z dziećmi, z naszymi rodzicami i rodzicami partnerów. Będzie też o emocjach, o byciu wystarczająco dobrym rodzicem, o wolności. Zależało nam też, żeby na festiwalu była przestrzeń dla ojców. I jest. Będzie warsztat o mężczyźnie w świecie dziecka i spotkanie – rozmowa ojców. W programie jest też spotkanie dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością. Ważny w kontekście dbania o siebie okazał się też temat łączenia rodzicielstwa z pracą zawodową. Chcieliśmy też, żeby na festiwal mogły przyjść dzieci starsze. Dla nich w tym roku są warsztaty o świecie uczuć i potrzeb, o zasobach, spotkanie z literaturą. Po raz kolejny w Festiwalu weźmie udział Teatr Pinokio. W tym roku najmłodsi festiwalowicze, razem z rodzicami, będą mogli obejrzeć spektakl „Echy i Achy, Chlipy i Chachy”.

Zostanę jeszcze przy moim zachwycie nad programem – widzę w nim dużą troskę o wszystkich. Jest coś dla dzieci – również tych starszych, rodziców, nawet spotkanie adresowane tylko dla ojców. Skąd taki pomysł? Z jednej strony wydaje się być czymś oczywistym, że w rodzicielstwie bliskości dbamy o wszystkich, z drugiej mam poczucie, że na wielu spotkaniach o tematyce rodzicielstwa, uwaga skupiona jest na dzieciach i to głównie tych najmniejszych.

M.T.: Właśnie z tego względu chcieliśmy skupić się też na innych. Docierały do nas również sygnały od rodziców starszych dzieci i innych uczestników, że przydałaby się rozmowa też na inne tematy. Uważamy, że rodzicielstwo bliskości nie kończy się po pierwszych kilku latach dziecka i obejmuje wszystkich – dzieci w każdym wieku, oboje rodziców, dziadków.

M.W.: Mam wrażenie, że rodzicielstwo bliskości często tak właśnie jest postrzegane. Najczęściej kojarzone jest z naturalnym porodem, karmieniem piersią i noszeniem dzieci w chuście. I to jest ważny element budowania relacji, ale nie jedyny. RB jest dla mnie o relacji albo może właśnie o relacjach, z dzieckiem, z sobą samym, z partnerką, partnerem, własnymi rodzicami, innymi ludźmi.

J.K.: Bardzo nam zależało na tym, żeby zająć się starszymi dziećmi. Moja starsza córka ma 7 i pół roku. Na forach/grupach rb, w których się poruszam, pytań o takie dzieci zaczyna być coraz więcej. A raczej nie o dzieci, tylko o trudności, na jakie napotykają rodzice. Nastolatki w tym obszarze są już zupełnie pomijane – one i ich rodzice. Rb to nie tylko przytulanie czy karmienie. To nie tylko adaptacja w wieku przedszkolnym. To idzie dalej, ale informacji czy wsparcia dla rodziców i dzieciaków w starszym wieku jest naprawdę niewiele. Bardzo chcieliśmy, żeby to było miejsce dla całych rodzin. Stąd spotkanie z Justyną Dąbrowską dla matek matek. Stąd przestrzeń tylko dla ojców. I ta dla całych rodzin.

D.G.: Dla mnie istotne było, aby uwzględnić dzieci starsze i ich rodziców, ponieważ sama jestem mama 9-latki. „Wyrosłam” już w rozmów o pieluchach wielorazowych i o karmieniu piersią. Przeszłam etap adaptacji przedszkolnej i wątpliwości z tym związanych. Córka rośnie i pojawiają się inne tematy. Mam poczucie, ze jestem w jednej z pierwszych „fal” rodziców RB i po prostu nie mamy za dużo wzorców, jak życ z nastolatką w duchu RB.

Jakiś czas temu prowadziłam w Łodzi warsztat i byli na nim rodzice, którzy z dużą wdzięcznością mówili o działalności łódzkiej wioski. Możecie powiedzieć czym ona jest, jak można do niej dołączyć?

J.K.: Do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. To w tym zdaniu tkwi chyba klucz. Po zeszłorocznym festiwalu okazało się, że jest cała grupa rodziców, która chce się spotykać, chce być ze sobą. Zaczęłyśmy spotkania z lekkim poślizgiem, ale mam wrażenie, że wioska w tym roku działa naprawdę prężnie. W tym roku głównie to były spotkania o przewodnim temacie, ale wiem tez, że dziewczyny które przychodzą na spotkania CW, spotykaj się poza jej ramami. Wychodzą na spacery, do ogrodu botanicznego, wspierają się pomysłami na zabawy, albo pożyczają sobie książki. Mam wrażenie, że wioska rośnie w siłę. trzeba jej tylko dać czas:) No i swoje zaangażowanie. Wioska to ludzie, bez nich nic „samo” się nie wydarzy. Wioska jest zawsze otwarta na ludzi, wystarczy przyjść. Informacje o kolejnych spotkaniach można znaleźć na fb – wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Cała Wioska. Tam jesteśmy. tam pojawiają się informacje o tym, kiedy i gdzie odbędzie się kolejne spotkanie. Teraz, przynajmniej do Festiwalu, wioska zasnęła – po prostu skupiamy się na realizacji i przygotowaniu wrześniowego wydarzenia. Jesienią ruszymy z kopyta.:) Jeśli ktoś chce się pojawić, drzwi zawsze są otwarte:)

Do Festiwalu został równy miesiąc, wkrótce ruszą zapisy – czy jest coś, co chcielibyście przekazać potencjalnym uczestnikom?

M.K.: Bądźcie #bliżejsiebie i bliżej nas na fb 😉

D.G.: Bawcie się dobrze! Nieście ideę dalej! Zmiana jest zawsze możliwa!

J.K.: To, co mogę powiedzieć, to tylko „Zapraszamy do Łodzi!”:)

M.T.: Czekamy na Was z niecierpliwością 🙂

 

P.S. Wczoraj na oficjalnym profilu FRB2016 pojawił się film, który zachwycił już setki odbiorców. Na mojej tablicy pojawiają się kolejne udostępnienia i słowa wdzięczności za taki właśnie przekaz. Film nie ma charakteru komercyjnego i wszystko, co na nim widzicie jest efektem relacji, zaangażowania i…bliskości. Dla mnie to najpiękniejsza „reklama” rodzicielskiej drogi, którą zdecydowaliśmy się iść.

 

 

Poleć ten tekst znajomym