baner(3)
GDYBAMY

„Możemy się różnić, wiesz mamo?”

coffee-beans-1082116_1920(1)

Siedzieliśmy przy kuchennym stole, delektując się rodzinnym obiadem. Oni jedli rosół, ja krem z pomidorów:

Uwielbiam rosół – powiedziała moja córka

Ja też – odparł jej tata

A Ty mamo? – zapytała

Ja nie lubię. Prawdę mówiąc nawet bardzo, ale to bardzo nie lubię rosołu.

To nic. Możemy się różnić, wiesz mamo? – powiedziała, a my uśmiechnęliśmy się do siebie.

Bo o tym, że możemy się różnić rozmawialiśmy już setki razy i pewnie drugie tyle jeszcze przed nami.

Rozmawialiśmy przy stole, w samochodzie, w sklepie, na wyprawach rowerowych i w dziesiątkach innych sytuacji. Bo ktoś z nas lubi szaleć na rowerze, a ktoś inny nie. Bo ktoś z nas uwielbia bakłażany, a ktoś inny nie. Bo część naszej rodziny pochłania lody kilogramami, a część lodów nie lubi, po prostu. Różnimy się w zamiłowaniu do takiej, a nie innej muzyki. Różnimy się w poziomie energii o poranku i zdaniach na tematy rozmaite. I ta różnorodność krąży gdzieś nad naszą rodziną i jest nam z nią bardzo dobrze.

Był taki czas, że zastanawiałam się, co warto, a czego nie warto mówić w obecności dziecka. Że może jak powiem, że dla mnie rosół to katorga, to moje dziecko go nie zje. Że może jak przyznam, że mam inne zdanie niż jej tata, to zrobię jej mętlik w głowie. Albo że kiedy powiem, że ja na coś nie mam ochoty, podczas gdy ktoś z naszej trójki ma, to sprawię komuś przykrość. Szybko okazało się jednak, że te moje refleksje znalazły odbicie w życiu. Tym naszym autentycznym, w którym moja córka wcina niemal wszystkie warzywa, podczas gdy jej tata nawet nie spojrzy w ich stronę. W tym, w którym piszczy z radości pędząc z tatą na rowerze, żeby za zakrętem odczekać jakieś 20 minut, kiedy ich dogonię napawając się powolną jazdą. W tym życiu, w którym mówię, że ja dzisiaj chcę posiedzieć w domu albo jej tata potrzebuje wyjść na spacer z psem sam, choć zwykle chodzimy całą „drużyną”.

Cudownie jest patrzeć, jak to wszystko procentuje. Jak nasze dziecko odkrywa swoje potrzeby, granice, zamiłowania i zniechęcenia. Czasem się nie zgadzamy, czasem miewamy rodzinne dyskusje, a czasem ona z pewnością siebie stwierdza: „Ale ja nie. Przecież możemy się różnić”. To nasze prawo do różnic pomaga nam również w wielu sytuacjach, które nie dotyczą bezpośrednio naszej rodziny, a w których uczestniczy Zosia. Na placu zabaw, w klubokawiarni, w sklepie albo na boisku. Kiedy zaprasza kogoś do zabawy, albo sama jest zapraszana. Kiedy ktoś jej odmawia, albo sama to robi. Kiedy ona ma tak, a ktoś inaczej.

„Przecież można zmienić zdanie”

Powiedziała do mnie podczas ostatniego przełomu na placu zabaw. Przełomu, który dotyczył pokonywania zjeżdżalni w takiej, a nie innej pozycji. „Wiesz mamo, kiedyś tak nie lubiłam, ale teraz lubię. Przecież można zmienić zdanie.”

Pewnie, że można! Można je zmieniać, odkręcać jakieś decyzje, modyfikować swoje opinie i robić coś, czego nigdy byśmy się po sobie nie spodziewali. Konsekwencja to ładne hasło, ale w relacjach z dziećmi może być zgubna. Bo one, bardziej od konsekwentnego i twardego zdania, potrzebują przekonania, że ludzie mogą się różnić i w ramach tych różnic dyskutować. Że mama i tata mogą mieć inne zdanie, co nie oznacza końca świata. Że mogą szukać rozwiązań i punktów styku, a nie tylko i wyłącznie „wspólnego frontu” (więcej o tym tutaj).

„Ja na Twoim miejscu…”

Zdarza się, że słyszę takie zdania wypowiadane przez dorosłych. Nie chcę oceniać ich motywacji, bo wierzę, że zazwyczaj mają związek z troską. „Ja, na Twoim miejscu, to bym się cieszył!”, „Ja, na Twoim miejscu, bym się dobrze bawił” albo „Ja, na Twoim miejscu, nie umiałbym tak marudzić”.

Ja na Twoim – czyżby? Przecież tu i teraz mogę się nie cieszyć. Tu i teraz coś może mi się nie podobać, a zabawa nie sprawiać radości. Po prostu. Bo to moje i nikt nie jest mną, ani na moim miejscu, zwłaszcza kiedy mam dwa albo siedem lat.

Możemy się różnić, możemy mieć inaczej, wreszcie możemy otwarcie pokazywać to dzieciom. To nie zburzy ich świata, a prędzej go zbuduje. Być może da mu szansę do tego, by mogło powiedzieć, że czegoś jeść nie lubi, albo że za robieniem pewnych rzeczy nie przepada.

Źródło zdjęcia: pixabay, cc

Poleć ten tekst znajomym
  • Gosia Grudkowska

    Bardzo ciekawie piszesz