GDYBAMY JESTEŚMY BLISKO

O szacunku

boy-1205255_1920

Kilka dni temu moja znajoma użyła zwrotu, który zatrzymał mnie na dłużej. Gdzieś w internetowej wymianie zdań, napisała o wychowaniu w szacunku. Ten szacunek właśnie zatrzymał moje myśli i co jakiś czas wracałam do niego, stwierdzając, że zawiera w sobie dokładnie to, czym chcę i staram się kierować w codzienności z dziećmi (nie tylko tej osobistej, ale również zawodowej).

Kiedy myślę o wychowaniu mojej córki, wychowaniu w szacunku, mam przed oczami cały repertuar spraw, które staram się tym szacunkiem obdarzać. Część z nich jest już dawno za nami, część wyraźnie zaznacza się w codzienności, a jeszcze inne pojawiają się przelotem i jeszcze szybciej znikają. Szacunek, tylko i aż tyle.

Na początek fizjologia, prozaiczna, choć czasem straszliwie wyolbrzymiona. Czy Ty chcesz spać, czy ja chcę Twojego spania? Czy Ty chcesz porzucić pieluchę, czy ja chcę tego porzucenia? Czy Ty odczuwasz już głód, czy ja myślę, że powinieneś już go czuć? Szacunek dla odczuwania albo nie, dla gotowości albo jej braku, dla autonomii i potrzeb, nie tylko moich.

Potem codzienność, plan dnia. Zwykle mój, dorosły, poukładany. A tu wieża do zbudowania, a tam auto do naprawienia i buty do założenia w tempie zdecydowanie nie moim. I w tym wszystkim gdzieś niechęć do spaceru albo do powrotu do domu, do wspólnych zakupów albo rodzinnego podróżowania. Jakieś „nie” rzucone kilka razy, jakieś „tak” wypowiadane z zachwytem, jakieś „boję”, „nie chcę”, „potrzebuję”.

Wreszcie wyrywki codzienności, takie bardziej wyspecjalizowane. Że jak się boisz zostać beze mnie, to mną nie manipulujesz. Że jak chcesz beze mnie zostać, to mnie nie porzucasz. Że jak lepiej Ci z tatą, to ja nie jestem złą matką, a jak to poza mną nie widzisz świata, to nie dałam Ci wejść na głowę. Że Ty masz swoje granice, a ja mam swoje. Że Ty masz swoje potrzeby, a ja mogę mieć swoje. Że ani Ty, ani ja nie jesteśmy mistrzami wybierania wyłącznie takich strategii, które nam służą.

Wychowanie w szacunku. Moim dla Ciebie, Twoim dla mnie. Nie takim, że Tobie to świat do stóp i zamiatanie spod tych stóp wszelkich frustracji. Nie takim, że Twoje zawsze na wierzchu, a ja z zimną kawą do osiemnastki. Nie takim, że ja kłamię jak z nut, że zastrzyki nie bolą, ale Ty to zawsze mów mi prawdę. Nie takim, że Ty jedz z uśmiechem wszystko, co ugotuję, ale ja do końca życia nie polubię kalafiora i rosołu. I też nie takim, że ja mogę ciotki nie lubić, ale Ty jej daj buziaczka a nawet dwa.

Wychowanie w szacunku. Raz moje, raz Twoje, innym razem moje i Twoje. Z odpowiedzialnością do podziału, a nie do zawłaszczenia. Z przestrzenią do przeżywania, a nie do odwracania uwagi. Ze zgodą i z brakiem zgody. Z czasem na dywanie i chwilami, gdy tego czasu brak. Z mieszczeniem się w ramach i z możliwością zupełnego odstawania oraz budowania tych ram po swojemu.

Wychowanie w szacunku. Bez względu na wiek, wzrost, wagę i „życiowe doświadczenie”. To nie są rzeczy wielkie, to nie wymaga nazwy i specjalistycznych teorii. To też nie jest moda, wychowanie bezstresowe i włażenie na rodzicielską głowę. Szacunek, tylko i aż tyle.

P.S. Gosiu, dziękuję!

źródło zdjęcia: pixabay

Poleć ten tekst znajomym
  • Wspaniale to ujęłaś. Te przykłady przemawiają do wyobraźni!

  • Dziękuję Ci za ten wpis. Ostatnio czuje ze się w tym szacunku pogubilismy. … ja za dużo krzyczę a mój 4 latek wiecznie udaje gluchego na moje prośby. Bezsilność daje znać i wpedza na złe tory 🙁