PSYCHOLOGIA DZIECKA

Dlaczego dzieci zadają tyle pytań?

http---www.pixteller.com-pdata-t-l-340889

– Mamo, co robisz? – zapytała moja (prawie) trzylatka
– Piszę artykuł
– A dlaczego?
– Bo to moja praca
– A co to jest praca mamo?
– To coś, co jest dla mnie ważne i pomaga mi zajmować się sobą
– A ja mam pracę?
– A chciałabyś mieć?
– Nie wiem mamo. Może tak, może nie.
– Czasami dzieci coś robią i mogą nazywać to pracą albo zabawą
– A dlaczego dzieci się bawią?
– Bo to lubią i jest to dla nich ważne
– A dlaczego mamo?

Znacie to? „Story of my life” chciałoby się rzec. I już widzę te setki rodziców, którzy też tak mają. I też słyszą a dlaczego? a po co? a co to jest? i znowu a dlaczego? I też czasem odpowiadają z empatią i uwagą, a czasem mają ochotę gryźć ściany albo nasunąć czapkę na uszy i udawać, że nic nie słychać. Bo w sumie o co tym dzieciom chodzi? Jak te pytania mają się do ich rozwoju? Jaką potrzebę chcą w ten sposób zaspokoić?

Amerykańscy naukowcy 

Oni wiedzą wszystko, a jak nie wiedzą, to się dowiedzą. No i w kwestii pytań dowiedzieli się, że:

  • Pierwszy moment, w którym słynne a dlaczego? wybrzmiewa niemal z każdym oddechem dziecka, ma miejsce około 3 roku życia. Ma to związek z pojawieniem się różnych ciekawych „rzeczy” w umyśle dziecka, o które jeszcze kilkadziesiąt lat temu posądzano dopiero 6-7 latki (1), a dzisiaj wiemy, że dotyczą już znacznie młodszych dzieci (2). Pierwszą z tych „rzeczy” jest teoria umysłu, a w zasadzie jej początki i związane z nią nowe skłonności dotyczące myślenia o przyczynach i skutkach. Ta teoria umysłu to, w wielkim skrócie, świadomość, że inni ludzie mają swój świat wewnętrzny, który dla każdej osoby jest inny. Dzięki rozwojowi tej teorii, dzieciom łatwiej jest wyjaśniać to, co widzą (zachowania) poprzez odniesienie do tego, czego nie widać (myśli, pragnienia, przekonania). Oczywiście nie jest tak, że w wieku 3 lat odpala się przycisk teoria umysłu i już wszystko działa na najwyższym poziomie, ale to właśnie wtedy zaczynają się dokonywać procesy, które są początkiem do wielkiej zmiany w myśleniu o świecie i relacjach z innymi ludźmi (pisałam o tym w kontekście manipulowania i terroryzowania dorosłych tutaj).

12828560_1704002006478081_4541917033561674044_o

źródło: Kura, strona www, Kura na Facebooku (rysunek wykorzystany za zgodą autorki)

  • Badając teorie umysłu, naukowcy zauważyli, że są pewne czynniki, które mają związek z szybkością i zakresem, w jakim dzieci rozwijają tę teorię umysłu i skłonność do rozważania przyczyn i skutków ludzkich zachowań. Wśród wymienionych czynników znalazły się m.in. styl wychowania, wzorzec przywiązania i liczba rozmów o emocjach i myślach innych ludzi (3). Zależności te okazały się być złożone, ale wskazano np. na fakt, że empatyczne rodzicielstwo i liczne rozmowy o stanach wewnętrznych innych osób, mogą sprzyjać poszerzaniu zakresu tej teorii i tempa, w jakim rozwija się u dzieci (nie oznacza to prostego przełożenia, że więcej pytań zadają dzieci, które mają empatycznych rodziców, bo nauka tak nie działa, ale z pewną dozą prawdopodobieństwa, możemy sobie tłumaczyć, że ta przytłaczająca liczba pytań, to dobra informacja zwrotna dla naszej relacji ;))
  • Inni amerykańscy naukowcy, tym razem z Uniwersytetu Michigan, przeprowadzili analizę treści tych dziecięcych pytań i opisali jej rezultaty w artykule, który ukazał się w 2009 roku (4). Materiał, który zebrali dotyczył bardzo małej grupy dzieci, bo zaledwie szóstki, ale miał szeroki zakres, bo obejmował ponad 3 tysiące pytań, które te dzieci zadawały swoim rodzicom (badacze zebrali transkrypcje rozmów, które odbyły się między szóstką dzieci w wieku od 2 do 4 lat, a ich rodzicami i na tej podstawie dokonali analiz). Co się okazało? Okazało się, że dzieci te mają skłonność do zadawania tego samego pytania dwa razy częściej, jeśli odpowiedź rodzica nie jest wystarczającym wyjaśnieniem. Oznaczało to mniej więcej tyle, że jeśli rodzic odpowiadał coś, żeby po prostu odpowiedzieć, a nie wyjaśnić, to dziecko pytało jeszcze raz. Badacze ci doszli do wniosku, że zależność ta pokazuje, że dzieci nie pytają dla samego pytania (ani wkurzenia rodziców), ale po to, żeby uzyskać odpowiedź, która będzie dla nich wyjaśnieniem danej wątpliwości. Jeśli to wyjaśnienie się pojawiło, to dzieci cztery razy częściej zadawały kolejne, nowe pytanie, które pogłębiało temat, niż te dzieci, które ktoś chciał zbyć pierwszą lepszą odpowiedzią. Jaki jest z tego wniosek? Mniej więcej taki, że co byśmy nie powiedzieli, to prawdopodobnie dziecko nadal będzie zadawać pytania, tylko ich treść może być inna, a im bardziej trafia w to, czego dziecko potrzebuje, tym większa szansa, że po jakimś 1542 pytaniu, zaspokoi potrzebę, która za nim stoi.

pytania grafika

  • Ci sami naukowcy zauważyli jednak, że pojemność dziecięcych pytań ma swoje granice i że dzieciom wcale nie chodzi o to, żeby np. po pytaniu Dlaczego księżyc świeci? otrzymać roczny karnet na zajęcia w Centrum Nauki Kopernik. Badacze z Michigan mówią bowiem, że zainteresowanie danym tematem ma swoje granice i to dzieci są tymi, które najlepiej je regulują.
  • Dociekliwi badacze z Michigan, w kolejnej części eksperymentu, zaprosili dzieci do laboratorium, w którym przeprowadzili takie oto obserwacje. Grupa 42 dzieci, w wieku od 3 do 5 lat, dostała do zabawy różne przedmioty, do których mogły zadawać badaczom pytania. Wśród tych przedmiotów była m.in. książka o chłopcu, który zalał swoje płatki śniadaniowe sokiem, który był w dzbanku i o dziewczynce, która polała lody ketchupem, a nie sosem czekoladowym. Zaciekawione dzieci pytały, dlaczego chłopiec/dziewczynka to zrobili? Podczas udzielania odpowiedzi, badacze wyłonili dwie grupy. Jednej z nich wyjaśniali („myślał, że w dzbanku jest mleko” albo „myślała, że to syrop czekoladowy”), a drugiej mówili coś zupełnie niewyjaśniającego (w tym przypadku „lubię dodawać mleko do płatków” albo „to wygląda jak lody waniliowe”, czyli coś, co zupełnie nie odpowiadało na potrzebę dziecka, a raczej było jakimś monologiem dorosłego). Jaki był rezultat? 30% dzieci, którym wyjaśniano, po prostu kiwnęło głową albo okazało w inny sposób, że rozumieją, a wśród tych, którym dano drugi typ odpowiedzi zrobiło tak 13%. W tej drugiej grupie 20% zadało pytanie jeszcze raz, podczas gdy wśród dzieci, którym wyjaśniono, zrobił to zaledwie 1%.
  • Jeszcze jedno ciekawe badania przeprowadzili badacze z Swarthmore College (5). Przeanalizowali oni dziecięce pytania i odpowiedzi, jakie otrzymują dzieci od dorosłych i zauważyli, że odpowiedzi dotyczące nazwy danej rzeczy były dla dzieci mniej zadowalające i to po nich częściej padały kolejne, uzupełniające pytania. Z kolei odpowiedzi, w których dzieciom wyjaśniano funkcjonowanie danej rzeczy, dawały dzieciom więcej satysfakcji i zadawały one mniej dodatkowych pytań. Naukowcy ci doszli do wniosku, że dzieci pytając szukają raczej wyjaśnienia funkcji danej rzeczy, a nie samej nazwy. Czyli w codzienności może to działać tak, że kiedy dziecko na spacerze nieustannie pyta nas co to jest? warto mu opisać działanie danej rzeczy, a niekoniecznie podać samą nazwę.

Ile można pytać?

Mam wrażenie, że naukowcy to jedno, ale rodzice to drugie i tylko ten, kto spędza dzień z trzylatkiem w górę, ten wie, ile pytań potrafi zadać. Szukając badań trafiłam na opis pewnych statystyk, które podano w The Telegraph w 2013 roku (6). Według tych statystyk brytyjskie matki są najbardziej przepytywanymi osobami w Wielkiej Brytanii, a pytania te dotyczą baaaardzo szerokiego zakresu wiedzy. W każdej godzinie matki te otrzymują więcej pytań niż nauczyciele i lekarze. Prym w zadawaniu pytań, według tych statystyk, wiodą dziewczynki w wieku czterech lat, które potrafią zadać 390 pytań dziennie, średnio co 1 minutę 56 sekund, licząc od przebudzenia (u nas hitem o poranku jest Mamo, śpisz? Mamo, dlaczego śpisz? Tato, jaki mamy dzisiaj dzień? Mamo, czy dzisiaj jest maj? – 4 zaliczone w ciągu 2 minut, jeszcze ok 386, chociaż mam trzylatkę, a dla nich statystyk nie ma). Autorzy części tych statystyk poszli dalej i rozłożyli na atomy ten matczyny dzień pełen pytań (do analizy mieli materiał zebrany od ponad 1000 matek, których dzieci miały od dwóch do dziesięciu lat).

http---www.pixteller.com-pdata-t-l-340999

Okazało się, że między 7.19 rano a 7.59 wieczorem, brytyjskie matki spędzają urocze 12,5 godzin pełnych pytań, na które odpowiadają średnio co 2 minuty 36 sekund. Najwięcej pytań dzieci zadają im podczas posiłków. Ciekawostką potwierdzoną chyba w każdym domu na świecie, a którą pokazały te statystki było to, że 82% dzieci idzie zadać pytanie najpierw mamie (znacie to uczucie, kiedy tata bawi się z dzieckiem w drugim pokoju, a ono biegnie do Was Mamo, możesz wytrzeć mi nos? albo Mamo, dasz mi pić? Teraz możecie się pocieszyć, że całkiem niezły odsetek matek ma dokładnie tak samo). Ale, ale. Co ciekawe 24% tych dzieci stwierdziło, że najpierw idzie do mamy, bo tata czasem odpowiada „zapytaj mamę”. To taki kawałek do refleksji o wspólnej odpowiedzialności, którą dobrze jest dzielić na dwoje rodziców.

Brytyjskie matki słyszą rocznie około 105 tysięcy pytań o szerokim zakresie (od dlaczego woda jest mokra? po czemu jesteś taka stara?). Autorzy tych analiz zauważyli, że brytyjskie matki dostają więcej pytań niż David Cameron. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że liczba pytań ma związek z wiekiem i płcią, a prym wiodą opisane wyżej czteroletnie dziewczynki. Na drugim krańcu są dziewięcioletni chłopcy, którzy zadają „tylko” 144 pytania dziennie, średnio co 5 minut i 12 sekund.

12006104_1537120063177118_2599001275157099190_n

źródło: Niewiadomska, strona www, Niewiadomska na Facebooku (rysunek wykorzystany za zgodą autorki)

Co możemy zrobić z tą wiedzą?

Nie będzie tu wypunktowanych porad, jak reagować na dziecięce pytania, bo jest trochę tak, że szukając przyczyn, możemy próbować zrozumieć, a nie korzystać z konkretnych metod i narzędzi. Dla mnie pewnym pocieszeniem jest fakt, że nie tylko ja tak mam i że nie tylko moja głowa pęka od ilości dlaczego? po co? co to jest? Uznając ciągłe pytania za pewną strategię, mogę szukać tych potrzeb, które moje dziecko próbuje sobie zaspokoić. Niezwykle ważny jest tu ten aspekt rozwojowy i ten „taki wiek”, który nie bez powodu nazywany jest wiekiem pytań. Czasami jest tak, że za pytaniami stoi jakaś potrzeba wiedzy, sensu, jasności a może też łatwości, a innym razem np. potrzeba relacji i po prostu bycia w kontakcie. Te pytania mogą być więc drogą do uzyskania informacji, ale też do podtrzymania dialogu, bo przecież słownik dziecka jest już coraz bardziej pojemny i grzechem byłoby nie korzystać z niego, kiedy tylko się da.

Szukając tych potrzeb, mogę więc skupić się na tym, że ten typ tak ma, że być może w ten sposób chce się zatroszczyć o coś ważnego dla siebie, ale też pomyśleć, co jeszcze mogę zrobić, żeby pomóc mojemu dziecku owe potrzeby zrealizować. Pewną odpowiedź podsuwają nam wspominani wyżej naukowcy, którzy zachęcają do wyjaśniania i opisu funkcji, a nie do np. samego nazywania przedmiotów. Wiedząc natomiast, że czasami być może chodzi o sam fakt bycia z nami w kontakcie i relacji, możemy wejść w ten świat pytań i też zadawać je dziecku, nawiązując dialog, w którym obie strony są siebie ciekawe.

Oczywiście ta wiedza nie załatwi nam wszystkiego, bo obok potrzeb dziecka są też nasze potrzeby, o które też warto się zatroszczyć. Dla mnie osobiście to taki kawałek, w którym myślę o tym, co chcę i co mogę zrobić. Na co mam zasoby i czy jestem w stanie odłożyć jakąś swoją potrzebę na później. Czasem są więc dni, w których jestem lepsza od dr Google i światłem wiedzy umilam mojej córce cały dzień 😉 Innym razem po prostu nie mam siły na 1435 pytanie i daję sobie prawo do powiedzenia mojemu dziecku, że dzisiaj potrzebuję czegoś innego, że jestem zmęczona i chcę odpocząć. Jest przy tym wielce prawdopodobne, że ono nadal będzie zadawać pytania, a ja znowu stanę przed dylematem czy chcę i mogę na nie odpowiadać. To takie koło życia, które się toczy i gdzieś tam mam świadomość, że szybko mija. A na pocieszenie zawsze zostaje mi fakt, że i tak usłyszę około 105 tysięcy pytań w ciągu najbliższego roku, a z opowieści mojej mamy wynika, że byłam dokładnie tak samo dociekliwa, jak moja córka teraz. No koło życia, nie da się ukryć 😉

Bibliografia:

(1) Piaget J. (2012). Mowa i myślenie dziecka. Warszawa: PWN

(2) Schaffer R. (2014). Psychologia dziecka. Warszawa: PWN

(3) Huges C. i Leekam S. (2004). What are the Links Between Theory of Mind and Social Relations? Review, Reflections and New Directions for Studies of Typical and Atypical Development, Social Development, 13, 4, s. 59-619

(4) Frazier B.N i in. (2009). Preschoolers’ Search for Explanatory Information Within AdultChild Conversation, Child Dev,  80, 6, s. 1592–1611

(5) Kemler N i in. (2004). When children ask „What is it?” What do they want to know about artifacts? Psychological Science, 15, 384–389

(6) http://www.telegraph.co.uk/news/uknews/9959026/Mothers-asked-nearly-300-questions-a-day-study-finds.html

 

 

 

 

 

Poleć ten tekst znajomym