JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

Czy już czas na siku? Odpowiedzialność w czterech aktach

3748723352_f9c1eefbca_z

Wyobraź sobie, że jestem teraz obok Ciebie i pytam bez ogródek: Chcesz siku? Mija pół godziny, a ja pytam znowu: Chcesz teraz siku? Skarpetki załóż, bo Ci zimno. Po jakimś czasie siku i wyziębienie wzbogacam pytaniem o Twój głód, a kiedy odmawiasz zjedzenia kanapki w kształcie dinozaura, zadaję dodatkowe pięć pytań: Na pewno? Może gryza? Zaraz po kolacji przeskakuję na temat spania i kiedy na moje pytanie: Chcesz spać? nie uzyskuję odpowiedzi, przechodzę do zdań twierdzących i oznajmiam Ci, że jesteś śpiący i idziesz już spać. Masz zasnąć, teraz. Siusiu, paciorek i spać. No już, zamknij oczka i śpij. Proste, prawda?

Wiecie, ile razy robiłam to mojej córce? Nie zliczę. Bo ja jestem niebywale wyluzowana i empatyczna, pod warunkiem, że mam na to zasoby. I nie rusza mnie suchy chleb jedzony pięć razy dziennie, ani brak czapki albo mokre spodnie. Nieco gorzej dzieje się wtedy, kiedy wskakuję na tryb zadaniowy, organizacyjny i „tyle-mam-jeszcze-do-zrobienia”, bo wtedy mój cały luz gdzieś znika. Na spacerze na pewno zimno albo gorąco. W domu na pewno głód albo pragnienie. No i to siku nieszczęsne, a potem też sen. Wkurzam się więc na siebie, bo tego nie chcę, a jednak wpadam w tę pułapkę. Pułapkę, w której to ja wiem wszystko, a już na pewno „ja wiem lepiej”.

I nagle bum! Siedzę na III Konferencji Bliskości i słyszę, jak Monika Szczepanik na panelu o RB i NVC opowiada o swojej córce. Fragment dialogu z nauczycielką. Skupiam uwagę jeszcze mocniej, bo wybrzmiewa imię również mojej córki i wtedy pada coś takiego:

„Kto wie najlepiej czy Zosi jest zimno, jest głodna albo chce jej się siku? Zosia. To niech ona decyduje”.

Bingo! Zapisuję tę myśl w notatniku i wracam do niej niemal codziennie. Zamiast: Może jeszcze gryza? Gryzę się w język. Zamiast: Zimno Ci, co? Wylewam sobie kubeł zimnej wody na głowę. I nie wariuję, że wiem lepiej, że już czas na siku, bo przecież nie wiem. I nie upieram się, że zmęczenie dziecka współgra z moim, bo to zwykle odwrotnie proporcjonalne wartości. Kiedy zapala mi się lampka kontrolna (dosłownie: kontrolna), wracam do wszystkich tych sytuacji, w których ktoś „wiedział” lepiej ode mnie. Że jeszcze zjem kawałek ciasta w święta, że jeszcze wypiję kieliszek wina do kolacji, że powinnam już iść spać albo założyć rękawiczki. Bronię wtedy tych swoich granic, bo przecież ja czuję czy jestem zmęczona, czy nie. I wiem też czy mam jeszcze ochotę na to ciasto, wino albo dokładkę zupy u teściowej. Tylko dlaczego czasem myślę, że wiem też to wszystko, ale w odniesieniu do mojego dziecka?

Nie chcę tłumaczyć się zmęczeniem, racją wieku albo życiowym doświadczeniem, bo to tylko plasterki. Pod nimi jest odpowiedzialność, którą dobrze jest oddać, oddać dziecku, którego przecież to wszystko dotyczy. I ja się ciągle tego uczę, że to przecież nie ja, nie moje. Wiem, że ktoś teraz szepnie pod nosem, że taki dwulatek bez czapki to zaraz zapalenie płuc, a bez wartościowego jedzenia nie ma szans na tytuł „taaaakiej dużej dziewczynki” (albo jeszcze większego chłopca). Czy to jednak oznacza, że mamy to jedzenie podsuwać na siłę? Na siłę też wkładać czapkę i chwalić się odpieluchowaniem roczniaka, który w wieku trzech lat wciąż nie sygnalizuje potrzeb, bo czeka na nasz sygnał?

„Odpowiedzialności się nie mnoży, tylko się ją dzieli. Jak ktoś przejmuje za coś odpowiedzialność, to ta druga osoba jest mniej odpowiedzialna za tę sferę, nie bardziej (…) Żeby opanować nowe umiejętności, dzieci potrzebują czasu i wprawy, nie kontroli.” (Agnieszka Stein „Potrzebna cała wioska”)

Kiedy chce nam się siku, idziemy siku. Kiedy padamy ze zmęczenia, łóżko woła nas z daleka. Gdzieś w wieku nastu lat myślimy, że gołe plecy przy minus dwudziestu ciągle są „spoko”, jednak już kilka lat później owijamy się kocami, szalami i niezgrabną kurtką z puchu. Bo jest zimno, my już to wiemy. Wiemy, bo mamy za sobą trochę tych doświadczeń. Tego nie uczy nas opis w książce i podpowiedzi innych osób. Tego się po prostu doświadcza i to ta część odpowiedzialności, którą każdy z nas bierze na siebie. Wspomniana wyżej Agnieszka Stein mówi:

„Warto w sobie ćwiczyć umiejętność zadbania o to, żeby dziecko zrozumiało, po co ma coś robić. Żeby nie było tak, że ono robi coś, bo dorosły tak chce, ale żeby pomóc mu odkryć własne kryteria, po jakich rozpoznaje, że czegoś potrzebuje. Chcąc przygotować człowieka do dorosłego życia, nie będę do końca życia dzwonić do niego i pytać, czy jadł i czy ciepło się ubrał”.

Nie będę dzwonić. To moja lekcja. Odpowiedzialność, zaufanie i przekonanie, że „tylko Zosia wie, więc niech ona decyduje”.

Prawa do zdjęcia: Victor Bezrukov, flickr, CC

 

Poleć ten tekst znajomym
  • miejskiewiejskie

    Powiem tak, ze Starszą weszłam w tryb decydowania o sobie nieco pózniej niż z młodsza. Jakoś tak jest ze te granice odpowiedzialności za rożne rzeczy tez nam sie przesuwają. Starsza dała nam lekcję odmawiając pewnego dnia założenia spodni. I tak już zostało. Na początku buntowalismy sie bo lato to lato ale zimą? Do przedszkola? No jak? I nieco wyruszaliśmy/ choć przecież umawialiśmy sie razem z dzieckiem/ ze na podwórko tylko pod spódnice zakłada spodnie. Efekt był taki ze natychmiast po przekroczeniu progu domu, domu babci, przychodni, sklepu- zdejmowała te nieszczęsne spodnie. A ja kupowałam ciagle dresy bo przecież takie wygodne do przedszkola. I co? I guzik. Moje dziecko nadal tych spodni nie zakłada. Dwa lata temu pierwszy raz na zimę nie kupiłam jej spodni tylko ocieplacze które z przyjemnością zakładała. Po niemal pięciu latach od momentu podjęcia decyzji usłyszałam ostatnio ze chciałaby założyć spodnie. Miała je na sobie dwa razy, więcej nadal nie. Ja nadal nie kupuje. Nie zauważyłam żeby przez to cześciej chorowała, łapała infekcje pęcherza itd. To wszystko siedziało w mojej głowie. Młodsza ze mną ma już więcej swobody i nada poszerza moje granice, i możliwości przyjęcia rożnych rzeczy. Wychodzi z domu w kurtce ale kurtka nie moze być zapięta pod szyja. Do połowy maks. Zawsze przed wejściem do samochodu zdejmuje wszystkie kurtki czapki szaliki a w środku siedzi okryta kocem. Mnie jest zimno. Jej siostrze tez a ona mówi ze ok. No to ok. Bo kto w końcu lepiej wie czy jest czy nie jest ok? Dla mnie te słowa Moniki też są ważne.

    • „To wszystko siedziało w mojej głowie” – bardzo się w tym odnajduję i to taka myśl, która dobrze opisuje to, co czasem „czujemy” za nasze dzieci.

  • Sakinimod

    Mam z tym problem. Niby czytam, niby wiem, jednak jak widzę, jego czerwone łapy nie mogę się powstrzymać od pytania, czy chce rękawiczki. I czasem, jak przeginam to faktycznie staram się gryźć w język. Myślę, że jednak te pytania są potrzebne, bo dwulatek może nie wiedzieć, że rozwiązaniem na zimne ręce są rękawiczki i przyjmuje to rozwiązanie z chęcią. Kiedyś mi znajoma zwróciła uwagę, że po co ja się dziecka o wszystko pytam, przecież wiadomo, że odpowie „nie”. Ja jednak myślę, że to nie tak, bo skąd mam wiedzieć, czego dziecko chce, jak się go nie zapytam, a jego „nie” jest dla mnie jakimś punktem wyjścia do dyskusji i negocjacji, albo do przyjęcia, że jak nie to nie i przynajmniej mam jasną sytuację.

    • Wiesz ja myślę, że można pytać i się wypytywać. I mam poczucie, że Ty pytasz, tak to rozumiem.
      Bo ok, mogę towarzyszyć w nauce pewnych rzeczy, odczuć, wrażeń, ale nie doświadczę ich za moje dziecko.

  • Marek Szulc

    no dobra, a jak postępować z dzieckiem którego dopiero uczymy korzystać z nocnika, które nie potrafi jeszcze uprzedzić o swojej potrzebie nie potrafi w ogóle mówić? jak zadbać o godność takiego dziecka w procesie?

    • Kubek

      Dziecka nie trzeba uczyć korzystać z nocnika. Ono się samo nauczy. Tak jak nauczyło się przewracać na brzuch, siadać, chodzić. Nie warto nic przyspieszać wbrew tempu dziecka, wystarczy się w nie wsłuchać. Pewnego dnia samo zasygnalizuje, że nie chce już pieluchy.

    • Marysia Fritzsche

      nie uczyc, tylko czekac az bedzie gotowe i samo zacznie chciec na nocnik/kibelek. wtedy beda tez sygnaly. (tesciowa i moja mama mega mnie nacisklaly w kwesti odpielchowania, ale kazda proba byla katastrofalna. w koncu zaufalam mojej juz 2,5 letniej corce, ktora sama zeczala zalatwiac swoje potrzeby na nocnik. wpadki sie zdazaja, ale jest ok. )

    • mimi

      Dziecka, które nie potrafi powiedzieć o potrzebie siusiania nie uczymy korzystać z nocnika – proste 🙂

    • Osobiście bliżej mi do takiego rezygnowania z pieluchy, które wychodzi od dziecka i w którym to ono komunikuje, że ma potrzebę skorzystania z toalety (nawet jak zaliczy kilka wpadek). Trudno nazwać „odpieluchowanym” to dziecko, któremu stale trzeba przypominać i pytać o tę potrzebę. To, co pada w pytaniu dotyczy raczej tych sytuacji, w których to my decydujemy, że zaczynamy ten proces. Z relacji rodziców słyszę czasem, że trwa on wtedy dłużej i faktycznie muszą oni przypominać, pytać, upewniać się. Co można zrobić? Albo czekać na znak od dziecka, na jego gotowość, albo pamiętać, że wszystko jest kwestią rozwojową i wszelkie wskazówki mają czemuś służyć, być chwilowe, a kontrola w tej kwestii dobrze, żeby była po stronie dziecka.

  • Po przeczytaniu pierwszego akapitu, czuję, że uderzyłbym osobę, która mówłaby do mnie w ten sposób. Dzięki Anita! Już wiem, jak się czuje moja córka…:)

  • Pingback: Nie proś dziecka o zgodę, czy możesz zrobić siku!()

  • Magda

    Z tym siusianiem jest tak… moja corka nauczyla sie korzystania z nocnika w tydzien… przez pare dni bylo ciagle pranie i wycieranie podlogi, potem co drugi raz zdarzyla dobiec do nocnika a na koncu nauczyla sie po prostu robic do nocnika… czuje potrzebe, mowi ze chce siusiu, siada i robi… odkad wie i czuje ze chce siusiu nie pytam ja o to… nawet w nocy nie pytam, nie nasadzam… budzi sie sama i sama chce… sama wie ze chce… dzieci ucza sie korzystania z nocnika w roznym wieku, moja miala 2 lata i 2 miesiace… nie pytalam, nie pytam nadl czy chce… przed kapiela, wyjciem z domu sama idzie siusiu bo my tez idziemy 😉

    • no bo o to chodzi – o korzystanie z toalety, a nie z podpowiedzi rodziców 🙂