baner(3)
JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

„Connect before you direct”, czyli rzecz o porannych wyjściach z domu

cohen

Ubierze się – powiedziała do kogoś w trzeciej osobie. Zaczęłam się ubierać i podeszłam do jej biurka.

Dam taki syrop i tabletki – zaczęła, a jej oczy wpatrzone były w ekran monitora – jak nie pomoże, to dam coś innego. Trzeba będzie wtedy przyjść jeszcze raz – ciągnęła dalej, do tego monitora chyba, bo podmiot był bliżej niesprecyzowany – Można już iść – dodała na koniec, a moje pożegnanie nie spotkało wzajemności.

***

Trzeba to zrobić na jutro – powiedział kilka lat temu dyrektor pewnej placówki – Proszę się tym zając jak najszybciej – dodał i wrócił do podpisywania dokumentów.

– Yhm – pomyślałam i dodałam w duchu, że dobrze tak sobie pogadać z kimś, kto w ogóle na mnie nie patrzy.

***

Zosiu, wychodzimy, włóż buty – krzyczę z drugiego pokoju – Zaraz będziemy spóźnione – mówię, chociaż tylko ja się spieszę.

Zosiu, słyszałaś? Włóż buty – dodaje jej tata z łazienki.

Poranna bieganina po domu przypomina mi sceny, w których Smerfy uciekają przed Gargamelem. Każdy biegnie w swoją stronę i w głowie ma tylko jedno – przetrwać. W naszym przypadku poranna walka o przetrwanie zwykle kończy się milczeniem w samochodzie. Bo przecież mówimy do siebie, ale nikt nie słucha.

„Connect before you direct” – powiedział wczoraj Lawrence J. Cohen na Konferencji Bliskości. Nawiąż kontakt z dzieckiem, zanim zaczniesz mówić o swoich oczekiwaniach albo potrzebach.

Proste prawda? Oczywiste, czyż nie? Żebym ja o tym pamiętała codziennie rano.

Jest coś takiego w rodzicielstwie, że wiemy sporo, ale codzienność niejednokrotnie nas tej wiedzy pozbawia. Stres, zmęczenie, sprawy dnia codziennego itd. itd. Wszystko to oddala nas od naszej wiedzy i przede wszystkim od intuicji. Agnieszka Stein powiedziała wczoraj, że zna wielu rodziców, którzy mają ogrom wiedzy i czasem jedyne czego potrzebują, żeby móc z niej skorzystać, to sen. Ile razy mieliście poranek, w którym chcecie się po prostu obudzić, a nie zmartwychwstać? Ja zdecydowanie zbyt często. Skoro więc rodzice jadą na rezerwie, to jak mogą dolewać do dziecięcego baku?

„Connect before you direct”, czyli nie oczekuj, że Zosia założy buty, skoro wydajesz jej polecenie, nawet nie wiedząc, co ona teraz robi, w jakim momencie się znajduje i jak dużą wieżę z lego właśnie buduje.

„Connect before you direct” złap kontakt wzrokowy i słowny, podejdź, kucnij, wejdź na chwilę do świata dziecka. Czyż nie tego kontaktu brakuje mi, kiedy słyszę suche polecenia szefa, lekarza albo partnera?

Jest poniedziałek. Przed nami jeszcze przynajmniej cztery pędzące poranki w tym tygodniu. Złapanie kontaktu wcale nie zagwarantuje nam, że dziecko z uśmiechem porzuci zabawę i zacznie się ubierać. Ono po prostu dostanie sygnał, że jego potrzeby i ono same brane są pod uwagę, mimo, że świat dorosłych bardzo się spieszy.

 

Poleć ten tekst znajomym
  • asia

    Czasem w takich prostych metodach jest jakas magia. Dzięki, ze dzielisz się swoim doświadczeniem! Wpis genialnie w punkt na zabiegany poniedziałek

  • Gosia

    🙂 piękny tekst, ja też się często łapie na tym , ze mówie do dzieci „w biegu”, ostatnio zaczeło mi brakowac uważności i kontaktu…

    • Ja mam wrażenie, że nie trzeba wiele, żeby ten kontakt zgubić. Nasze myśli pędzą po tym świecie dorosłych, ciągle jest coś do zrobienia. Sama się na tym łapię. Na konferencji jedna mama zadała pytanie o ten kontakt podczas zabawy – jak go w sobie budować, skoro nasze myśli krążą wokół sprzątania, gotowania, prania, a w pokoju dzieci zwykle siadamy i zaczynamy segregować zabawki. To takie prawdziwe i częste, że aż połowa sali zareagowała śmiechem, ale takim śmiechem pełnym zrozumienia.

  • Katiusza

    Idealny tekst po dzisiejszym poranku…
    Connectowałam się z moją córką dzisiaj wielokrotnie: gdy zrobiła precyzyjnie rozbudowaną wystawę prac na oknie, gdy dorysowała do wystawy dwie kolejne prace, gdy zrobiła mi prezent niespodziankę, który pieczołowicie pakowała dłużej niż te gwiazdkowe, gdy odkryła na nowo smak zielonego groszku i jedzenie sałatki trwało pół godziny, bo ten smak trzeba było szczegółowo omówić po każdym ziarenku…. Trwałam razem z nią w tych zachwytach i przystankach pomiędzy majtkami a rajtuzami i kolejnymi częściami zimowej skomplikowanej garderoby. I gdy minęły 2 godziny od budzika i byliśmy już mocno spóźnieni do pracy uważność poszła w las. A gdy zakładanie butów wstrzymał zachwytowy przegląd starej torby podróżnej (mieszczącej tysiąc interesujących skarbów na wszystkie okazje) straciliśmy z mężem bezpowrotnie całe zrozumienie.
    Dzisiaj szukam sposobów, jak przyspieszyć poranną machinę nie powodując poranienia i zbolałych oczu.

  • Fajny wpis. Krótko, zwięźle i na temat. Z przykładami, czyli tak jak lubię.
    Po dzisiejszych doświadczeniach, aczkolwiek nie z moją trzylatką, ale jej panią doktor, która została wychowana jeszcze w innym systemie, myślę sobie, że tego kontaktu wzrokowego i słownego, tego – że generalnie w relacjach międzyludzkich jest on ważny, warto dzieci uczyć od samego początku. Informować (choć w tym kontekście to pewnie nie za ładne słowo) je, co się będzie działo, tłumaczyć, pokazywać, dawać im przestrzeń, w której zyskają pewność, że nie wiedzieć i pytać, nie jest rzeczą złą, i to działa w dwie strony. Zresztą, samemu też warto w ten kontakt świadomie wchodzić, tj. próbować być w takim kontakcie. To często nie jest łatwe, czasem po prostu zapominamy, ale przecież jako rodzice cały czas się uczymy. Przynajmniej ja próbuję zmieniać bardziej siebie niż moje dziecko.