baner(3)
CZYTAMY DLA DZIECI

„To moje uczucia kotłują się tak!”, czyli o pewnej książce, która skradła nasze serca

PB034442

Zdecydowanie za rzadko piszę o dziecięcych książkach. Chyba czas to zmienić, bo mamy naprawdę niezłą kolekcję, a nasz 2,5 letni czytelnik już od dawna ma zadatki na książkowego maniaka. „Czyta” sama, kiedy nie ma nas obok, „czyta” nam, kiedy któreś z nas choruje, a najczęściej po prostu prosi nas, żebyśmy to my przeczytali kolejną pozycję. I kolejną, i kolejną 😉

Rytuał czytania przed snem to u nas norma. Do tej pory dominowały przygody Kici Koci i każdy wieczór bez Packa, Julianka i Adelki był wieczorem straconym. Trzy Kicie Kocie zwykle wystarczały, jednak takie tempo sprawiło, że dość szybko wyczerpaliśmy atrakcyjność tej serii i wszyscy potrzebowaliśmy odmiany. Taka potrzeba odmiany oznacza zwykle wielkie zakupy w jakimś dyskoncie książkowym, które oferują ceny nie do przebicia. Skrupulatnie spisuję więc wszystkie interesujące tytuły, a potem zamawiam hurtowo i systematycznie dokładam na półki kolejne pozycje. Jedną z tych, które pojawiły się u nas ostatnio, jest książka „Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości” Wydawnictwa Zakamarki (tekst Ulf Stark, ilustracje Charlotte Ramel). Wydawca adresował tę książkę dla grupy wiekowej 3+, jednak moim zdaniem z powodzeniem można ją czytać dużo młodszym dzieciom.

Do kupienia tej książki przekonały mnie opinie rodziców na pewnej facebookowej grupie. Pozycję tę polecano jako pomocną podczas rozmów o uczuciach, nie tylko w codzienności, ale też w sytuacji zmiany, np. kiedy pojawia się rodzeństwo albo kiedy dzieci i rodzice przeżywają trudniejszy czas (np. wszelkie kryzysy rozwojowe). Do sięgania po książki o emocjach nie trzeba mnie długo namawiać, wciąż odkrywam kolejne tytuły, a Cynamon i Trusia aktualnie „rządzą” w tym dziale naszego księgozbioru. W czym tkwi ich urok?

Cała historia opowiedziana jest wierszem. Wierszem raz radosnym a raz smutnym, raz zabawnym a raz z przytupem, a nawet głośnym tupnięciem nogą. Cynamon i Trusia doświadczają całej palety emocji, od współczucia, przez zazdrość aż po ulgę. To, co mnie ujmuje, to niezwykła prawdziwość tych opisów, a scenę zazdrości uważam za mistrzostwo świata i bardzo często odnajduję w niej siebie z dzieciństwa.

collage

Podczas tych kilku scen Cynamon i Trusia mierzą się z tym, co przyjemne, ale też z tym, co trudne. Przeżywają tęsknotę, która pozwala im docenić obecność drugiej osoby. Gdzieś między słowami dają nam do zrozumienia, że takie trudne chwile też są ważne, że nawet w najbliższej relacji „Chyba nawet dobrze jest się czasem zgubić, by potem się odnaleźć i znowu polubić”.

Myślę, że to dobra książka nie tylko na czas kryzysów, ale też na codzienność. Zwykłą, szarą, jesienną, ale też kolorową, pełną emocji i nowych doświadczeń. Lubię wracać do Cynamona i Trusi, ale najważniejsze jest to, że lubi to nasza córka. Sama często przynosi nam tę książkę i po przeczytaniu ostatniej strony, nasłuchuje czy w jej brzuchu też „kotłują się emocje”.

Poleć ten tekst znajomym
  • Ania

    Mam tego autora książeczkę: Jak tata pokazał mi wszechświat. Jeszcze nie czytaliśmy. Bo na razie obrazki i obrazki 🙂