baner(3)
JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

Akceptacja

464268743_7f5281fc18_z

Po ostatnim wpisie o pochwałach ciągle coś mi uwiera. W zasadzie to nie we mnie owe uwieranie ma początek, ale w poczuciu, że wśród odbiorców tego tekstu pojawiły się takie, a nie inne interpretacje. O ile można się nie zgadzać ze mną, z teoriami i badaniami, które przytoczyłam, o tyle pewnych rzeczy z tego tekstu pominąć nie można. Jedną z nich zdecydowanie jest akceptacja.

Wiele razy pisałam już tutaj o znaczeniu, jakie ma dla mnie relacja z moim dzieckiem, ale też relacja rodzice-dziecko w ogóle. W zasadzie cały ten blog jest o relacjach, więzi i bliskości. W moim osobistym trwaniu i byciu w owej relacji kluczem jest akceptacja i zaufanie. Akcpetacja mojego dziecka i jego potrzeb, zaufanie do niego i jego zaufanie do mnie, nasze osobiste granice i równowaga. Za ową akceptacją idzie przekonanie, że dobrze jest, że w ogóle jest. Że jest moje macierzyństwo, że jest moje dziecko, że jestem w tym wszystkim ja. To taka myśl, że sam fakt istnienia mi wystarczy, cała reszta pracuje na naszej relacji. Na akceptacji właśnie.

Kiedy więc dzisiaj czytam, że piszę bzdury, bo dzieci muszą czuć się akceptowane i to zapewniają im pochwały, to jednak odzywa się we mnie głos pilnego ucznia, który chce podnieść palec i coś doprecyzować. Pisząc o ryzyku pochwał odniosłam się do tego typu komunikatów, które zawierają w sobie ocenę dziecka, które nadają mu jakieś przymioty, atrybuty, epitety. Każdy taki komunikat wiąże się z nadaniem jakiejś rangi, jakiegoś kryterium lepszy/gorszy, ładniejszy/brzydszy itd itd. Jest więc ocena, jest wartościowanie, które z akceptującą postawą niewiele ma wspólnego.

Brak pochwał w rozumieniu potocznym nie oznacza braku reakcji, nie oznacza chłodu, ani obojętności. To po prostu inna droga, taka, na której ta uwaga nie odnosi się do ocen, nie zmierza do wartościowania. Nie staję na ambonie i nie krzyczę: Przestańcie chwalić swoje dzieci! Wiem, że zaraz odezwą się bowiem głosy: mnie nie chwalono i całe życie mi tego brakowało, więc ja będę swoje dzieci chwalić. Nie muszę nikogo przekonywać do zmiany podejścia, na całe szczęście każdy z nas ma prawo do wyboru tego, co mu bliskie i na co jest gotowy. Dla jednych będzie to pochwała dla innych niewartościująca uwaga, a pomiędzy nimi morze innych możliwości, adekwatnie do naszych potrzeb i potrzeb naszych dzieci.

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dzieci potrzebują akceptacji, jednak zaraz dodaję: ale nie ocen. Potrzebują niewartościującej uwagi nakierowanej na ich działania i ich obecność samą w sobie. Nie ma recepty na skuteczne i bezpieczne „brawo, super, ekstra”, nie ma też takiej, która zagwarantuje sukces opisu, pytań i wszystkiego tego, o czym wspomniałam w tamtym tekście. Możemy znać mechanizmy, opisywać je, dowiadywać się czegoś nowego i brać to dla siebie albo zupełnie odrzucać. Wszystko to i tak zawsze dzieje się w kontekście relacji, której dobrze jest nadać tryb bezwarunkowy, autentyczny i akceptujący. Po prostu.

źródło zdjęcia: flickr, Ehsan Khakbaz H.

 

Poleć ten tekst znajomym
  • Ola

    Oba wpisy bardzo cenne! Zastanawia mnie ostatnio taki zagadnienie… Podoba nam się z mężem droga towarzyszenia i akceptacji, jest dla nas dość naturalna, myślę, że wszyscy troje dobrze się czujemy w takim układzie. Nasz 1,5 roczny Syn ma też silną relację z babcią, która chwali i wiem, że nie potrafi inaczej. Później dojdzie szkoła, z ocenami i klasycznym systemem warunkowania…Czasami obawiam się, że kiedy nasze dziecko będzie starsze wypomni nam, że go nigdy nie chwalimy… Czy wystarczy mu nasza aprobata i akceptacja?