DLA DZIECI

Zabawy sensoryczne – domowe masy

pianka

Najpierw masa, potem rzeźba. A jeśli masa, to produkcji własnej, taka, która pomaga przetrwać czas przymusowego siedzenia w domu (np. przez wirusy albo pogodę). Nasz chorowity tydzień właśnie dobiega końca, zebrałam więc wszystkie pomysły, które umilały czas nam i naszej córce. Wpis wrzucam teraz nieprzypadkowo. Idą święta, więc pewnie w wielu domach nastanie też czas porządków i przygotowań. A jeśli brudzić podłogę, to teraz. Jeśli mazać po oknach, to też teraz. I niech nie martwi Was bałagan, bo dzieci same chętnie go ogarną. Odkurzacz, zmiotka, mop i woda to doskonałe przedmioty, które „domkną” przyjemność zabawy. Bo jak mówiła Maria Montessori „… w tych krajach, gdzie przemysł zabawkarski jest mniej rozwinięty, znajdziecie dzieci o całkiem innych upodobaniach. Są one również spokojniejsze, bardziej wrażliwe i szczęśliwsze. Biorą udział w zajęciach, które toczą się wokół nich. Bardziej przypominają zwyczajnych ludzi używając i posługując się tymi samymi rzeczami, co dorośli”. Oto pięć pomysłów na masy sensoryczne, które możemy zrobić bez dużego nakładu finansowego.

Piasek produkcji własnej

składniki: mąka (2 szklanki), oliwa/olej (pół szklanki). Składniki mieszamy, aż do uzyskania takiej wilgotności, na jakiej nam zależy (dlatego możemy zmieniać proporcje). U nas to był hit i lekarstwo na zakaz spacerowy, a co za tym idzie przymusowe rozstanie z piaskownicą. Ten domowy piasek świetnie się lepi, można więc robić babki, zamki i inne konstrukcje. Przesypywać też można, podobnie jak kopać w nim dołki i zakopywać (a potem odkopywać) zabawki. Tutaj znajdziecie podobny przepis, który po modyfikacji daje nam śnieg.

piasek

Kisiel

Starsi ludzie często mówią, że jedzenie nie jest do zabawy. Ciekawe czy zmieniliby zdanie, gdyby spędzili chociaż kilka sekund na szaleństwach, w których główną rolę odgrywa kisiel. Taki domowy (kompot plus mąka ziemniaczana), ewentualnie sklepowy, ale wówczas taki bez cukru (oczywiście te założenia są dla tych, którzy spodziewają się, że ich dzieci zechcą ten kisiel zjeść). My, z braku laku, użyliśmy sklepowego, stawiając na mieszankę kolorystyczną. Ten rodzaj zabawy to bardzo specyficzne doświadczenia sensoryczne, bo masa klei się i przyczepia do rąk. To też jej duży plus, bo można ją rozciągać i sklejać dłonie. Ciekawym rozwiązaniem jest zanurzenie w nim przedmiotów i próba wyławiania ich dłonią albo sitkiem.

Amarantus ekspandowany

To w sumie nie jest masa jako taka, bo się nie klei (choć może, jeśli dodamy rozgniecionego banana albo odrobinę wody), ale w naszym domu to hit i gwarancja dobrej zabawy. Przede wszystkim można go zjeść, ale też przesypywać, rozsypywać i robić mnóstwo innych rzeczy. U nas sprawdza się też dlatego, że zwykle albo jest zjadany przez Zosię albo wciągany odkurzaczem, co też ma zalety (raz, że jest czysto i nie ma śladu po zabawie, dwa Zosia robi to sama, trzy ziarna wpadające do rury odkurzacza to dodatkowy efekt dźwiękowy). Jeśli sam „suchy” amarantus to dla nas za mało, możemy dodać rozgniecionego banana i rozpieścić nie tylko zmysł dotyku, ale też smaku. Magda ze szczesliva.pl wrzuciła kiedyś ten przepis na ciastka i szybko stał się jednym z naszych ulubionych. Ciastka te można lepić wspólnie z dzieckiem i później oczywiście zjeść.

amarantus

Domowe farby

składniki: 100 ml wody, 4 łyżki mąki, barwniki spożywcze (gotowe) albo takie „zaczerpnięte” z natury, np. sok malinowy, sproszkowana słodka papryka itp. (przepis pochodzi z tej strony, znajdziecie tam też inne pomysły na farby domowej roboty).

My postawiliśmy na te z dwóch powodów – szybkość wykonania i nasze lenistwo. Miało być raz, dwa i gotowe, a do tego bezpieczne, gdyby nasza córka postanowiła skosztować. Do malowania wykorzystaliśmy duży karton szarego papieru i stare gazety. Początkowo Zosia malowała palcami, potem przerzuciła się na pędzle i gąbki. Radość nie z tej ziemi.

Pianka do golenia

Zainspirowały nas Ania i Lila z nebule.pl, a dodatkowo obecność trzech wielkich okien w salonie, które krzyczały: Umyjcie nas! Uznaliśmy więc, że nie ma lepszej okazji do tego, by wcześniej porządnie je wybrudzić. W ruch poszła pianka, fartuch do malowania, dłonie, pędzel kuchenny, ściągaczka do szyb. Można jeszcze uatrakcyjnić tę zabawę, dodając do pianki barwniki spożywcze. Malowanie palcami/rękami to doskonała okazja nie tylko do stymulacji sensorycznej, ale też do ekspresji emocji. W swojej pracy często zachęcałam dzieci do malowania rękami na dużych powierzchniach i uwielbiałam obserwować, jak się rozkręcają i dają upust swojej wyobraźni, jednocześnie likwidując wszelkie zahamowania.

pianka

pianka 2

 

Oprócz wymienionych przeze mnie mas, warto skorzystać też z przepisów na inne, np.:

masa solna (Masa solna)

domowa ciastolina (Kreatywnik)

musująca masa z sody

Poleć ten tekst znajomym
  • AA

    Od jakiego mniej więcej wieku takie warto organizować takie zabawy?

    • Anita

      To zależy od dziecka, ale ja nie widzę granicy, my zaczęliśmy ok 10 mca (tylko trzeba pilnować, żeby te masy nie wędrowały do buzi, choć większość z nich jest bezpieczna :))

  • paula

    Lubię te wpisy o zabawach. Bardzo ciekawe pomysły na deszczowe dni. Dziękuję:-)

    • Anita

      🙂

  • OlgaOW

    Świetne inspiracje – dzięki 😉 Nam zamiast piasku z mąki i oliwy i dodanej w ostatniej chwili odrobiny wody – wyszło ciasto – niby jak klasyczne, ale elastyczne i sprężyste i nie klejące się tak jak zwykłe. Hitem okazało się zawijanie w nie kamyków i figurek z lego duplo – przez mamę i odwijanie przez malucha ;))

  • Na żadną z tych opcji sam bym chyba nie wpadł 🙂 Moje dzieciaki też jak mają przymusowo siedzieć w domu to są strasznie nieszczęśliwe, a zabawki, które stoją na półkach, nie ukrywajmy po raz 159 używane już tak samo nie cieszą 🙂 Pomysł z piaskiem wypróbujemy koniecznie, sam bym się takim pobawił 😉

  • Ciekawe pomysły! Tylko opcja z amarantusem trochę kosztowna… Mam spory zapas to wypróbuję.
    Pozdrawiam!

  • psycholog na macierzynskim

    My wczoraj wypróbowaliśmy pomysł z pianką do golenia. Najpierw było wielkie Tymianka zaciekawienie co się tak marze po tej szybie, zaglądanie na drugą stronę okna, ciapkanie w rączkach i ogólnie wielkie zdziwienie. A potem zobaczyłam, że synek postanowił też sprawdzić czy da się to jeść (dało się, co wnioskuję po białym kożuchu wokół ust) i czy da się też kanapę posmarować (o dziwo – dało się ;D). Więc mała sensoryczna rewolucja w domu była 🙂 Ale dzięki temu: 1. okna umyte; 2. kanapa wyczyszczona; 3 dziecko nawet po kąpieli pachnące męską perfumą na odległość; Niech żyje dobra zabawa 😉