baner(3)
CZYTAMY

Lawrence J. Cohen „Nie strach się bać” – recenzja

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kilka tygodniu temu, nakładem Wydawnictwa Mamania, ukazała się książka „Nie strach się bać”. Tym razem Lawrence J. Cohen, autor m.in. „Rodzicielstwa przez zabawę”, zajął się problematyką dziecięcych lęków. Czekałam na tę książkę już od momentu, w którym na stronie wydawcy pojawiła się zapowiedź. Kiedy więc zaoferowano mi jej recenzję, nie zastanawiałam się długo. Wiedziałam, że ta lektura to dla mnie szansa na poszerzenie wiedzy, ale również na wprowadzenie jej w życie, zarówno to zawodowe, jak i codzienne.

Cohen porwał mnie na kilka wieczorów, dosłownie. Nie umiałam, a może raczej nie chciałam, oderwać się od lektury. W swojej pracy prowadziłam grupę dzieci lękowych, mam za sobą kilka szkoleń w tym zakresie, a w swojej codzienności zmagam się ze „strachami”, których nie potrafi uciszyć ani rozsądek, ani wiedza. Boję się wody (nie umiem pływać) i boje się owadów (brrrr). Świadoma ciężaru, jaki mogę przenieść na swoje dziecko, zmagam się z tymi lękami, a gdy czuję, że są silniejsze ode mnie, sięgam po pomoc męża (który jest moim „drugim kurczakiem”, ale o tym za chwilę). Z takim bagażem, zawodowym i osobistym, sięgnęłam po nową książkę Cohena. I mogę śmiało powiedzieć, że pomógł mi ten bagaż udźwignąć i sprawić, by stał się lżejszy.

„Nie strach się bać” to doskonała pozycja, zarówno dla rodziców jak i specjalistów pracujących z dziećmi. Autor w niezwykle przystępny, a jednocześnie rzetelny sposób, oprowadza czytelnika po świecie lęku. Rozkłada ten lęk na czynniki pierwsze, ogląda z każdej strony, dzieli się doświadczaniem. Popiera to wszystko nie tylko wiedzą zawodową, ale też własnymi refleksjami i przeżyciami. Odważnie i bez sztuczności przyznaje, że sam był lękowym dzieckiem, a jako rodzic też zaliczył kilka wpadek. Grubą kreską zaznaczyłam jego opis indukowania lęku w córce, a jeszcze grubszą zdanie, które wypowiedziała mu wtedy znajoma.

(…) kiedy moja córka miała jakieś trzy latka, radośnie wspinała się na drabinkę na placu zabaw. Ja stałem obok z nieszczęśliwą miną, wykrzykując: „Uważaj, tylko uważaj!”. W końcu moja koleżanka powiedziała: „Wiesz co, Larry, łatwiej jej będzie dojść do siebie po złamaniu ręki niż poradzić sobie z uczuciem lęku i braku pewności siebie”.

Ta krótka opowiastka sprawiła, że poczułam się jak w domu. Tej książki nie napisał tylko psycholog, uznany doktor i fachowiec. Tę książkę napisał rodzic, autentyczny rodzic. Lawrence przytacza tę historię jako opis rodzicielskiej nadopiekuńczości, jednego z częstych źródeł lęku. Wnikliwie opisuje też inne możliwe przyczyny, np. traumy, cechy temperamentalne, obciążenia związane ze współczesnym światem (np. natłok negatywnych informacji w mediach). Mówiąc o genezie lęku, nawiązuje też do niezwykle istotnej kwestii związanej z wrażliwością sensoryczną. To ważny, choć często pomijany i bagatelizowany aspekt. Cohen nie zapomina też o lękach rozwojowych, szczegółowo opisując ich charakterystykę na kolejnych etapach życia dziecka. Dużo uwagi poświęcił również wyjaśnieniu natury lęku i działaniu Systemu Bezpieczeństwa. Zrozumienie jego działania to tak naprawdę zrozumienie tego, czego doświadcza lękowe dziecko. Pierwsze oznaki niebezpieczeństwa (sygnał), stan lękowy (nazwany przez niego stanem alarmowym), ocenę sytuacji i odwołanie alarmu, analizuje poprzez odniesienie do różnych możliwych doświadczeń i tego, jak mogą interpretować je dzieci lękliwe i te, które takie nie są. Narracji tej nie prowadzi jednak w sposób wydumany, naukowy, ale nadaje temu ton pełen wrażliwości i empatii. O tej drugiej wspomina w książce wielokrotnie, czyniąc z niej istotny zasób w radzeniu sobie z dziecięcymi lękami.

Trzeba zacząć od empatii. Jak to jest być w głowie twojego dziecka, kiedy się boi? Bez empatii łatwo zbagatelizować lęki dziecka.

To bardzo ważne zdanie. Nie bagatelizować, nie umniejszać, nie oceniać, który lęk ma sens, a który nie. Cohen często do tego wraca, jednocześnie podpowiadając, jak towarzyszyć dziecku, kiedy się boi i uznać jego prawo do przeżywania lęku. Prawo do doświadczania wszystkich emocji, nawet tych trudnych. Rolę rodzica, dorosłego, odnosi wielokrotnie do roli drugiego kurczaka z pewnego eksperymentu. Ów drugi kurczak, spokojny i opanowany, jest dobrym towarzyszem w sytuacji trudnej. Bo jeśli on się nie boi, to widocznie ja też nie muszę. Jeśli on nie widzi niebezpieczeństwa, to ja też nie muszę się obawiać. Drugi kurczak nie krzyknie „Uważaj, pies cie ugryzie!” albo „O matko, jak strasznie się boję jak ty dasz radę w przedszkolu”. Drugi kurczak będzie towarzyszył, ale nie nakręcał. A to bardzo, bardzo ważne zadanie.

Kurczaki, System Bezpieczeństwa i historie z życia wzięte to niewątpliwa wartość tej książki. Ale esencją są zdecydowanie propozycje konkretnych oddziaływań poprzez zabawę. Cohen jest w tym mistrzem i wszyscy możemy się od niego uczyć. Rodzice, specjaliści, wszyscy. Poprzez zabawę możemy konfrontować dziecko z lękiem w sposób bezpieczny i kontrolowany, czuwając przy tym, by tego lęku nie umniejszać (albo nie potęgować), nie wyśmiać, nie zlekceważyć.

Po książkę „Nie strach się bać” warto sięgnąć bez względu na to, z której „kamery” patrzymy na dziecięce lęki. Czy jesteśmy rodzicami, czy specjalistami z pewnością znajdziemy w niej dużą dawkę przydatnych informacji o lęku. Jest to pozycja, którą warto przeczytać, żeby lepiej zrozumieć dzieci i ich obawy, a przede wszystkim by być takim „kurczakiem”, przy którym dziecko jest gotowe do stawiania czoła nawet potworom spod łóżka.

Poleć ten tekst znajomym
  • Ostatnio mój syn zaczął, zamykać drzwi do ciemnego przedpokoju ( wieczorem, jest zgaszone światło w całym domu, oprócz pokoju, gdzie przebywamy) i opowiadać, że „duch tam jest „, dużo ostatnio też opowieści o :duchu” który coś zabiera albo jeździ na rowerku Synu. Słuchamy go, pozwalamy zamykać drzwi ale chyba chcę nabyć książkę. Widzę, że nam się przyda. Dziękuję za recenzję i kilka słów na temat lęku. Serdeczności 🙂