baner(3)
PSYCHOLOGIA DZIECKA

Ja, moje, sam – czyli wielki krok ku samoświadomości

5647853742_edae1a3ace_z

W życiu każdego człowieka, tego małego człowieka, nachodzi moment WIELKIEGO JA. Nazwa ta nie jest ani profesjonalna, ani obowiązująca w psychologii. To raczej moje określenie, idealnie oddające okres, w którym nasze dziecko znajduje się od kilku miesięcy. Ja! Ja! Ja! Idziemy do sklepu, wybieramy warzywa, Zosia dumnie trzyma małą dynię – Ja! – mówi z rozbrajającym uśmiechem. Buduje wieżę z LEGO, samozachwyt sięga zenitu – Ja! – śmieje się w głos. Ja, ja, ja! Moja naukowa dusza każe mi sprawdzić, o co dokładnie chodzi z tym JA. Niby coś wiem, ale konkrety? Otóż…

Jedną z najbardziej wyrazistych kwestii w drugim i trzecim roku życia dziecka, jest rozwój wiedzy na temat własnej osoby. Ten słynny bunt dwulatka i cała otoczka to nic innego, jak milowy krok ku autonomii (więcej o tym pisałam w artykule (Nie) bunt dwulatka). Jedna z kluczowych teorii psychologicznych, odnoszących się do tego okresu, opiera się na bardzo prostym eksperymencie. Grupa badaczy, pod wodzą Lewisa, opracowała tzw. test czerwonej plamki (inaczej rozpoznawania wzrokowego). W teście tym matka zaznacza na twarzy dziecka czerwoną plamkę, jednocześnie starając się, aby dziecko tego nie zauważyło. Następnie pokazuje dziecku jego odbicie w lustrze i obserwuje reakcję. Dzieci między 16 a 24 miesiącem życia zaczynają dotykać owej plamki, czasem próbują się jej pozbyć. Odbicie, które do tej pory wydawało się być po prostu odbiciem dziecka, nagle staje się własnym (2). Tak, tak, tam w lustrze to na szczęście ja! Twórcy tego eksperymentu, a potem kolejni badacze, zgodnie uznali, że jest to moment, w którym dziecko osiąga bardzo ważny poziom samoświadomości i konstruuje reprezentację Ja (1,2,3,4). Jak to się ma do życia codziennego?

Do tej pory dziecko doświadczało swojej odrębności na dwóch płaszczyznach: fizycznej (już w chwili narodzin) i społecznej (w oparciu o interakcje z dorosłymi i naśladownictwo, pojawia się w drugiej połowie pierwszego roku życia – więcej tutaj). Dziecko, które wchodzi na kolejny poziom samoświadomości, stopniowo przyjmuje perspektywę obserwatora własnych zachowań. Potrafi więc dostrzec, że to ono niesie dynie, ono buduje wieżę, ono osiąga sukces lub doświadcza niepowodzenia. Co ciekawe, badacze zauważyli, że wzrost tej samoświadomości wiąże się również z zawyżonym poczuciem własnych możliwości i skłonnością do przeceniania, np. swojej sprawności motorycznej.

Wielkie JA w badaniach

  • jeśli dziecko potrafi rozpoznać siebie w lustrze, wówczas próbuje dotknąć tej plamki, a nie jej odbicia (2)
  • dzieci przechodzą test czerwonej plamki, kiedy ich słownik osiąga co najmniej 50 słów. Pamiętajmy jednak, że u tak małych dzieci słowo to też bruum (jeśli zawsze odnosi się do samochodu), uuu (jeśli oznacza sowę, krowę, straż pożarną) itp. (1)
  • test ten zaliczają zwykle te dzieci, które potrafią już bawić się w naśladowanie i udawanie (1)
  • innym wskaźnikiem budującej się samoświadomości jest umiejętność nazwania siebie na zdjęciu (ja!) (2)
  • łatwym do zaobserwowania i jednocześnie niezwykle wyrazistym przejawem samoświadomości u dzieci w drugim i trzecim roku życia, jest używanie zaimków osobowych (ja, mi) i dzierżawczych (moje!) (2)
  • dzieci w tym wieku mogą zatem doświadczać emocji, które wiążą się z ową samoświadomością – zazdrość, duma, wstyd (4)
  • osławiony bunt dwulatka jest niczym innym, jak przejawem rozwoju poczucia własnej niezależności i badania granic własnego JA (a nie testowania granic rodziców – subtelna, ale ważna różnica, pozwalająca dostrzec dziecko w procesie zmiany, a nie małego „manipulatora”)
  • elementy samowiedzy są pojedynczymi reprezentacjami, a nie całościowym, spójnym autoportretem (1)

Samoświadomość, która pojawia się w drugim roku życia, to pierwszy element układanki określanej mianem własnego Ja. W przyszłości dojdzie do niego jeszcze pojęcie Ja (obraz własnej osoby – kim jestem?) oraz samoocena (ewaluacja – jak dobry jestem?) (2). Kształtowanie się samoświadomości w drugim i trzecim roku życia, pojawienie się zaimka „ja” i wiara (to nic, że czasem przeceniana) we własne możliwości, to wielki krok ku niezależności. Ja! Moje! Sam! wymaga czasem skorzystania z głębinowych zasobów rodzicielskich (bo zwykle „sam” pojawia się, kiedy się spieszymy, a „moje” jest dla nas sygnałem – dopiero uczę się posiadać, więc nie każ mi się dzielić). Myślę jednak, że warto stanąć z boku i przyglądać się temu JA. To coś wielkiego w naszym życiu, a przede wszystkim w życiu naszych dzieci.

***

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką przez telefon. Opowiadała mi o stłuczce samochodowej, rozmowie przysłuchiwała się Zosia.
Ja (do koleżanki): To ciekawe, kto za to zapłaci?
Zosia: Ja!
I tyle w tym temacie 😉
 
 

Bibliografia:

(1) Białecka-Pikul M.(2011). Wczesne dzieciństwo. W: Psychologia rozwoju człowieka, J. Trempała (red.) Warszawa: PWN

(2) Schaffer R. (2009). Psychologia dziecka. Warszawa: PWN

(3) Bee H. (2004). Psychologia rozwoju człowieka. Poznań: Zysk i spółka

(4) Becelewska D. (2006). Repetytorium z rozwoju człowieka. Jelenia Góra: Kolegium Karkonoskie

źródło zdjęcia: flickr, Lisa E

 

Poleć ten tekst znajomym
  • alicja

    W trudzie codziennego dnia ,następnego dnia i następnego to Ja malutkiego człowieka ma wielki wymiar..
    Zaczyna się poznawanie siebie :)Proces ten będzie towarzyszył nam już zawsze….
    Jak zwykle bardzo fajny tekst.

  • Asiulek

    Az wstyd mi napisac 🙁
    Ja to rozumiem, sama wkrorce bede miala 30ste ur i mam taki hmm przekorny charakter?! Buntowniczy?!
    Ale moi tesciowie juz nie! 🙁 dzisiaj bylam w szoku! Tesc naskoczyl na mnie, ze na wszystko pozwalam dziecku! Ze bedziemy mieli problemy i ze nie dziwi sie, ze ‚nie bierzemy nianki, bo trzeba by jej przynajmniej 5.000 zaplacic’ za opieke nad naszym smykiem 🙁
    Wlasnie dlatego, ze nie zignorowalam Synka: ‚moje’ 🙁
    Widocznie przelala sie czara, bo trzeba niemal codzien czekac (wg.tescia prosic sie’), by dziecko ubralo sie samo, bo tak chce, a akurat te buty/ta kurtka/czapka itd. Mu nie pasuja 😛 bo moze zakladac garnek na glowe, a przeciez ‚to nie zabawka’ czy tez po swojemu pomagac przy obiedzie, bo nie bijemy i nie krzyczymy 🙁 itd.
    Na szczescie maz jest zupelnie inny 😀 i w 100% za nami 😀

  • Aleksandra

    My jesteśmy teraz właśnie na tym etapie odkrywania siebie. Niezwykle pasjonujące! Kiedy Mała dotyka mojego ucha, po czym szuka swojego. Kiedy po raz enty rozpina bluzę po to, by spróbować zapiąć ją z powrotem. Kiedy wyciąga z szafki letnie kapelusze, by dumnie w nich paradować. Nawet kiedy kiwa głową na „nie” tak, że mam wrażenie że ta główka zaraz jej się odkręci 😀 Ech można by wymieniać i wymieniać a i tak co dzień dochodzi coś nowego 🙂 W małym człowieku budzi się świadomy i pewny siebie gigant.

  • Aleksandra

    A jeszcze coś mi się przypomniało. Czy trzeba na początku mówić do malucha w 3. osobie? Gdzie Jasio ma nóżkę? To jest kapelusz Ani, mama całuje brzuszek itd.? Gdzieś przeczytałam, że dziecku jest łatwiej wtedy załapać, że chodzi o niego.

  • Następny etap w życiu dziecka 😉 piękne jest takie obserwowanie go 😉

  • O, temat idealnie odnoszący się do tego, co ostatnio przeżyłam w przedszkolu. Zawsze gdy odbieram Maksa to pozwalam mu zakładać samodzielnie kurteczkę, wiązać buty, zamykać szafkę. I spotykam się z politowaniem ze strony wielu mam, które otwarcie mówią, że to strata czasu. Że powinnam sama go ubierać, a wszystko trwałoby nawet 15 minut szybciej. A ja wolę, żeby mój syn starał się być samodzielny. On sam chce próbować wiązać buty, więc mu pozwalam. A gdy już naprawdę sobie nie radzi to prosi mnie o pomoc. I nie uważam, że należy się nad nim i nade mną litować z tego powodu.

  • U nas właśnie trwa ten etap i w życiu czegoś tak fascynującego nie obserwowałam 🙂 I nie wiem jeszcze, czy to typowe, ale obok „ja” i „moje” pojawiło się „czyje”. Wszystko jest czyjeś. Jeśli jest moje, to mój mąż ma nie ruszać. I na odwrót. Wszystko, cokolwiek zobaczymy, musimy do kogoś przypisać. pada pytanie „cije?” Czyj robak, samolot, trawa, deszcz. Bardzo to śmieszne 🙂