GDYBAMY JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

Bezstresowo?

5475653060_9d64156c90_z

Rodzicielstwo bliskości to nie jest wychowanie bezstresowe. Amen. Zdanie powtarzane setki razy, zamieszczone niemal w każdej publikacji na temat RB, cytowane przez propagatorów i przekręcane przez przeciwników. W oczach tych ostatnich rodzice bliskościowi rozkładają nad dziećmi parasole ochronne, sypią pod ich nogi płatki róż i ustępują na każdym kroku, dla świętego spokoju. „Dzieci potrzebują stresu” – powtarzają. „Nie można ich zagłaskać” albo „Trzeba im pokazywać prawdziwe życie”. Jak? Krzykiem, obojętnością, poniżeniem, wyśmianiem, walką i obowiązkowo karą. Ilekroć zdarzy mi się uczestniczyć w dyskusji, w której szacunek i bliskość utożsamiane są z wychowaniem bezstresowym, mam poczucie, że napotykam ścianę. Taką mocną, stawianą latami, przez którą naprawdę trudno się przebić. Duszę wtedy wszelkie dydaktyczne zapędy z czasów, w których prowadziłam zajęcia ze studentami psychologii i resztką sił opanowuję samą siebie przed akademickim wykładem na temat stresu. Kiedy jednak kolejny raz, tym razem na jednym z ulubionych blogów, trafiam na komentarz o tym, że dzieci trzeba stresować, nie umiem przejść nad tym obojętnie.

Prawda jest taka, że dzieciom wcale nie trzeba celowo dostarczać stresu. One żyją w stresie, doświadczają stresu, zmagają się ze stresem. Może być go mniej lub więcej, może być mobilizujący lub dezorganizujący, ale zawsze jest. Idąc tym tropem należałoby stwierdzić, że wychowanie bezstresowe nie istnieje, bo samo wychowanie jest procesem rozłożonym w czasie, w którym trudno byłoby stworzyć idyllę bez obecnych stresorów. To, co dla jednego jest źródłem stresu, dla innego będzie zupełnie obojętne. Nie liczy się więc stres jako taki, ale interpretacja, jaką mu nadajemy, a przede wszystkim działania, które podejmujemy aby ten stres przezwyciężyć. I właśnie to, czym różnią się ludzie, to rodzaje zachowań zaradczych, które wybierają w trudnych sytuacjach. Zachowania te stanowią pewien nasz pakiet, który, mniej lub bardziej świadomie, możemy przekazać dzieciom we wspomnianym procesie wychowania. Po pierwsze na drodze modelowania, po drugie poprzez przyjmowanie takich, a nie innych postaw wobec dziecka.

Tym, co „rzuca się w oczy” przeciwnikom rodzicielstwa bliskości, są między innymi sposoby reagowania w sytuacjach trudnych, których doświadcza dziecko, albo inni członkowie rodziny. Główny zarzut dotyczy wtedy czasu i jakości – ile można gadać z tym dzieckiem? po co to robić? ono i tak nie zrozumie! niech płacze i uczy się, że życie to nie pluszowy miś. I tu dochodzimy do ściany. Aby uniknąć mocnego bólu, wynikającego z walenia w ową ścianę głową, przytoczę kilka faktów.

Co na to psychologia?

W radzeniu sobie ze stresem istotną rolę odgrywają zasoby (Hobfoll, 2006). Wyróżniamy wśród nich zasoby osobiste i te płynące z otoczenia. Osobiste to m.in. nasze cechy osobowościowe, samoocena, poczucie własnej skuteczności, optymizm, wewnętrzna lokalizacja kontroli. Zewnętrzne to np. wsparcie społeczne, pozycja ekonomiczna, sytuacja rodzinna itp. Liczne badania nad stresem, wskazują na znaczący związek między wymienionymi zasobami, a zachowaniami, jakie podejmujemy w sytuacji trudnej. Wśród tych ostatnich wymienia się między innymi zachowania zadaniowe (koncentracja na problemie i dążenie do rozwiązania go), emocjonalne (np. myślenie magiczne, życzeniowe) i unikowe (np. angażowanie się w czynności zastępcze – gry, obiadanie się, internet). Najbardziej efektywne okazują się być zachowania zadaniowe, czyli skoncentrowane i planowe stawianie czoła wyzwaniu/trudności. Badacze zaobserwowali, że do podejmowania takich zachowań najbardziej skłonne są te osoby, które cechuje pozytywna i adekwatna samoocena, wysoki poziom poczucia własnej skuteczności, empatii i optymizmu. Z kolei przeciwny biegun w opisanych cechach, ma tendencje do wybierania emocjonalnych bądź unikowych strategii radzenia sobie (Heszen-Niejodek, 2000; Lazarus, 2000; Hobfoll, 2006)

No dobrze, ale jak ten uproszczony opis odnieść do rodziców i ich dzieci? W rodzicielstwie bliskości dużą uwagę poświęca się potrzebom i emocjom wszystkich członków rodziny. Przyjęcie empatycznej postawy pozwala na odnajdywanie w sobie zasobów, dzięki którym można towarzyszyć dziecku w trudnościach, a nie je lekceważyć. Poprzez emocjonalną obecność, uważność i otwartość na potrzeby wysyłane są sygnały „jesteś dla mnie ważny, Twoje sprawy są ważne”. To nic, że ten stres może wydawać mi się mały, wolę być obok i wspierać niż powiedzieć „przecież nic się nie dzieje”. To nic, że przyjęcie dziecięcych emocji może być wyzwaniem, dużo większym niż określenie „nie płacz, nie rycz, ogarnij się”. Wreszcie to nic, że w ocenie krytykantów „musi znać prawdziwe życie”, moim zadaniem jest wyposażyć dziecko w taki pakiet, który pomoże mu zmagać się z wyzwaniami, jakie to życie przyniesie.

Przeciwnicy rodzicielstwa bliskości twierdzą często, że taka otwartość na dzieci jest zgubna i prowadzi do zatracenia. Nic bardziej mylnego. Kluczową kwestią jest bowiem równowaga i szacunek dla wszystkich członków rodziny. Niezwykle ważną sprawą są również granice, ale nie te, które sztucznie stawiane są dzieciom („niech wiedzą, gdzie ich miejsce”), ale te nasze, które my wyznaczamy. Między stawianiem granic komuś a wyznaczaniem tych własnych jest ogromna różnica. To nie ktoś dostaje ode mnie zakaz, to ja nie godzę się na coś wobec mnie. Dzieci najlepiej uczą się przez obserwację, stąd też modelowanie pewnych postaw jest zdecydowanie skuteczniejsze niż rygor i klepanie regułek o „grzecznym” zachowaniu. Oczywiście to działa w drugą stronę – pokazując, że potrzeby nie są ważne (dziecka jak również nasze), ryzykujemy, że bliżej będzie mu do „nie rycz, nic się nie stało” niż faktycznej, emocjonalnej obecności.

Zarzut o bezstresowym wychowaniu, braku granic i równowagi, który stawia się rodzicielstwu bliskości, jest kompletnie nietrafiony. Oczywiście w pierwszych miesiącach życia dziecka, to ono jest na pierwszym miejscu, choć pozostałe nie przestają być ważne. Nie można więc rozpatrywać czasu, który bliskościowi rodzice poświęcają dziecku, jako czegoś w kategoriach nadmiaru, przesady, „rozpasania”. Warto spojrzeć na to przez pryzmat inwestycji w człowieka, takiej emocjonalnej, dobrej lokaty. Lokata ta ma ogromne znaczenie dla kształtowania się osobowości, poczucia własnej skuteczności, samooceny, empatii, czyli wszystkich tych czynników, które są zasobami w radzeniu sobie ze stresem. Dając dziecku bliskość i zrozumienie, dajemy mu wędkę, która pomoże mu w walce ze stresem, nie rybę, jak zarzucają przeciwnicy.

 

źródło zdjęcia: DIPB Images, flickr

Bibliografia:
Heszen-Niejodek I. (2000a). Stres i radzenie sobie – główne kontrowersje. w: I. Heszen-Niejodek, Z. Ratajczak (red.). Człowiek w sytuacji stresu. Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, s.12-43.
Hobfoll S.E. (2006). Stres, kultura i społeczność. Psychologia i filozofia stresu. Gdańsk: GWP.
Lazarus R.S. (2000). Toward Better Research on Stress and Coping. American Psychologist, 55, 6, s.665-673.
Lazarus R.S., Folkman S. (1984). Stress, Appraisal, and Coping. Nowy Jork: Springer.

 

Poleć ten tekst znajomym
  • I to jest właśnie TO! Anito, bardzo Ci dziękuję za ten wpis.
    A tak btw to przymiotnik „bezstresowy” ma zły PR. Przecież to znacz to samo co „na luzie” „przyjemnie” itp. Nie sądzisz?;)
    A post udostępniam dalej, bo może uda się dotrzeć do stresujących swoje dzieci rodziców.

  • Fajnie to napisałaś, i rzeczowo. Mi się bardzo podoba 🙂
    Pewnie nie mógłbym o sobie powiedzieć, że spełniam kryteria RB – nawet nie potrafię ich wymienić :), ale model w którym rodzic jest blisko dziecka bardzo mi (nam) pasuje.
    Tak sobie jeszcze myślę, że ludziom łatwiej krytykuje się coś co jest trudniejsze. Trwanie jest trudniejsze od zostawienia, postawienie muru dla nich łatwiejsze niż pokazywanie swoich granic itd …

  • alicja

    Dobrze,że zwracasz uwagę na wiele czynników w wychowaniu dziecka.W zalecrniach do przeczytania przez rodziców -Wszystkich !

  • Ana

    Ważne jest jeszcze to, że frustracja potrzeb jest również (lub przede wszystkim) rozwojowa i musi do niej dojść. To dla tych, co próbują tworzyć ochronny balon nad dzieckiem starając się zapobiegać kryzysom, które muszą nadejść.

  • W mojej poprzedniej pracy często spotykałem się z tematem dzieci, ich wychowania. Między innymi również z ideą wychowania bezstresowego i rodzicielstwa bliskości. I przyznam, że dla wielu rodziców te dwie idee sa tożsame. Ludzie twierdza, że właśnie rodzicielstwo bliskości to wychowywanie dziecka zupełnie bez stersu. Chyba za mało wiedzą o rb, a chcą w tym duchu wychowywac…