baner(3)
GDYBAMY

Rodzina kołem się toczy

Ulubioną zabawą Zosi jest potańcówka u lalek. Moja córka przynosi mi jedną ze swoich lalek, sobie bierze drugą, łapiemy je za ręce i śpiewamy. Wdzięczne lalki tańczą razem z nami w rytm głośnego „Tańczymy labada, labada, labada”. Impreza trwa w najlepsze, towarzyszą jej piski i oklaski Zosi, po jakimś czasie następuje „odbijany” i powrót na parkiet. Lalki tańczą, jak im zagramy. Zupełnie jak każdy z nas. Zmienia się tylko melodia i uczestnicy „zabawy”.

Ostatnio w naszym domu, na krótko ale jednak, zagościł hit „Zjedz coś Maleńka”. Tekst: Matka, Muzyka: Matka, Aranżacja: Ojciec, Wokal: Zosia, Matka, Ojciec, Nucia. Nikomu nieznana melodia pojawiła się w naszych domowych głośnikach. Całą czwórką, bez cienia entuzjazmu, tańczyliśmy wokół stołu, a raczej stolika do karmienia. Owsianka nie? To chociaż kawałek kanapki. Zupa nie? A może jednak? To może borówki? Ok, borówki lubisz. No ale nie możesz jeść tylko borówek. Raz i dwa, tańczymy. To była środa, taneczna środa. Ja, Piotrek, Zosia, a nawet Nucia wszyscy tańczyliśmy wokół tematu jedzenia. Zadowolony był tylko pies, bo każdy niechciany kawałek lądował na podłodze, rzucany z mocą godną Tomasza Majewskiego, a nie 15 miesięcznej dziewczynki.

– Czemu ona nie chce jeść? Tak się staram, gotuję, chcę, żeby jadła zdrowo, zero syfu.

– Nie wiem, też mnie to dzisiaj wkurza, ale im więcej o tym gadamy, tym jest gorzej.

– Racja.

Pewnie, że racja. Doskonale znamy ten mechanizm, jeszcze lepiej wiemy, co z nim zrobić. I co? I nic. Tańczyliśmy labada, labada, nędznego walczyka. Przez jeden dzień, o jeden za dużo. Wieczorem wypiliśmy po lampce wina, z obietnicą, że kolejnego dnia temat jedzenia nie istnieje. Dziecko jest karmione piersią, więc głodu nie doświadczy. To nie Zosia ma problem, ale my wszyscy go stworzyliśmy. Ja wrzucam na luz, Piotrek mi w tym pomaga, a Nucia zapomina o skarbach spod stołu. Efekt? Tak, będzie banalnie – wilczy apetyt, duża miska zupy i ciągłe wyciąganie rąk do naszego jedzenia. Umówmy się, nie jest idealnie, ale jest o niebo lepiej niż było. Zaakceptowałam fakt, że Zosia jest wybredna, ale za to jaki ona ma gust! Jaglanka, zupa kalafiorowa, makarony wszelakie, borówki, arbuzy, banany i jeszcze kilka rarytasów. Z mięsem nie podchodź. Malin nie pokazuj. Nawet nie próbuj z karmieniem widelcem. Ryż jest ok, owszem, ale tylko ziarno po ziarnie, wyłącznie palcami. Wrzuciłam na luz i już nie tańczę wokół stołu. Ani dosłownie, ani symbolicznie. A kiedy ja nie tańczę, nikt w naszej rodzinie też już tego nie robi.

Trochę teorii

Na pierwszym roku studiów psychologicznych jest wprowadzenie do systemowej teorii rodzin. W skrócie – rodzina jest systemem, zbiorem ludzi, z których każdy pozostaje w relacji i dynamicznej interakcji z pozostałymi, wzajemnie na siebie wpływając. Jeden element, wpływa na pozostałe. Zmiana w jednym z nich, prowadzi do zmian w całym systemie.

Z teorią systemową wiąże się niezwykle ważne pojęcie cyrkularności. Dzięki temu żadne z zachowań bądź sytuacji rodzinnych nie dają się tłumaczyć prostą zależnością przyczynowo-skutkową. Mówiąc o cyrkularności, mamy na myśli taki rodzaj interakcji, w której każda osoba wpływa na pozostałe, a zachowanie każdego z nas ma przełożenie na zachowanie pozostałych (bezpośrednio lub pośrednio).W graficznym uproszczeniu wygląda to tak

rodzina

Doskonałym przykładem jest nasz taniec wokół jedzenia. Pewnego dnia Zosia odmówiła zjedzenia śniadania, a ja zaczęłam się stresować, że przed nami podróż a ona pojedzie głodna. Karmienie przejął Piotrek, co wysłało pierwszy sygnał „Jest kłopot”. Na zmianę Zosia zareagowała nerwowo, ja byłam zła na siebie, Piotrek bezradny. Kolejny posiłek, ja już napięta, bo „przecież nie jadła śniadania”, Zosia wyczuwa mój lęk, ja próbuję go ukryć i jestem coraz mniej autentyczna…itd itd. Jedzenie kołem się toczy, a w nim cała nasza rodzina. Na szczęście ten wielki kryzys już za nami, przed nami pewnie setki kolejnych, ale ten już coś nam dal.

Przy czym tańczysz ze swoją rodziną?

Każdy ma jakieś swoje ulubione melodie. Nie jest tak, że zawsze są to dołujące numery. Czasem rodziny kręcą się dobrym, miarowym rytmem, a wszelkie potknięcia i zgubione takty potrafią szybko naprawić. Zrozumienie teorii systemów rodzinnych, choćby na takim skrótowym poziomie, jaki tu opisałam, może być uwalniające. Dlaczego? Już Arystoteles mówił, że „całość jest czymś więcej niż tylko sumą części”. Każdy z nas jest jakąś „częścią”. Dzieci, mąż, rodzice, teściowie. Nakręcamy się wzajemnie, jednocześnie często widząc tylko pozostałe elementy, nie siebie. Moja znajoma raz na jakiś czas słucha komentarzy o swoim dziecku. Że przy babci to taki „niegrzeczny”, że u niej nie chce jeść, że mama go rozpieściła, bo u babci się nie słucha. U babci to zupełnie inne dziecko, a jej zdaniem wszystkiemu winni są matką i dziecko. Seniorka rodziny umywa ręce, co złego, to nie ona.

Pomijając już fakt, że nie ma sensu mówić o jakiejkolwiek winie, przyznajmy sobie szczerze – ile podobnych sytuacji mieliśmy? Ile razy ktoś nam wmawiał, że przy nas dziecko jest inne? Ile razy „niejadek” wcinał obiad przy cioci, która dziwiła się „Nie wiem, czemu mówisz, że ona nie chce jeść?” Ile razy pogodna osoba traciła humor jeszcze zanim zaczął się obiad u teściów? Przykłady mogłabym mnożyć. Tańczymy wokół rodzinnych problemów, oczekiwań, wyobrażeń i schematów. Zanim zaczniemy obwiniać wszystkich dookoła, pamiętajmy, że jesteśmy częścią systemu, który kręci się jak chomik w kołowrotku. Nie ma nigdy jednej przyczyny, jednego ojca sukcesu lub porażki. Do tanga trzeba dwojga, trojga, pięciorga. Całej rodziny.

źródło zdjęcia:magw21, Flickr, licencja
Poleć ten tekst znajomym
  • ela

    My lubimy tańczyć do „mamma mia”. Ja muszę klaskać a ON tańczy, radość, szał 🙂 a ten INNY niepotrzebny ( a może potrzebny?) taniec to przy jedzeniu odkąd pamiętam…. wyluzowałam i o niebo lepiej a było (czasem wciąż bywa) jak u WAS. Drugi to ostatnio trening na nocniku, kiedy wyżaliłam się na forum, opadłam z sił, zjadłam wszystkie paznokcie, „odtańczyłam” swoje, mój syn zaczął pięknie wołać … myślę że melodie będą wracać, takie życie, ważne by poukładać w głowie pewne rzeczy i umieć spojrzeć z dystansu.

  • Wspieram temat karmienia piersią, wrzucenie na luz i wiedza ze dziecko nie da sie zaglodzic jest dosc istotna. Moja 2 letnie dziewczynka, miewa czasem napady nie jedzenia nic w ciagu dnia, tylko ze to jest tak ze tak nam sie wydaje, a prawda jest zupelnie inna. Ale fakt ze dziecko jest na piersi mi zawsze daje spokoj ze dostaje to czego potrzebuje i moje olac tego schabowego 😉

  • W mojej rodzinie każdy ma dość odmienny gust muzyczny, jednak najlepsze wygibasy (tańce) są przy… DISCO POLO! tak tak, sama w to nie mogę uwierzyć – ale to prawda 🙂

  • JQ

    nasza pediatra powiedziała nam że dziecko nie da się zagłodzić, Q miał wtedy niecałe 2 latka i zapalenie jamy ustnej, a my przerażeni jak i czym go karmić.

  • paulina

    Dzięki za ten wpis.od wczoraj moja N zastrajkowała nad talerzem a raczej talerzami,które tak pieczołowicie przygotowuje i…straciłam luz. Jasne,że nie padnie z głodu bo jest „mleczko” ale za 1,5mca idziemy do żłobka i..już mi się zmartwienia uruchomiły.może „zmienimy płytę”i jutro będzie lepiej