baner(3)
BYWAMY DLA DZIECI

Podróże z dzieckiem – Lublin, FIKA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O mojej wielkiej miłości do Lublina pisałam już jakiś czas temu (tutaj). Tęskniłam, marzyłam, planowałam, a kiedy nadarzyła się okazja, nie trzeba było mnie długo namawiać. I właśnie tam, w okrojonym składzie, nasza rodzina spędziła bardzo sentymentalny, długi weekend.

Mieliśmy dwa dni na przyjemności, więc zaliczyliśmy wszystkie miejsca, z którymi łączą się wspomnienia najbardziej beztroskich lat. Spacerując po Ogrodzie Saskim, doszliśmy do wniosku, że to właśnie ten luz i totalna studencka rozpusta sprawiły, że Lublin tak dobrze nam się kojarzy. Jeśli dołożymy do tego klimat i magię tego miasta, powstaje miejsce, do którego chce się wracać i za którym można zatęsknić (zamazując jednocześnie miesiące bezskutecznego szukania godziwej pracy w zawodzie, które ostatecznie skończyły się…przeprowadzką do Warszawy).

Nasz plan był bardzo konkretny. KUL i IV piętro, bo tutaj wszystko się zaczęło. Dziedziniec i magnolia, pod którą matka i ojciec zwiali na wagary i pierwszy raz spojrzeli na siebie przychylnym okiem (by dopiero rok później spojrzeć jeszcze przychylniej). Ogród Saski i wspomnienia koncertów, randek i wina z kartonu. Krakowskie Przedmieście, Ulice Miasta, Plac Litewski, Sielsko Anielsko, Dominikanie, Archikatedra Lubelska, Szewc, Zamek, Plac Po Farze i uliczki. Małe, urokliwe uliczki. Chłonęliśmy dźwięki, zapachy, widoki. To był nasz czas, lepszy od wakacji nad morzem i wypadu do SPA. Zosia zaczepiała wszystkich z poziomu wózka, a innym razem spała beztrosko, zamotana w Tulę. Uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy, a świadomość, że Nucia ma w tym czasie najlepszą opiekę pod słońcem, pozwoliła nam trwać w przekonaniu, że to naprawdę dobry weekend dla całej naszej czwórki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O

O

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na ostatni dzień wyprawy zostawiliśmy sobie Klubokawiarnię rodzinną FIKA, której 2/3 zespołu to nasze koleżanki ze studiów. Byłam zachwycona FIKĄ już na etapie przeglądania strony internetowej, ale to co zobaczyłam na miejscu totalnie mnie oczarowało. Każdy element, najmniejszy drobiazg sprawiał, że czułam się jak w domu. Stylowe wnętrze, przepiękna oprawa graficzna (rysunki w ramkach, na ścianach) i przemiła obsługa to tylko część z zalet. To, co mnie ujęło najbardziej to…mądrość wyborów. Wszystko w FICE jest przemyślane – od gazet dla rodziców, przez książki, aż do zabawek i atrakcji w bawialni. Nie ma tam kolorowych kulek i gadżetów z małpiego gaju. Są natomiast zabawki sensoryczne, statek-huśtawka, tunel, stylowe samochody, tablica magnetyczna, teatrzyk i inne, niesamowite pomoce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opiekunowie dzieci mogą napić się kawy (jest mleko ryżowe!), zjeść coś dobrego, a to wszystko albo w części kawiarnianej, albo przy blacie w bawialni – rewelacyjne rozwiązanie! FIKA prowadzi też mały sklepik, w którym są przemyślane zabawki i książki – dużo dobrych książek z naszą ukochaną Ulicą Czereśniową na czele (swoją drogą jakiś czas temu poleciła mi ją Ania, jedna z założycielek FIKI).

W drodze do Warszawy nie mogłam przestać myśleć o tym miejscu. Sama od dawna marzę o stworzeniu podobnego i choć folder na moim pulpicie pełen jest inspiracji, to daleko mi do działań i odwagi, jaką wykazały się dziewczyny, które założyły FIKĘ. Niewątpliwie jest to miejsce inne niż wszystkie. Rodzic musi dać coś z siebie, czasem tylko finansowo (wstęp do bawialni jest płatny, ale nielimitowany czasowo), czasem zachęcić, zainspirować do zabawy (choćby w przypadku takiego malucha, jak Zosia), a czasem po prostu być i nie przeszkadzać. To nie są kulki, w które wrzucasz dziecko na cztery godziny. Nie jest to sala przesycona bodźcami, na której ono samo nakręci się tak, że padnie (albo nie da rady wyciszyć się do późnej nocy). FIKA to miejsce stworzone przez świadome, mądre matki. Wisienką na torcie była dla mnie Księga Rodzicielstwa Bliskości, która leżała wśród lektur dla rodziców. Od razu pomyślałam, że to jest miejsce, do którego chciałabym wracać.

P.S. Podczas naszego pobytu w tej klubokawiarni, przyszedł tata z dwójką dzieci. Po jakimś czasie mówi do syna „Myślałem, że to będą kulki, ale też jest fajnie”. Ba! Ja myślę, że kulki się nie umywają! Jeśli będziecie w Lublinie, koniecznie zajrzyjcie na Kasztelańską, żeby pofikać w FICE.

Poleć ten tekst znajomym
  • roman

    Lublin jest superspoko, FIKA ma w mej optyce podobny status. Jest dziś dzień ojca i usłyszałem w radiu komentarz, że to święto jest nagrodą pocieszenia, bo matki i tak są nr 1. Pocieszenia czy nie nagrody są mile widziane.

    • 3pluspies

      zgadzam się z Tobą mężu!

  • ela

    Ehhh piekny weekend 🙂 czyli są zalety studiowania poza rodzinnym miastem 🙂

    • 3pluspies

      nie widzę zalet studiowania blisko rodziców 😉

  • Podróże sentymentalne są najlepsze! Powspominać zawsze jest fajnie, a już studenckie, beztroskie czasy w szczególnosci! Fajny post 😉

  • Wiesz z jak wielkim uśmiechem czytam ten wpis.

    U Dominikanów przyrzekaliśmy sobie, na Starym Mieście pracowałam najdłużej na świecie. Fikę mam tak daleko że dalej już mieć nie mogę (po przekątnej!) więc nie byłąm nigdy, ale animatorki zabawiały moje dzieci w sposób magiczny (MICHAŁA!) na różnych wydarzeniach blogowych etc.

    To co, wrzesień ;)?

    • 3pluspies

      Wrzesień 🙂

  • JQ

    Ale podoba mi się ten wpis! powróciły wspomnienia moich studenckich lat. W naszym mieście brakuje miejsc do których można pójść z dzieckiem i nie martwić się, że mojemu 4-latkowi się nudzi a ja w spokoju mogę wypić kawkę.

    • 3pluspies

      w mojej okolicy też nie ma takiego miejsca

  • Ola

    Jak przemiło się czyta, jak Ktoś ma takie wspomnienia i tyle radości z mojego Lublina! 😉

    • 3pluspies

      zazdroszczę go na co dzień 🙂

  • An.

    Ale milo sie czyta o takich miejscach. Naszym Lublinem jest Kraków:)
    A kawiarnia wyglada swietnie. Uwielbiam takie miejsca. Koło mnie rok temu powstała kawiarnia dla rodziców z dziecmi, ale niestety nie ma zadnego klimatu i tam nie chodzimy.

  • Moje miasto.
    KUL i 5 uroczych tam lat.
    Dziedziniec i magnolia odżyły na nowo kiedy właśnie tam zdjęcia w dwupaku z Zosią zrobiła mi mega zdolna Mama Leny i Kuby.
    Fika – bywamy, często, bardzo często. Genialne miejsce, bardzo „nasze”.
    Czyli? Wrzesień!

    • 3pluspies

      wrzesień:)

  • Tak pięknie piszesz o moim mieście! Dziedziniec Kul to magiczne miejsce, zawsze można tam wracać. Historycy mieli swoją ławeczkę obok pomnika i podcieni. A czy ktoś pamięta jak wyglądał dziedziniec po koncercie Republiki? Niezapomniane miejsca, które trzeba pokazać dzieciakom.
    Beso