CZYTAMY JESTEŚMY BLISKO PSYCHOLOGIA DZIECKA

5 świetnych książek o bliskości i więzi z dzieckiem

DSCF1844

Wspominałam już kilkakrotnie, że moim nowym konikiem (nie tylko zawodowym) jest tematyka więzi. Jeszcze zanim zaszłam w ciążę, zauważyłam, że problematyka przywiązania jest w moim zawodzie traktowana po macoszemu. Owszem, jest kilka świetnych publikacji, na studiach pojawiał się Bowlby, ale dam sobie rękę uciąć, że ani podczas diagnoz ani w terapii nie odnosimy się do więzi tak często, jak powinniśmy. Kiedy dwa lata temu szukałam szkolenia związanego z tą tematyką, znalazłam tylko jedno i to we Wrocławiu. Nadrabiałam braki czytając książki albo chłonąc wiedzę z mężowej pracy z rodzinami, ale wciąż czułam niedosyt. Ręka w górę, kto z moich znajomych psychologów, czuje, że wie o więzi coś więcej niż to, co było na studiach? Ten wpis jest też dla Was, nie tylko dla rodziców.

Praca to jedno, ale moja nowa życiowa rola to drugie. Jestem matką. Ani w ciąży, ani po porodzie nie zafiksowałam się na budowaniu jedynej słusznej więzi z córką. Nie studiowałam wskazówek, nie testowałam na niej teorii. Wiedziałam jednak, jak ważna jest moja i Piotrka rola, tym bardziej,że pierwsze miesiące naszego dziecka wiązały się z cierpieniem i częstymi pobytami w szpitalu, co zdecydowanie nie pomaga w budowaniu poczucia bezpieczeństwa.

Trochę przydługi ten wstęp, ale… Zmierzam do tego, że naprawdę warto wiedzieć, czym jest przywiązanie, jakie są etapy kształtowania więzi i jakie w ogóle ma to znaczenie w życiu człowieka. Wpisy nawiązujące do tej tematyki będą się pojawiać na blogu regularnie. Tymczasem podsyłam namiary na 5 świetnych książek, do których mogą sięgnąć nie tylko specjaliści, ale przede wszystkim rodzice. Co ważne – żadna z tych książek nie jest poradnikiem. Nie ma tam wytycznych i przemądrzałych tez. Wyłącznie dobra i lekkostrawna wiedza.

Księga Rodzicielstwa Bliskości, William i Martha Sears, Wydawnictwo Mamania – wspominałam o tej książce w tym wpisie. Searsowie mówią o więzi, jako o wzajemnym dopasowaniu rodziców i dziecka. Nie budują oni jednak idealnego obrazu, w którym matka i dziecko czują silną więź już od okresu prenatalnego. W swojej idei rodzicielstwa bliskości wskazują jednak na pewne filary, które mogą ułatwić zbudowanie bezpiecznej relacji. Książkę, a przede wszystkim samo RB polecam wszystkim tym, którzy czują zgrzyt słuchając wskazówek, według których dziecko „musi się wypłakać”, „nie można dzieci przytulać, bo się przyzwyczają” i „jak raz weźmiesz dziecko do łóżka, to już się go nie pozbędziesz”. Kolejny raz zachęcam do lektury recenzji, która napisała Hafija

Księga Dziecka. Od narodzin do drugiego roku życia, Wydawnictwo Mamania – to jedna z tych książek, których żałuję, że nie przeczytałam wcześniej, ale na szczęście nic straconego. Jej siłą, jak na publikację Searsów przystało, jest to, że nie jest ona zbiorem zasad, wskazówek ani przepisów na dziecko. Gdybym miała wskazać fragment o więzi, powiedziałabym, że jest to całe 790 stron tej książki. Searsowie opisują każdy aspekt opieki nad dzieckiem, od karmienia, przez towarzyszenie w rozwoju, aż po opiekę zdrowotną. Robią to jednak w taki sposób, że czytając miałam często poczucie „Oni piszą o nas!”. Odnosząc się do  rodzicielskiej intuicji i okazując szacunek dzieciom i ich potrzebom, pokazują swoisty styl życia w bliskości. To, co zasługuje na szczególną uwagę, to poruszenie kwestii więzi po trudnym porodzie, bliskości między dzieckiem i ojcem, a także kwestia dopasowania się z dzieckiem o dużych potrzebach (np. z silnymi kolkami).

Więź daje siłę. Emocjonalne bezpieczeństwo na dobry początek, Wydawnictwo Mamania – książka, którą połknęłam jednego dnia (łaskawego ze strony Zosi;)). Największy plus – badania! Już kilka razy wspominałam, że uwielbiam publikacje, które podają źródła. Autorka tej książki powołuje się na wyniki badań, omawiając takie aspekty, jak karmienie na żądanie vs karmienie wg planu, chustonoszenie czy spanie z dzieckiem. Jest to niewątpliwym atutem tej książki, gdyż pokazuje nam, że założenia RB nie są jakimś wydumanym czary mary,modą czy wymysłem.

Dziecko z bliska. Agnieszka Stein, Wydawnictwo Mamania – o bliskości po polsku. Zanim sięgnęłam po tę książkę, minęło sporo czasu. Nie dlatego, że nie mogłam jej dostać, albo nie miałam możliwości czytać. Ten czas był mi potrzebny, żebym stwierdziła,że chcę ją przeczytać. Jeszcze zanim zostałam matką, spotykałam się z wieloma opiniami głoszonymi przez autorkę. Rzadko były to całe wywiady, zwykle zdania wyrwane z kontekstu. Mój błąd, że nie szukałam więcej, ale szybko się zraziłam. Dzisiaj powtórzę to, co napisałam odnośnie RB, a co odnosi się też do Agnieszki Stein – mea culpa! Jako matka biorę wszystko, co pisze i mówi. Nie wiem jeszcze ile przeniosę do swojej pracy, np. z grupami dzieci, bo to zupełnie inne realia niż domowe, rodzicielskie. Wracając do książki, zadziwia lekkość, z jaką jest napisana. Niektóre strony czytam po kilka razy, są fragmenty, nad którymi muszę się zatrzymać i przez jakiś czas je przemyśleć, są zdania, które zakreślam i do nich wracam. Nie ma tu mądrości, porad, dystansu między autorem a czytelnikiem. Tematyka więzi opisana jest w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu bez trudu zrozumiemy, czym jest i jak się kształtuje. Autorka nie pisze o więzi dziecka z matką, ale z rodzicem/opiekunem. To mały, ale znaczący gest w stronę ojców, którzy nadal bywają pomijani. Agnieszka Stein w swojej książce często odnosi się do badań, ale to, co czyni „Dziecko z bliska” wyjątkową publikacją, to cytaty z rodzicielskiego życia. Czytasz i masz wrażenie, że nie rozmawiasz z psychologiem i wielkim specjalistą, ale przede wszystkim z matką. Sposób, w jaki pisze o relacji z dzieckiem i o jego potrzebach, pozwala na pewne „rozgrzeszenie” i zrozumienie, że intuicja rzadko nas zawodzi, a tym, co może nas zwieść jest nadmierne wsłuchiwanie się w komentarze płynące z otoczenia. Czytając wielokrotnie odnajdowałam w sobie siłę i przekonanie, że to ja jako matka robię słusznie będąc blisko mojego dziecka i dając mu z siebie tyle, ile ono potrzebuje (jednocześnie bardzo wiele od niego dostając). „Wieź to miłość w najbardziej pierwotnej postaci” – mówi Stein i ja podpisuję się pod tym obiema rękami.

Bliskość w rodzinie. Więzi w dzieciństwie a zaburzenia w dorosłości, red. Barbara Tryjarska, Wydawnictwo Naukowe Scholar – pozycja nieco większego kalibru niż poprzednie, co sugeruje choćby sam tytuł. Moim zdaniem obowiązkowa lektura każdego psychologa. Dla rodziców raczej jako kolejna książka o więzi, nie jako pierwsza. Dlaczego? Czytając ją bez podstawowej wiedzy o przywiązaniu, można wpaść w manię diagnozowania. Ogromnym plusem tej publikacji jest wyjście „dalej”, poza okres dzieciństwa i wskazanie na rolę przywiązania w budowaniu relacji w dorosłym życiu. W książce tej znajdziemy prace m.in. Ireny Namysłowskiej, Katarzyny Schier czy Szymona Chrząstowskiego. Prof. De Barbaro powiedział, że adresatami tej książki są nie tylko specjaliści, ale także ci, „których z czysto osobistych powodów ciekawią zjawiska rodzinne i którzy szukają odpowiedzi na pytania o to, jak być dobrym rodzicem lub małżonkiem i jakie są źródła ich rodzinnych problemów. W końcu wspólnym mianownikiem zagadnień omawianych tu z przeróżnych perspektyw jest uniwersalny i wszechobecny w naszej kulturze dylemat wyboru między wolnością a miłością, między „razem” a „osobno”, między bliskością a dystansem, między autonomią a wspólnotą”.

Poleć ten tekst znajomym
  • alicja

    Czy to temat pracy doktoranckiej ? Super,super !!

    • 3pluspies

      nie 🙂 doktorat też o rodzicach, ale zupełnie inna bajka

      • alicja

        Kiedy poczytamy ?

      • 3pluspies

        jak się napisze 😉

  • Ela

    A czy można gdzieś przeczytać jak wytłumaczyć OPORNYM i ODPORNYM, ze istnieje kolosalna różnica miedzy budowaniem więzi , rodzicielstwem bliskości a rozpieszczaniem……. .?

    • 3pluspies

      tak, w pierwszych 4 książkach (choć i tak oporni wiedzą lepiej;))

  • Ela

    ;). I tu dochodzimy do sedna, nie tylko mamy powinny czytać 🙂 babcie, ciocie, sąsiadki 😉

    • 3pluspies

      pewnie!

      moja mama przeczytała Księgę Rodzicielstwa Bliskości. Kiedy skończyła powiedziała „To jest bardzo, bardzo mądra książka”. Myślę, że to najlepsza recenzja, bo wydana przez matkę z 33 letnim stażem 🙂

  • Wszystkie pozycje godne polecenia!

    • 3pluspies

      to prawda, a pewnie jest jeszcze kilka, o których nie mam pojęcia

  • chyba sobie coś zaserwuję – inspiracji nigdy dość

    • 3pluspies

      daj znać, po którą z książek sięgnęłaś i jak wrażenia

  • Goś.Ć.

    Miałam tak samo z „Dzieckiem z bliska”. Kupiłam tuż po ukazaniu się, przeczytałam kilka stron i odłożyłam na długo. Odkryłam ją będąc w ciąży. Zakreslalam najważniejszych fragmenty dla męża. Do niektórych kawałków wracałam, do innych wiem, ze wracać jeszcze będę 🙂

    • 3pluspies

      ooo i jak mąż? wciągnął się w lekturę?

      • Goś.Ć.

        Tak 🙂 bardzo mu się spodobała i zaciekawiła. Kilka tematów przedyskutowalismy na podstawie tej ksiazki

      • 3pluspies

        super:)

  • An.

    Jaaa, dopiero okdryłąm ten blog przez Pinezki i już widzę, że zagoszczę tu na dłużej. Sama przed chwilą dałam wpis o książkach i blogach w duchu AP i Montessori. Heheh

  • Searsów mam obie pozycje, „Więź daje siłę” także i uwielbiam ją. Krążą te moje książki po koleżankach i rodzinie. Niestety czasami przegrywają z Tracy 🙁 Ach jak byłoby fajnie gdyby przyszłe mamy, zamiast gromadzić gadźety, czytały takie książki…

  • Aga

    A którą z tych lub innych pozycji poleciłabyś rodzicom dziecka adoptowanego? Ja czyałam tylko A. Stein i to nie w całości…

  • ame lushka

    Jestem mamą rocznej Amelki. Czy mogłabyś mi polecić jakieś ciekawe pozycje do przeczytania oprócz tych wymienionych wyżej?
    A tak w ogóle chciałabym Ci bardzo podziękować, bo dzięki Twojemu blogowi zyskałam większą pewność w roli matki i przestałam słuchać ludzi, którzy mówili mi, że spędzając większość swojego czasu z córką, przytulając ją, śpiąc z nią, usypiając, reagując na każdy jej płacz, rozpieszczę ją. Nadal słyszę, że za długo ją karmię piersią, że już powinnam przestać, że powinnam pozwalać się jej wypłakać, że powinnam zostawiać ją samą w łóżeczku, aż zaśnie, że nie powinnam jej brać na ręce i wiele innych „cennych” rad. Ale teraz idę za głosem serca i daję jej tyle miłości ile tylko potrafię. Jestem dumną matką, bo Amelka jest bardzo radosna, do wszystkich się uśmiecha i nie boi się ludzi. Dziękuję…