JESTEŚMY BLISKO

Rodzicielstwo bez spiny

logotyp final copy

Nigdzie nam się nie spieszy, nie gnamy, nie musimy nic. Jesteśmy razem na maksa.

Wstajemy rano, kiedy Zosia obwieści, że właśnie zaczął się nowy dzień. Męska część rodziny rozdaje nam pożegnalne buziaki i wędruje do pracy, a my zaczynamy nasze babskie rządy. Nucia zajmuje swoją strategiczną miejscówkę pod oknem, na wypadek, gdyby chciał nas zaatakować nieprzyjaciel (czytaj: czarny pies sąsiadów lub każdy inny pies, który ośmiela się chodzić po dworze), Zosia rozpoczyna dzikie szaleństwa na macie, a ja z kubkiem herbaty chłonę chwilę spokoju.

Nigdzie nam się nie spieszy. Mamy pewien rytm dnia, ale to raczej on dostosowuje się do nas niż my do niego. Nie przerywamy szaleństw na podłodze, bo zegar wybija czas drzemki. Nie przeciągamy na siłę nocnego usypiania, kiedy dziecko niemiłosiernie marudzi. Kolejne posiłki, choć mają swój schemat, rzadko wypadają o regularnych godzinach. Patrzę, czuwam, czytam sygnały wysyłane przez Zosię.

Nie gnamy. Choć z racji pasji i zawodu, rozwojówkę mam w jednym palcu, Zosia nie bierze udziału w żadnym wyścigu. Nie obchodzi mnie to, co „powinna”, co podchodzi pod który centyl, ani co musi nastąpić, żeby „poszło do przodu”. Nie słucham matek wyścigówek, których dzieci siadają w wieku 3 miesięcy, a w wieku 6 już mówią pełnymi zdaniami i mają 14 zębów. Zosia zdobywa kolejne szczyty – w swoim tempie, z dumą na twarzy, przy moich głośnych brawach i okrzykach radości.

Nie musimy nic. Może przy stole powinno się jeść ładnie, ale nie kiedy jest się niemowlakiem. To nic, że mamy śliniaki, skoro żaden nie chroni dywanu i psa przed kaszą jaglaną/zupą/dynią czy śliwką. To nic, że mamy łyżeczki, skoro najwięcej frajdy jest przy wkładaniu rąk do zupy i babraniu się w jedzeniu. Może nie jest szczytem higieny pełzanie po dywanie, na którym pies wcina przysmaki, ale…co z tego? Zasady w naszym domu są i zawsze będą, ale raczej dają one wolność niż ograniczenia.

Jesteśmy razem na maksa. Nie narzekam, że „w domu z dzieckiem można ześwirować”, bo po pierwsze ja to naprawdę lubię, a po drugie, kiedy Zosia zaśnie – działam! O 19 odpalam opcję RELAKS i nie ma mowy o świrowaniu. Jednak zanim to się stanie, daje z siebie 1000% i nie marudzę. Nie jestem znudzoną matką w starym dresie, ale mega nakręconą na Zosię matką w całkiem fajnych spodniach 😉

Rodzicielstwo bez spiny. Według naszego modelu, pełne pozytywnych emocji, ale bez ściemy, bo nie zawsze jest wyłącznie przyjemnie. Nosimy, kołyszemy, pozwalamy spać z nami w łóżku po pierwszym nocnym karmieniu  – jednym słowem dajemy pożywkę do komentarzy „uważaj, bo się przyzwyczai”. „Niech się przyzwyczaja!” – powtarzamy. Bo przecież co złego jest w przyzwyczajeniu do bliskości?

Tak jest u nas. I to, co w rodzicielstwie zachwyca nas najbardziej to fakt, że każdy może wychowywać dzieci zgodnie z własnymi poglądami i sumieniem. Dawać/nie dawać smoczka, karmić/nie karmić piersią, włączać/nie włączać tv przy dziecku. I dopóki dziecku nie dzieje się krzywda, choćby najmniejsza, niech każdy robi po swojemu.

Poleć ten tekst znajomym
  • Podoba mi się takie nastawienie i sama mogłabym się pod nim podpisać. Piąteczka!

    • 3pluspies

      Piąteczka!

  • Mamy tak samo, identycznie!:D Pozdrawiam:)

    • 3pluspies

      Przybij piątkę!:)

  • Mam nadzieję, że z czasem, gdy już się lepiej z Frankiem poznamy, nabiorę takiego luzu w byciu mamą 🙂

    • 3pluspies

      Na pewno tak będzie! Nasze pierwsze 4 miesiące to ciągłe choroby Zosi, pełno stresu i przekonanie, że nie zawsze ją rozumiemy. Wszystko przychodziło powoli, każdego dnia się dostrajamy, choć tak, jak jest teraz już mogłoby zostać.

      P.S. Zosia, gdyby nie była Zosią, byłaby Frankiem 🙂

      Pozdrawiam serdecznie!